Świat

Milczenie Unii

Dlaczego Unia nie zajmuje się sytuacją w Hiszpanii?

To, czego Katalończycy oczekiwali od Brukseli, mógłby zrobić np. hiszpański monarcha. To, czego Katalończycy oczekiwali od Brukseli, mógłby zrobić np. hiszpański monarcha. Brian / Flickr CC by 2.0
UE nabrała wody w usta w sprawie niepodległości Katalonii, ale chętnie zajmuje się sprawą polskiego kornika drukarza. Podwójne standardy?

Bruksela długo milczała w sprawie Katalonii i nie zajmowała się konfliktem pomiędzy Barceloną a Madrytem. Dopiero dzień po referendum Komisja Europejska wydała oficjalny komunikat, oświadczając, że plebiscyt jest nielegalny, a obie strony konfliktu powinny rozpocząć dialog. Od razu podniosły się więc głosy, że Unia ma podwójne standardy i w jednych krajach reaguje np. na łamanie konstytucji albo zajmuje się kornikiem drukarzem, a w innych nie interweniuje, nabiera wody w usta i nie opowiada się po żadnej ze stron.

Tyle że to mieszanie dwóch systemów wartości. W Polsce, którą krytycy Unii przywoływali, Komisja Europejska oskarża rząd o łamanie konstytucji, a w Hiszpanii rząd od początku zapowiadał, że chce właśnie bronić jedności zapisanej w ustawie zasadniczej. Bruksela uznała więc, że o łamaniu prawa nie ma mowy. Argument kornika drukarza, który urósł do symbolu unijnej hipokryzji, też można odsunąć. Komisja Europejska dyscyplinuje naszego ministra środowiska, bo ten nie przestrzega zasad, których Polska zobowiązała się przestrzegać. Sprawa Puszczy Białowieskiej trafiła do Trybunału Sprawiedliwości, a orzeczenia tej instytucji Polska również zobowiązała się respektować. I to dobrowolnie.

Do konfliktu pomiędzy Barceloną a Madrytem Unia długo podchodziła jak do wewnętrznego sporu. Zakładała, że włączenie się do negocjacji oznaczałoby, że neguje hiszpańską konstytucję. – Unia – jak powiedział Janusz Zemke, poseł Parlamentu Europejskiego i członek Komisji Spraw Zagranicznych, w rozmowie z POLITYKA.PL – podobne spory uznaje za wewnątrzpaństwowe i nie wchodzi w nie do momentu, kiedy przestrzegane są demokratyczne zasady.

Król Filip VI milczy w sprawie Katalonii

To, czego Katalończycy oczekiwali od Brukseli, mógłby zrobić np. hiszpański monarcha. On mógłby zostać mediatorem, który przypominałby fakty i obie strony konfliktu zachęcał do rozmów. Filip VI też jednak nie zabierał głosu. A po referendum wygłosił przemówienie, w którym podkreślił, że państwo musi zapewnić ład konstytucyjny w Katalonii, i zarzucił katalońskim przywódcom „nieodpowiedzialne zachowanie”.

Mówił też o łamaniu prawa i braku lokalności ze strony Katalończyków. I oskarżył rząd w Barcelonie o stwarzanie zagrożenia dla ekonomicznej i społecznej stabilności kraju, więc emocji to raczej nie wystudziło.

Wracając jednak do Unii, to konstytucja Hiszpanii precyzyjnie określa warunki organizowania referendum, więc opowiadając się za referendum w Katalonii, Unia działałaby niezgodnie z literą prawa. Z podobnych powodów nie podjęła się też mediacji pomiędzy Barceloną a Madrytem, o co była proszona. Decydując się na taką inicjatywę, Bruksela podważałaby jedność Hiszpanii i pokazałaby, że traktuje Katalonię jako oddzielny byt.

Inna sprawa, że Komisja Europejska powinna odpowiedzieć na wysłaną w tej sprawie przez trzech hiszpańskich posłów Parlamentu Europejskiego prośbę. Szkoda, że nie znalazła czasu i chęci na wytłumaczenie swojego stanowiska.

Co oddzielenie się Katalonii od Hiszpania oznacza dla UE

Europejscy politycy boją się, że ewentualna niepodległość Katalonii byłaby zachętą dla innych ruchów secesjonistycznych w Europie. Bruksela stoi na stanowisku jedności unijnych państw, nie rozmontowywania ich, a w konsekwencji też nie rozmontowywania Unii. Wchodząc w spór pomiędzy Barceloną a Madrytem, za chwilę mogłaby się spodziewać prośby o mediacje pomiędzy Bawarią a resztą Niemiec albo pomiędzy Korsyką a rządem w Paryżu. Kto wie, czy Ruch Autonomii Śląska nie wysłałby podobnej prośby do Brukseli albo nie zaapelowałby o pomoc w odłączeniu się od Polski.

Bruksela widzi, co się dzieje w Hiszpanii, i o ile argument o podwójnych standardach jest przestrzelony i można zrozumieć jej argumentacje o niewtrącaniu się przed referendum, to trudno zrozumieć, dlaczego nie zareagowała błyskawicznie już po referendum, kiedy doszło do bicia demonstrantów. To jest opieszałość, na którą nie można się zgodzić.

Bo, jak przypomina Janusz Zemke: – Jeśli Unia za jeden ze swoich celów uważa ochronę wartości podstawowych i ochronę demokracji, to jednym z elementów demokracji jest zawsze możliwość brania udziału w różnych zgromadzeniach i manifestacjach.

Więc tu Bruksela powinna protestować przeciwko łamaniu demokratycznych praw i bronić zasady swobody udziału w zgromadzeniach.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną