Świat

Kontrowersje wokół głośnej sprawy gwałtu w Pampelunie

Protest w Madrycie przeciwko wyrokowi w sprawie gwałtu w Pampelunie Protest w Madrycie przeciwko wyrokowi w sprawie gwałtu w Pampelunie Sergio Perez / Forum
Jak pokazuje sprawa „hiszpańskiej watahy”, to, co jako społeczeństwa rozumiemy przez gwałt, jest kolejną nieodrobioną lekcją, która domaga się pilnego zaliczenia.

W sprawie tego wyroku panuje w Hiszpanii zaskakująca jednomyślność. Krytycznie odnoszą się do niego media reprezentujące różne opcje światopoglądowe. Jako „anachroniczny” i „haniebny” potępiają go nie tylko politycy i polityczki lewicy, obywatele i obywatelki, tysiącami protestujący od kilku dni na ulicach miast, ale też przedstawiciele prawej strony sceny politycznej, związki zawodowe i stowarzyszenia sędziów. Konserwatywny rząd zapowiedział już rewizję kodeksu karnego pod kątem klasyfikacji przestępstw seksualnych. Obecna definicja gwałtu pochodzi bowiem z 1995 roku. „Hiszpania bardzo się zmieniła od tamtego czasu” – oświadczył w radiowym wywiadzie prawicowy minister sprawiedliwości Rafael Catalá.

W Hiszpanii krzyczą: wstyd!

I choć nie brakuje głosów, które oskarżają rządzącą partię o oportunizm i wytykają jej, że dotąd ignorowała podobne postulaty organizacji praw kobiet, mało kto odważyłby się dziś powiedzieć publicznie coś innego niż to, co mówią wszyscy: ¡Vergüenza! Wstyd!

Wstydzić powinien się według hiszpańskiej opinii publicznej wymiar sprawiedliwości, który w zeszły czwartek wydał wyrok w najgłośniejszej od lat sprawie o zbiorowy gwałt. Sprawie, która od początku budziła ogromne oburzenie i zapowiadała się na jedną z tych, które mają szansę przeorać społeczną świadomość. I którą to szansę sędziowie z Nawarry niestety przegapili.

Czytaj także: Wpływowi mężczyźni, którzy stracili posady przez akcję #MeToo

Wataha zaatakowała

Wypadki miały miejsce w lipcu 2016 roku podczas fiesty sanfermines, czyli gonitw byków w Pampelunie, które co roku ściągają do miasta nawet do miliona ludzi. Przechodząca nad ranem przez skwer para zauważyła na ławce zapłakaną dziewczynę. Powiedziała, że właśnie została zgwałcona przez pięciu mężczyzn, a sprawcy zabrali jej telefon. Z komórki przechodniów zadzwoniła na policję.

18-latka przyjechała do Pampeluny specjalnie po to, żeby wziąć udział w fieście. Podobnie było w przypadku pięciu pochodzących z Sewilli 30-latków (wśród nich wojskowy i agent Guardia Civil), którzy na whatsappowej grupie nazywali samych siebie La Manada – wataha. Mężczyźni – przyjaciele od czasów dzieciństwa – spotkali dziewczynę na ulicy ogarniętego świąteczną atmosferą miasta. Po trwającej pół godziny rozmowie zaoferowali, że kawałek ją odprowadzą. Po drodze, pod pretekstem zapalenia skręta, weszli do jednej z mijanych bram. Tam zmusili dziewczynę do seksu oralnego, a potem wielokrotnej penetracji. Wszystko nagrywali na komórki, a filmiki rozesłali znajomym jako dowód „dobrej zabawy” w Pampelunie.

Na nagraniach, do których miał dostęp sąd, widać – zgodnie z ujawnionymi w mediach opisami – czasem krzyczącą, a czasem cierpiącą w milczeniu dziewczynę.

Gwałty i molestowanie. Problem dużych imprez w Europie

Sprawa zszkokowała opinię publiczną tym bardziej, że tego samego lata urząd miasta Pampeluny podjął specjalne środki zwalczania przestępstw i molestowania seksualnego w czasie masowej fiesty: prowadzono kampanię społeczną, powstały specjalne punkty informacyjne, zintensyfikowano też obecność przeszkolonej policji. Mimo że publiczna panika wybuchła jak dotąd tylko w związku z molestowaniem dokonanym przez rzekomych uchodźców podczas Sylwestra w Kolonii, gwałty i molestowanie to zdiagnozowany problem na większości dużych imprez w Europie. Na szwedzkich festiwalach muzycznych utworzono np. niedawno strefy bezpieczeństwa dla kobiet, do których mogą się udać, jeśli tylko poczują się zagrożone.

Dodatkowe środki ochrony nie pomogły jednak 18-latce z Pampeluny. Nie pomógł jej też wyrok, który zapadł w zeszły czwartek. Sąd w Nawarze uznał bowiem, że sprawcy nie dopuścili się gwałtu, ale wykorzystali ją seksualnie, i zamiast 23 lat więzienia, które grożą za ten ostatni, skazał ich na 9 lat, finansowe odszkodowanie dla ofiary plus 900 euro za kradzież telefonu.

Czytaj także: Dlaczego nie potrafimy współczuć ofierze gwałtu?

„Nie tak zachowuje się osoba dotknięta traumą”

Skąd taka decyzja? Według sędziów zabrakło elementu przemocy. „Oskarżenie nie udowodniło zastosowania fizycznych środków w celu złamania woli ofiary”. Nie było szturchnięć, kopniaków, ciosów. Młoda kobieta, otoczona w zamkniętej przestrzeni przez pięciu rosłych mężczyzn, nie stawiała fizycznego oporu. Mimo że na nagraniach widać i słychać, jak cierpi, obrońcy oskarżonych twierdzili, że miała rzekomo wyrazić zgodę na grupowy seks z piątką dopiero co poznanych mężczyzn. Jako „dowód” wskazywali na jej bierność, widoczną na nagraniach.

Nie był to jedyny stereotyp, którym posługiwała się linia obrony. Wynajęto też prywatnego detektywa, który śledził dziewczynę przez kilka tygodni po gwałcie i zrobił jej zdjęcia, jak się uśmiecha (!). Fotografie miały służyć jako dowód, że „nie tak zachowuje się osoba dotknięta traumą”.

Czytaj także: Gwałty były i są narzędziem polityki w Indiach

Nie tylko sprawa z Pampeluny

Decyzja sądu, od której prokuratura zapowiedziała już odwołanie i która wyprowadziła w ostatnich dniach na ulice setki tysięcy ludzi w całej Hiszpanii, to bynajmniej nie wyjątek. „Byłam świadkiem wielu takich wyroków” – mówi w rozmowie z dziennikiem „Eldiario.es” prawniczka Encarna Bodelón z Uniwerstytetu Autonomicznego w Barcelonie, specjalizująca się w przestępstwach seksualnych. „Ale to stracona szansa. Wymiar sprawiedliwości mógł udowodnić, że stoi po stronie praw kobiet”.

„Czy mamy umrzeć, żeby udowodnić, że doszło do gwałtu?” – pytały uczestniczki demonstracji w całej Hiszpanii. W Pampelunie była zresztą wśród nich matka Nagore Laffage, która została zamordowana w 2008 roku, próbując stawiać opór swojemu gwałcicielowi. „Jeśli to, co zrobiła wataha bezbronnej kobiecie, nie było przemocą, co w takim razie rozumiemy przez gwałt?” – pytał na Twitterze lider Partii Socjalistycznej Pedro Sánchez.

Czytaj także: Gwałty randkowe. Powszechny problem

Prawo lekceważy gwałt i przemoc

To dobre pytanie. Tylko sześć krajów Unii Europejskiej (Wielka Brytania, Irlandia, Belgia, Cypr, Luksemburg i Niemcy) uznaje za niego każde obcowanie płciowe, do którego dochodzi bez zgody jednej ze stron. W świetle polskiego prawa odpowiedzialność za zgwałcenie ponosi osoba, która „przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, oraz taka, która doprowadza inną osobę do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności”. Przemoc i opór fizyczny nie są teoretycznie niezbędnym elementem przestępstwa zgwałcenia, choć w praktyce – jak od lat wskazują organizacje walczące o prawa kobiet – gwałty niezwiązane z dotkliwą przemocą fizyczną są często lekceważąco traktowane przez polskie organy ścigania i wymiar sprawiedliwości.

Ze względu na istniejące w UE różnice Europejski Instytut ds. Równości Płci postuluje więc ujednoliconą europejską definicję gwałtu, za którą uważa seksualną penetrację „bez zgody, z zastosowaniem groźby lub innych form przymusu albo poprzez wykorzystanie bezradności ofiary”.

Pomogłaby ona rozwiązać wszelkie kontrowersje związane z – często mocno stereotypowym i podszytym uprzedzeniami – rozumieniem pojęcia gwałtu.

To bowiem powinno być jasne jak komunikat, który zamieściła przed paroma dniami w internecie hiszpańska policja: „Nie oznacza nie. Nie oznacza nie. Nie oznacza nie”.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Adoptujemy zwierzęta, bo pełnią w naszych domach rolę wiecznych i wiernych dzieci

Gdy ruszamy na ratunek, aby ulżyć cierpiącemu stworzeniu, przede wszystkim chcemy pomóc samym sobie.

Elżbieta Turlej
26.11.2013
Reklama