Madryt straszy, że zawiesi autonomię Katalonii. Czeka nas otwarty konflikt?
Nie będzie to walka równego z równym. Ale właśnie dlatego to silniejszy powinien ustąpić, pokazać mądrość, i zaproponować dialog.
Madryt twierdzi, że szef katalońskiego rządu wciąż kluczy.
Assemblea.cat/Flickr CC by 2.0

Madryt twierdzi, że szef katalońskiego rządu wciąż kluczy.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy zwołał na sobotę nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów, aby zdecydować, w jaki sposób zawiesić autonomie Katalonii, czyli jak w praktyce zastosować art. 155. hiszpańskiej konstytucji. Madryt twierdzi, że szef katalońskiego rządu wciąż kluczy i nie wyjaśnia jasno, czy ogłosił niepodległość, czy nie, więc tym samym nie przywraca porządku konstytucyjnego.

Rzeczywiście w liście wysłanym do Madrytu Carles Puigdemont zamiast „tak” lub „nie” pisze, że „zawieszenie deklaracji niepodległości Katalonii nadal obowiązuje”, ale jeśli rząd w Madrycie nie zaprzestanie represji i nie zdecyduje się na dialog, to on zwoła regionalny parlament, i zaproponuje głosowanie nad deklaracją niepodległości.

Jak rozwiązać pat w sprawie Katalonii

Zgodnie z artykułem 155. hiszpańskiej konstytucji jeśli władze zbuntowanego regionu nie spełnią wymogu powrotu na ścieżkę prawa w konkretnym terminie, to rząd centralny może poprzez dekret zatwierdzić środki, by zawiesić autonomię regionu i przejąć bezpośrednią kontrolę nad wszystkimi lub niektórymi kompetencjami władz, np. policją, finansami czy edukacją.

Przeciąganie liny trwa. Żadna ze stron nie chcę być tą, która podłoży ogień, ale równocześnie nikt nie chce ustąpić. Według madryckiego dziennika „El Pais” jeszcze wczoraj rząd był skłonny powstrzymać się przed zastosowaniem art. 155. konstytucji, jeśli Puigdemont zwołałby przyspieszone wybory w Katalonii. Do takiego ruchu Katalończyków zachęcał też lider opozycyjnej partii PSOE, twierdząc, że to dałoby możliwość wyjścia z pata i nie stawiałoby Madrytu pod ścianą.

Na razie Puigdemont nie ogłasza jednak nowych wyborów, ale też nie mówi jasno o niepodległości (bo wie, jakie pociągnęłoby to za sobą konsekwencje), tylko wciąż apeluje o dialog Barcelony z Madrytem, znowu odbija piłeczkę w kierunku rządu centralnego. I odbija też odpowiedzialność za radykalne decyzje. Bo decyzja o zawieszeniu autonomii Katalonii, w praktyce oznacza decyzję o otwartym konflikcie.

Na szczęście do soboty jest jeszcze trochę czasu i Puigdemont może jeszcze ogłosić wybory, które dodatkowo przy rosnących napięciach pomiędzy katalońskimi partiami stanowiącymi koalicję zwolenników niepodległości, nie byłyby chyba złym rozwiązaniem. Uruchomienie artykułu 155. też nie jest automatyczne. Zapowiedziana na sobotę debata w Senacie może potrwać kilka dni. A ponadto konieczne będzie poparcie bezwzględnej większości izby wyższej parlamentu. Może więc kolejne dni przyniosą jakieś rozwiązanie.

Prawo stoi po stronie Madrytu. I oczywiście Madryt używa argumentów racjonalnych i zgodnych z literą prawa, a Barcelona częściej opiera się na emocjach, mówi o dumie i upokorzeniach, których Katalonia przez lata doświadczała ze strony Hiszpanii. Nie jest to więc walka równego z równym. Ale właśnie dlatego to silniejszy powinien ustąpić, pokazać mądrość, i zaproponować dialog.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną