Świat

Katalończycy na realną niepodległość nie mogą teraz liczyć. Co ich czeka?

Katalończycy na realną niepodległość nie mogą teraz liczyć. Co ich czeka?

Ogłoszenie niepodległości to krok, który ma umocnić pozycję negocjacyjną Katalonii w rozmowach z rządem centralnym. Ogłoszenie niepodległości to krok, który ma umocnić pozycję negocjacyjną Katalonii w rozmowach z rządem centralnym. Vincent West / Forum
Katalończycy zbili 1 października ogromny kapitał. Ale podobnie jak hiszpański, tak kataloński rząd wydaje się błądzić we mgle.

„Widziałem, jak łamali palce dziewczynie, a potem zrzucili ją ze schodów. Widziałem, jak pałowali chłopaka, który wcześniej został ranny. Widziałem zakrwawione señoras, które mogłyby być moimi matkami” – zaczyna swój dzisiejszy felieton w katalońskim dzienniku „El Periódico” dziennikarz Jordi Evolé.

Evolé to jeden z głosów, w które warto się wsłuchiwać, jeśli chce się czegoś dowiedzieć o hiszpańsko-katalońskim konflikcie. Mają do niego pretensje obie strony – co w konwulsyjnych dla Hiszpanii czasach jest oznaką jakości jego rzemiosła.

„Nie widziałem tego wszystkiego tylko ja – pisze Evolé. – Widziała to cała generacja, która (...) nigdy tego widoku nie zapomni”.

Wczoraj w Barcelonie także i ja byłam świadkiem przemocy w czystej postaci. Nieproporcjonalnej do sytuacji (jeśli przemoc może być kiedykolwiek „proporcjonalna”), nieuzasadnionej, skandalicznej. Wymierzonej w ludzi uzbrojonych jedynie w karty do głosowania i długopisy. To, czego chcą ci ludzie, bywa trudne do przełknięcia. Kolejne państwo na mapie to jeszcze jeden problem dla osłabionej Unii Europejskiej. Za Katalonią pójdą Kraj Basków, Szkocja, Flandria – mówi się. Trzeba trzymać państwa narodowe w ryzach. Tylko czy za wszelką cenę?

Konflikt z Katalonią trzeba rozebrać na czynniki pierwsze

To, co często umyka polskim komentatorom, to że kataloński ruch niepodległościowy – przy wszystkich manipulacjach politycznych, którym jest poddawany z góry – to w dużej mierze ruch oddolny, świetnie zorganizowany, oparty na obywatelskiej partycypacji. Było ją widać w przeddzień partyzanckiego referendum, kiedy szkoły, w których miały się odbyć głosowania, zajęły błyskawicznie zorganizowane Komitety Obrony Punktów Wyborczych. Tworzyli je ludzie różnych pokoleń, od emerytów do nastolatków. Ludzie różnych wrażliwości i poglądów. Dla wielu z nich niepodległość nie musiała wcale być jedynym rozwiązaniem. Jak każdy konflikt polityczny, sytuacja w Katalonii domaga się rozebrania na czynniki pierwsze, rozmowy o konkretach, dialogu, który obniży napięcie. Niestety po takim dniu jak wczoraj wielu wahających się Katalończyków musiało tylko umocnić się w przekonaniu, że jedynym rozwiązaniem jest rozwód z Hiszpanią.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy udowodnił wczoraj, że wcale nie zależy mu na rozwiązaniu katalońskiego konfliktu. Ma inne interesy: utrzymanie głosów prawicowego elektoratu dzięki podsycaniu antykatalońskich nastrojów, udowodnienie „swoim”, że potrafi twardą ręką rozprawić się z „rebeliantami”, odwrócenie uwagi od 60 afer korupcyjnych, w które zamieszani są członkowie jego partii. W rezultacie działa nieracjonalnie. O 1 października mówiło się, że jest jak partia szachów: wygra ją ten, kto popełni mniej błędów. Rajoy podał independentystom zwycięstwo na tacy: Katalończycy nie tylko mogli głosować (mimo interwencji policji na szeroką skalę w 7-milionowej Katalonii głos oddało 2,2 miliona ludzi, w tym – jak można było się spodziewać – 90 proc. na tak), ale na dodatek, jako ofiary policyjnych represji, zyskali międzynarodową sympatię i jeśli nie empatię, to przynajmniej większe zainteresowanie dla swojej sprawy. Swoim niewiarygodnie krótkowzrocznym, autorytarnym działaniem Mariano Rajoy pomógł katalońskiemu rządowi zrealizować najlepszy z zakładanych przez niego scenariuszy.

Hiszpania i Katalonia błądzą we mgle

Katalończycy zbili wczoraj ogromny kapitał. Ale podobnie jak hiszpański, tak kataloński rząd wydaje się błądzić we mgle. Premier Katalonii Carles Puigdemont zapowiada, że kataloński parlament zdecyduje w tych dniach o jednostronnym ogłoszeniu niepodległości – do tego obliguje go uchwalona naprędce i z pogwałceniem prawa i procedur ustawa o „ustroju przejściowym” Katalonii.

Independentyści, którzy w ostatnich wyborach zdobyli 47 proc. głosów, mają w katalońskim parlamencie większość, więc są w stanie przepchnąć takie rozwiązanie. „Wywalczyliśmy sobie prawo do niepodległego państwa” – ogłosił w niedzielnym orędziu Puigdemnot, kiedy wciąż trwało liczenie głosów tego, bądź co bądź, symbolicznego głosowania, bojkotowanego przez większość przeciwników niepodległości. Katalońscy politycy zdają sobie sprawę, że na realną niepodległość nie mają co liczyć, ale ogłoszenie niepodległości to krok, który w ich mniemaniu ma umocnić pozycję negocjacyjną Katalonii w rozmowach z rządem centralnym. Jest to jednak krok bardzo ryzykowny – represje ze strony Mariano Rajoya mogą pójść jeszcze dalej. W grę wchodzi zastosowanie artykuły 155. hiszpańskiej konstytucji i całkowite zawieszenie autonomii Katalonii. Przed takim pójściem na całość wzbrania się też wielu Katalończyków.

Jestem za niepodległością całym sercem, ale uważam, że Katalonia zasługuje na coś lepszego niż jednostronne wypowiedzenie niepodległości. Chciałbym, żeby to się odbyło z zachowaniem gwarancji, przy uznaniu międzynarodowym – mówił mi w sobotę rozemocjonowany blady chłopak, którego nie zdążyłam zapytać o imię, bo pobiegł organizować obiad dla ludzi okupujących szkołę w barcelońskiej dzielnicy Raval.

Mimo pełnej napięcia atmosfery w wielu szkołach w Barcelonie panowała wczoraj atmosfera iście świąteczna. Ludzie ustawiali się do głosowania w gigantycznych kolejkach, bili brawo głosującym, śpiewali. Taka jest Katalonia – nie daje się łatwo pognębić. Ale pogoda ducha nie zmienia faktu, że jej mieszkańcy wciąż są w szoku po tym, co wczoraj spotkało ich ze strony funkcjonariuszy państwa, które wciąż jest także ich państwem. Przekonanie ich, żeby zechcieli w nim pozostać, to praca na lata.

Katalonio, chcemy kraju z tobą

Tę pracę muszą wykonać hiszpańscy politycy, a zaczyna się ona od radykalnego odcięcia od strategii, którą stosuje obecny rząd. Od wotum nieufności albo przynajmniej silnej presji na premiera Mariano Rajoya. „Catalonia, volem un pais amb tu” – „Katalonio, chcemy kraju z tobą” – tweetował po katalońsku lider Podemos, Pablo Iglesias. Kluczowa będzie postawa hiszpańskich socjalistów z PSOE, którzy dotąd popierali hiszpański rząd, ale po wczorajszych zdarzeniach zaczynają się od niego dystansować.

Czy wystarczy im odwagi, długofalowej wizji, by wreszcie stawić czoła katalońskiemu wyzwaniu? Nie ma zbyt wielu powodów do optymizmu, ale obecna, krytyczna sytuacja zmusza hiszpańskie partie opozycyjne do rewizji dotychczasowych strategii.

Dobrze by było, gdyby umiały skorzystać z tej szansy.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Włoski strajk na polskich drogach

Włoskie firmy drogowe ogłosiły, że rozpoczętych w Polsce budów mogą nie skończyć, jeśli nie dostaną dodatkowych pieniędzy. W wyborczym roku będzie więc mniej przecinanych przez polityków wstęg, a więcej awantur. Jak do tego doszło?

Adam Grzeszak
21.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną