Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Unijna dyplomacja bez Polaków

Wśród nowo mianowanych unijnych ambasadorów nie ma ani jednego Polaka

Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini Unia Europejska
Na liście są osoby m.in. z Niemiec, Włoch czy nawet z wychodzącej z Unii Wielkiej Brytanii, ale brakuje za to Polaków. To porażka i oznaka braku zaufania.

Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini zaproponowała wymianę 43 dyplomatów. To prawie jedna trzecia ze 139 unijnych delegatur rozsianych po całym świecie i przy organizacjach międzynarodowych. Oprócz kluczowych placówek, takich jak choćby Rosja, Kanada, Meksyk, Australia czy Argentyna, gdzie dodatkowo na wymianę muszą się zgodzić rządy krajowe, unijni dyplomaci zmienią się też np. w Chinach, na Islandii czy w mniejszym i dość odległym Suazi.

Proponowane przez Federicę Mogherini osoby to mieszanka aktualnych dyplomatów z Unii Europejskiej, krajowych dyplomatów i odnoszących sukcesy unijnych wysokich urzędników. 14 z 43 nowo mianowanych to kobiety, a 14 osób to obecni ambasadorowie Unii Europejskiej. Na liście są osoby m.in. z Niemiec, Włoch czy nawet z wychodzącej z Unii Wielkiej Brytanii. Brakuje za to Polaków.

Obecnie na liście unijnych ambasadorów z Polski jest pięć nazwisk. To Jan Tombiński, który do 2016 roku był ambasadorem UE na Ukrainie, a obecnie piastuje to stanowisko przy Stolicy Apostolskiej (od 2016); Małgorzata Wasilewska, która wciąż jeszcze jest szefową delegacji UE na Jamajce i Belize. W 2015 roku unijną placówkę w ogarniętej ostatnio rewolucyjnym nastrojem Armenii objął Piotr Świtalski. Tomasz Kozłowski jest ambasadorem w Indiach, a Adam Kulach w Arabii Saudyjskiej.

Dlaczego wśród nowych unijnych dyplomatów nie ma Polaków?

Teraz, jeśli zmiany szefowej unijnej dyplomacji zostaną zatwierdzone, to już żaden polski dyplomata nie będzie reprezentował na świecie interesów Unii. To porażka i oznaka braku zaufania. Trudno się dziwić, że jeśli Polska jest skłócona z jeszcze niedawno zaprzyjaźnionymi krajami, a wielu unijnych polityków postrzega nasz kraj jako zupełnie nieprzewidywalny, to nikt nie chce ryzykować i powierzać nam funkcji reprezentowania Unii.

Jak przedstawiciel takiego kraju miałby reprezentować gdzieś na świecie Unię Europejską. Czy można ufać, że na pewno działałby w zgodzie z unijnymi wartościami?

Premier Mateusz Morawiecki, który pół roku temu zastąpił panią Beatę Szydło, miał ocieplić wizerunek naszego kraju, naprawić reputację, dogadać się z Komisją Europejską i poprawić pozycję Polski w Europie. Nic się jednak takiego nie stało. Zmiana nastąpiła tylko na poziomie werbalnych deklaracji, a za słowami nie poszły czyny. I dzisiaj nikt już nie wie, jaką politykę wobec Unii Polska tak naprawdę chce prowadzić.

Byli ambasadorzy wskazują zagrożenia

„Polska w oczach partnerów staje się państwem, które nie gwarantuje stabilności prawa” i wprowadza atmosferę „etnicznej nienawiści i ksenofobię, w miejsce wartości reprezentowanych przez wspólnotę Zachodu” – uznała niedawno grupa polskich dyplomatów, powołując do życia jednocześnie Konferencję Ambasadorów RP, która chce analizować politykę zagraniczną obecnego rządu i wskazywać zagrożenia.

Ambasadorów, którzy stworzyli ten nowy byt, łączy pragnienie, aby Polska ponownie zaczęła odgrywać w Unii znaczącą rolę. Chcą odnowić zaufanie do naszego kraju. A porażka z nominacjami ambasadorskimi nie powinna być tylko sygnałem, że Unia boi się nam zaufać, ale też nauczką, że takie są konsekwencje naszych działań i że Unia spokojnie sobie bez nas poradzi, a to nam powinno zależeć, żeby być tam, gdzie zapadają ważne unijne decyzje.

Czytaj także: Polityka zagraniczna według PiS

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Archiwum Polityki

Niepokorni

Historię PRL odmierza kilka dat społecznych protestów przeciw ludowej władzy, zwykle brutalnie lub krwawo tłumionych. W 1956 r. – czerwiec, w 1968 r. – marzec, w 1970 r. – grudzień, w 1976 r. – znów czerwiec... I gdyby nie tamte zdarzenia sprzed 30 lat, nie byłoby pewnie sierpnia 1980 r. i wyjątkowej polskiej drogi do wolności.

Marcin Kołodziejczyk
13.05.2006
Reklama