Świat

Co rozbiło się na tajnym poligonie amerykańskiej armii?

Ujawnienie pierwszej w historii katastrofy F-35 byłoby nie na rękę nie tylko Siłom Powietrznym USA. Ujawnienie pierwszej w historii katastrofy F-35 byłoby nie na rękę nie tylko Siłom Powietrznym USA. Chris Edley / Flickr CC by 2.0
W tajemniczej katastrofie zginął doświadczony pilot oblatywacz i inżynier od tajnych projektów. Siły Powietrzne USA do dziś nie ujawniły, jaki samolot pilotował.

Lotnictwo USA usiłowało przez trzy dni nic nie mówić. Ale zeszłotygodniowej śmierci jednego z legendarnych oblatywaczy nie dało się dłużej utrzymać w tajemnicy. 8 września ukazał się lakoniczny komunikat o tym, że trzy dni wcześniej na obszarze ogromnego poligonu lotniczego Nellis w Nevadzie doszło do katastrofy, w której zginął ppłk Eric Schultz. Siły Powietrzne nie podały typu samolotu, który pilotował, co natychmiast wywołało falę spekulacji.

Choć większość amerykańskich mediów była zajęta przetaczającymi się przez kraj huraganami, specjaliści od lotnictwa zaczęli podejrzewać, że właśnie doszło do pierwszej w historii katastrofy myśliwca piątej generacji F-35. Eric Schultz był bowiem od kilku lat związany z programem F-35, uczestniczył w oblotach testowych najnowszych modyfikacji i modernizacji samolotu. Tak jak wiele wprowadzanych na uzbrojenie konstrukcji, F-35 jest na bieżąco unowocześniany, a kolejne wprowadzane stopniowo poprawki oprogramowania czy wyposażenia umożliwiają maszynie poszerzanie palety uzbrojenia.

Obecnie na samolocie F-35 wdrażana jest wersja oprogramowania umożliwiająca zrzucanie małych bomb SDB, bomb JDAM o masie 250 kg i odpalanie pocisków przeciwlotniczych AIM-9X. Zwłaszcza ta ostatnia broń wymaga lotów symulujących walki powietrzne w bliskim dystansie, które mogą nieść największe ryzyko katastrofy. Tyle że nikt do tej pory nie potwierdził, iż miała ona miejsce przy teście uzbrojenia.

Pierwsza w historii katastrofa F-35?

Komunikat Sił Powietrznych USA głosi, że nie ujawniony samolot, w którym zginął ppłk Schultz, należał do dowództwa zaopatrzenia materiałowego sił powietrznych (AFMC), któremu podlegają m.in. eskadry testowe w Edwards w Kalifornii i Eglin na Florydzie. Stąd branżowi dziennikarze w USA od razu wysnuli wniosek, że nie był to F-35, a przynajmniej nie należał do żadnej jednostki liniowej. I choć szef sztabu US Air Force zapewniał reporterów, że „to na pewno nie był F-35”, nie rozwiał wszystkich wątpliwości.

Ujawnienie pierwszej w historii katastrofy F-35 byłoby nie na rękę nie tylko Siłom Powietrznym USA, zmagającym się z krytyką polityczną za koszty i opóźnienia programu, ale i producentowi, Lockheed Martinowi. Kilka miesięcy temu firma dokonywała ekwilibrystyki pod presją samego prezydenta Donalda Trumpa, by przekonać go i Amerykanów, że supermyśliwiec nie jest workiem bez dna i że wkrótce na pewno będzie tańszy od konkurentów. F-35 powoli staje się standardową maszyną również u sojuszników USA, a śmiertelny wypadek bardzo doświadczonego pilota – gdyby do niego rzeczywiście doszło – zaszkodziłby szansom eksportowym Joint Strike Fightera.

Eric Schultz, wybitny pilot

Bo tak naprawdę nie o maszynę tutaj chodzi, a o jej pilota. Siły powietrzne USA poinformowały, że w katastrofie śmierć poniósł 44-letni podpułkownik Eric Schultz. Powiedzieć o nim wybitny lotnik, to nie powiedzieć nic. Ostatnio był pilotem doświadczalnym programu F-35 i kanadyjskiej wersji F/A-18. Jako pilot bojowy latał samolotami F-15E. Ale Schultz był też inżynierem z tytułem doktora, miał dyplomy sześciu uczelni (m.in. CalTech i PennState). Z racji wykształcenia i doświadczenia (nosił przydomek „Doc”) powierzano mu skomplikowane i ściśle tajne misje, jak prace nad latającym laserem bojowym. Nasiliło to spekulacje, że objęty tajemnicą lot mógł być jednym z tajnych tzw. czarnych projektów.

Poligon Sił Powietrznych w Nevadzie to miejsce owiane legendą. Położone na południowym krańcu wyschniętego słonego jeziora Groom Lake wojskowe miasteczko jest jednym z najściślej chronionych i strzeżonych obszarów USA. To właśnie tam mieści się słynna Strefa 51, supertajny ośrodek wykorzystywany przez wojsko do...

Tu spekulacji są tysiące, łącznie z przetrzymywaniem kosmitów pojmanych po zestrzeleniu lub lądowaniu ich latających spodków. Bardziej na serio: odległa o 130 km od Las Vegas, położona „pośrodku niczego” wielka płaszczyzna służy od dekad jako dyskretne miejsce testowania supertajnych technologii lotniczych i kosmicznych. Oddziały tajnych ośrodków badawczych mają tam trzej główni dostawcy technologii lotniczych dla sił zbrojnych USA: Lockheed Martin, Northrop Grumman i Boeing, a także biuro ds. zaawansowanych projektów DARPA.

Na poligonie Nellis testowano przełomowe konstrukcje, jak samolot rozpoznawczy wysokiego pułapu U-2, pierwszy samolot stealth F-117, bombowiec B-2 i liczne bezzałogowce. To prawdopodobnie owe „czarne projekty”, widywane i fotografowane nocą lub na wysokich pułapach, dały początek legendom o UFO. Zwłaszcza że w pobliskim Vegas nietrudno o wspomagacze widzenia i nie tylko, pozwalające na bliski kontakt z pozaziemskimi istotami.

Co więc poza F-35 mogło się rozbić w Nellis, co amerykańskie wojsko tak bardzo ukrywa? Najmniej sensacyjna wersja mówi o „samolocie agresorze”, czyli wykorzystywanym do symulowania walk powietrznych z realistycznym przeciwnikiem Migiem, Suchojem lub samolotem chińskiej konstrukcji, których w USA jest całkiem sporo. Tacy „agresorzy” są dość częstymi gośćmi w Nevadzie, pytanie tylko, czy Su-27 lub MiG-29 są maszynami na tyle tajnymi, by ukrywać katastrofę któregoś z nich. I czy na tyle istotnymi, by powierzać stery pułkownikowi Schultzowi, który przecież był pilotem do zadań specjalnych. Jego profilowi bardziej odpowiadałby na przykład F-117, legendarny, pierwszy samolot uderzeniowy stealth, który wiele lat po wycofaniu ze służby wojskowej nadal lata i jest wykorzystywany do badań nad technologią ukrywania samolotów przed radarami. Tylko że z tego, co wiemy o karierze pułkownika, nigdy wcześniej nie latał tymi maszynami.

Najbardziej ekscytującą teorią jest ta, że w Nellis rozbił się nowy amerykański bombowiec. Jesienią 2015 r. Siły Powietrzne USA ogłosiły, że strategiczną maszynę uderzeniową, następcę B-2 Spirit, zbuduje firma Northrop Grumman, która pokonała tandem Lokcheed Martin/Boeing. Samolot, nazwany później B-21 Raider, ma być tańszy od B-2 w produkcji i eksploatacji, co z kolei umożliwi wojsku kupno ponad setki tych maszyn, w porównaniu z 19 wykorzystywanymi operacyjnie B-2. Zapewne już w chwili ubiegania się o kontrakt istniał model, a obecnie pewnie istnieje także prototyp samolotu. Choć wspomagane komputerowo projektowanie konstrukcji lotniczych redukuje liczbę potrzebnych lotów testowych, to nie eliminuje ich całkowicie. Prace nad nowym bombowcem muszą postępować szybko, jeśli ma być wprowadzony do służby od 2025 r. i osiągnąć wstępną gotowość bojową w 2030 r. Jeżeli testy bombowca już trwają, zapewne odbywają się na poligonie Nellis. W ostatnich latach fotografowie lotniczy donosili stamtąd o wysoko latających obiektach o trójkątnym kształcie, odpowiadającym z grubsza publikowanym wizerunkom B-21. Katastrofa prototypu byłaby rzecz jasna poważnym ciosem na tak wczesnym etapie programu. Nic dziwnego, że wojsko nie chciałoby jej ujawnienia.

Ale medialna maszyna już ruszyła i można być pewnym, że Siły Powietrzne zostaną zmuszone do większej transparentności. Huragan Irma okazał się nie tak katastrofalny w skutkach jak oczekiwano i już dzisiaj – tydzień po katastrofie w Nellis – widać wysyp publikacji na jej temat w mediach głównego nurtu. W nocy czasu polskiego w Las Vegas odbędzie się pogrzeb ppłka Erica Schultza i zapewne nie tylko jego rodzina będzie chciała dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało. Jeśli dodatkowo sprawą zainteresują się Kongresmeni, którzy w zeszłym tygodniu powrócili na Kapitol, wojsko nie uniknie odpowiedzi, co rozbiło się w Nevadzie.

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

3 miesiące. Tyle mieli żyć więźniowie z pierwszego transportu do Auschwitz

Są młodzi i zdrowi, więc mają przed sobą ze 3 miesiące życia. Na wolność wyjdą przez komin krematorium. Taką przyszłość przepowiadano 728 pierwszym więźniom w Auschwitz.

Marcin Kołodziejczyk
18.06.2010
Reklama