Świat

Niełatwa droga do GroKo

Niemcy mają koalicję, ale czy będą mieć rząd?

Angela Merkel musiała pójść na gorzki kompromis. Angela Merkel musiała pójść na gorzki kompromis. EU2017EE Estonian Presidency / Flickr CC by 2.0
Angela Merkel musiała pójść na gorzki kompromis i pozwolić SPD na znacznie większą rolę w planowanym rządzie, niż wskazywałyby na to jego wyniki wyborcze.

Po trzynastu dniach rokowań CDU/ CSU i SPD doszły do porozumienia: umowa koalicyjna została uzgodniona. Czy do powstania rządu w końcu dojdzie, zdecydują teraz członkowie SPD.

Rozmowy koalicyjne trwały – podobnie jak styczniowe rozmowy sondażowe – ponownie dłużej, niż planowano. Zamiast już w weekend zakończone zostały dopiero w środę rano. Wydawało się, że tak naprawdę nie chodziło już o punkty programu i wieloletnie plany, ale tylko o to, by powołać w ogóle jakiś rząd. Ale i to łatwe nie było.

Co zawiera porozumienie koalicyjne między CDU a SPD?

Podczas gdy w zakresie polityki rodzinnej czy edukacji partie szybko doszły do porozumienia, na innych polach rozmowy szły jak po grudzie. SPD zaakceptowało dyktat CDU w zakresie ważnej dla socjaldemokratów polityki migracyjnej (ograniczenie liczby przybywających do 220 tys. rocznie, ograniczone łączenie rodzin), nie mogło więc oddać walkowerem reform systemu zdrowia czy polityki na rynku pracy. Ostatecznie i tu osiągnięcia SPD są skromne.

W umowie koalicyjnej nie zawarto zakazu bezzasadnego zawierania umów czasowych, ale ograniczono tę formę zatrudnienia (firmy zatrudniające do 250 pracowników mogą bez uzasadnienia tylko pięciu z nich zatrudniać na umowach czasowych, w wypadku większych firma ta liczba nie może przekroczyć 2 proc. pracowników). Nad forsowanym przez SPD planem wyrównania honorariów lekarzy za pacjentów ubezpieczonych prywatnie i publicznie (tzw. medycyna dwóch klas), któremu sprzeciwia się CDU, ma w przyszłości obradować specjalna komisja.

W zamian Angela Merkel musiała pójść na gorzki kompromis w innej sferze i pozwolić SPD na znacznie większą rolę w planowanym rządzie, niż wskazywałyby na to jego wyniki wyborcze. Podobnie jak w poprzednim wydaniu koalicji, SPD ma objąć sześć ministerstw (CDU i CSU po trzy), w tym kluczowe: spraw zagranicznych, finansów, pracy i spraw socjalnych, poza tym sprawiedliwości, środowiska i ds. rodziny. Sam szef SPD Martin Schulz, który po wyborach stanowczo odrzucał możliwość wejścia do rządu Merkel, miał objąć tekę ministra spraw zagranicznych. Ale już w piątek zrezygnował z tego zamiaru po krytyce ze strony Sigmara Gabriela, oświadczając, że „nie chce, by jego dyskusja nad jego przyszłą pozycją mogła zaważyć na referendum w sprawie umowy koalicyjnej”.

Porozumienie to jeszcze nie happy end

Pierwsze reakcje są ostrożne. Z jednej strony ulga, że jest szansa na stabilizację. Z drugiej – umowę krytykuje opozycja (lewica SPD za rezygnację z większości socjalnych obietnic z programu wyborczego; AfD chrześcijańskich demokratów za zbyt łagodne, ich zdaniem, ograniczenia dotyczące polityki migracyjnej). Krytykują ekonomiści: bo uzgodnione zmiany w sferze socjalnej wiążą się z ogromnymi kosztami, które – jak zwracają uwagę – nie przyniosą pozytywnych skutków. 11 mld euro z budżetu związkowego przeznaczone ma być na sferę edukacji. Tyle że to landy decydują o zatrudnieniu i podnoszeniu kwalifikacji nauczycieli, a to jest jednym z głównych czynników faktycznej poprawy sytuacji w sferze edukacji.

I przede wszystkim otwarte pozostaje, jak mają być sfinansowane uzgodnione zmiany. Oprócz 11 miliardów euro na edukację 12 miliardów ma pójść na cyfryzację, 4 miliardy na budownictwo mieszkaniowe. Wyższe zasiłki na dzieci, zagwarantowane (do 2025 roku) emerytury w wysokości 48 proc. pensji, 8 tys. dodatkowych miejsc pracy dla opiekunów chorych. Wyższe wydatki, ale nie większe wpływy. Jedno z haseł wyborczych SPD, o podwyższeniu podatku dla najlepiej zarabiających, nie zostało podczas rokowań nawet wspomniane.

Droga do budowy koalicyjnego rządu jest wyboista jak nigdy dotychczas. A wyczekane porozumienie z środy to jeszcze nie happy end. Ostatecznie o udziale SPD w rządzie zadecydują członkowie partii w referendum, w którym będzie mógł brać udział każdy członek SPD zarejestrowany w partii do ostatniego wtorku do godziny osiemnastej. Będzie ich więcej, niż przypuszczano.

Poparcie dla SPD spadło do rekordowo niskiego (18 proc.), ale jednocześnie partia odnotowała też rekordowy napływ wniosków członkowskich. Liczba socjaldemokratów wyrosła od początku roku o 24 tys. Tylko w Nadrenii-Północnej Westfalii, największej regionalnej grupie SPD, po styczniowym zjeździe, na którym delegaci zagłosowali za rozpoczęciem rokowań, do partii przystąpiło ponad 4 tys. nowych członków. Obserwatorzy przypuszczają, że to wynik wewnątrzpartyjnej kampanii przeciw koalicji z CDU. Na razie zwolennicy koalicji mają lekką przewagę liczebną, ale nowi członkowie mogą te proporcje zmienić.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk dla „Polityki”: Prawica nauczyła się grać w gender

Rozmowa z Agnieszką Graff i Elżbietą Korolczuk o kobietach, które na ulicach pokazują nowy feminizm, i mężczyznach zakażonych ultrakonserwatyzmem.

Katarzyna Czarnecka
01.12.2021
Reklama