Świat

Savita Halappanavar, ikona walki o prawo do aborcji w Irlandii

Savita Halappanavar, ikona walki o prawo do aborcji w Irlandii

W dniu ogłoszenia wyników referendum portret Savity, wymalowany na muralu w Dublinie, zmienił się w ołtarz. W dniu ogłoszenia wyników referendum portret Savity, wymalowany na muralu w Dublinie, zmienił się w ołtarz. Niall Carson / EAST NEWS
Jej uśmiech zna w Irlandii każdy – radosna twarz Hinduski stała się ikoną dla tych, którzy teraz celebrują zwycięstwo.

Wiadomość o tym, że Irlandczycy odrzucili ósmą poprawkę zakazującą przerywania ciąży, szybko dotarła do domu w indyjskim stanie Karnataka i sprawiła radość dwojgu starszych ludzi, od sześciu lat podrążonym w żałobie.

Historia Savity Halappanavar

W dniu ogłoszenia wyników referendum portret ich córki Savity, wymalowany na muralu w Dublinie, zmienił się w ołtarz. Jej uśmiech zna w Irlandii każdy – radosna twarz Hinduski stała się ikoną dla tych, którzy teraz celebrują zwycięstwo. Przychodzą, by zapalić przy muralu świeczki, złożyć kwiaty i kartki. Zwolennicy liberalizacji prawa aborcyjnego dedykowali wynik głosowania zmarłej w wyniku błędów lekarskich Hindusce. Nowe, liberalne regulacje mają zostać nazwane „prawem Savity”. To jej cierpienie i śmierć stały się punktem zapalnym – w 2012 r. uruchomiły protesty wobec prawa, które paraliżuje lekarzy i nie pozwala ratować życia matki nawet wobec ewidentnego zagrożenia.

„To katolicki kraj. Nie możemy przerwać ciąży, bo płód wciąż żyje” – odpowiedziała położna Ann Maria Burke, gdy Savita Halappanavar wiła się z bólu i wspólnie z mężem błagała o zabieg. Czas i miejsce akcji: 28 października 2012 r., szpital University College w irlandzkim mieście Galway. 31-letnia Savita kilka dni wcześniej zgłosiła się z bólem pleców. Była w 17. tygodniu ciąży.

Została odesłana do domu, ale jej stan się pogarszał. Łożysko osunęło się. O tym, że poroni, dowiedziała się od dyżurnego ginekologa. Nie dawał płodowi żadnych szans, ale na przerwanie ciąży nie wydał zgody. Kazał czekać. Podczas późniejszego procesu on i inni świadkowie zeznali, że przy jednym z badań płodu „wydawało im się”, iż serce wciąż bije. Ocenili też, że nie było zagrożenia dla życia matki. 24 października Savita urodziła martwą córeczkę. Następnie wywiązało się u niej zakażenie krwi – sepsa. Zmarła cztery dni później.

Mąż Savity Praveen trzykrotnie prosił o wykonanie aborcji, ale spotkał się odmową uzasadnioną prawem „katolickiego państwa”. Ripostował, że on i żona są wyznawcami hinduizmu, ich wiara nie stawia przeszkód wobec zabiegu.

Iskra, która rozpaliła gniew Irlandczyków

W toku głośnego procesu udowodniono personelowi medycznemu błędy, złą ocenę sytuacji, nieprawidłową reakcję na objawy zakażenia krwi. Proces był publiczną okazją, by w detalach zrozumieć, w jak beznadziejnym położeniu znajdują się lekarze niemogący ratować życia, gdy za wykonanie zabiegu grozi im kara wieloletniego więzienia.

Dramat młodego małżeństwa – opisany w mediach z medycznymi szczegółami – był iskrą, która rozpaliła gniew Irlandczyków. Restrykcyjne prawo aborcyjne stawiało życie zarodka na równi z życiem matki. Jak pokazał przykład Savity – nawet ponad nim. Nietrudno było utożsamić się z cierpieniem pięknej kobiety oczekującej pierwszego dziecka. I z bólem owdowiałego męża, któremu cały kraj dodawał otuchy. Ich historia była na czołówkach gazet, w tysiącach tweetów, telewizyjnych talk-showach. Pozwoliła skatalizować emocje długo obecne w społeczeństwie, które właśnie dokonało kolejnego – po zalegalizowaniu małżeństw homoseksualnych w 2015 r. – kroku ku równouprawnieniu wszystkich obywateli.

Ikona nowego feminizmu

Savita stała się ikoną nowego feminizmu, jedną z jego globalnych bohaterek w dobie #MeToo – potężnego ruchu kulturowego, który uświadomił kobietom na całym świecie, że ich problemy są podobne, a przemoc wobec nich – powiązana. I że nigdzie, ani w Hollywood, ani w Bollywood, nie są bezpieczne, równe wobec prawa.

W internecie wciąż krąży film ukazujący Savitę – pełną wdzięku i roześmianą, gdy tańczy w sari podczas parady z okazji dnia św. Patryka. Oto wymarzona imigrantka – wykształcona, wykonująca szanowany zawód stomatolożka, uwielbiana przez miejscowe dzieci nauczycielka tańca, podskakująca w tradycyjnych indyjskich pozach, celebrująca patrona swojej nowej ojczyzny. Film jest krótki, rzeczywistość dopisała brutalne zakończenie. Kto by przewidział, że dziewczyna z Indii – kraju słynącego z przemocy i dyskryminacji wobec kobiet – nie otrzyma podstawowej, ratującej życie pomocy w Europie Zachodniej?

Jej rodzice powiedzieli dziennikarzom, że wynik referendum bardzo ich uszczęśliwił. Wierzą, że przyniesie spokój duszy córce. Była ich najmłodszym dzieckiem, wyczekiwaną siostrą dla dwojga starszych braci. Od razu nimi rządziła, a oni byli wobec niej opiekuńczy – jej życiorys przeczy negatywnemu stereotypowi niechcianych córek w indyjskich rodzinach. Uwielbiała tańczyć, nauczyła się tego sama, z telewizji. Ukończyła prestiżowy college stomatologiczny.

Praveena poznała na portalu matrymonialnym – shaadi.com. On pracował już w Galway w firmie produkującej sprzęt medyczny. Pobrali się w 2008 r., Savita przeprowadziła się do Irlandii i odmieniła życie skromnego, nieśmiałego męża. Ona uwielbiała ludzi, z wzajemnością, nazywano ją „dziewczyną o diamentowym uśmiechu”. W lipcu 2012 r. otrzymała licencję i zgodę na praktykowanie zawodu. Wkrótce dowiedziała się, że jest w ciąży. Pewnego dnia w październiku obudziła się z silniejszym niż dotychczas bólem w plecach i miednicy. Mąż zabrał ją do szpitala.

Pod wymalowaną na dublińskim muralu roześmianą twarzą Savity Irlandczycy dopisali obietnicę: „Nigdy więcej”. Teraz przychodzą powiedzieć jej, że dotrzymali słowa.

Czytaj także: Co wynika z irlandzkiego referendum

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama