Życie czy etyka zawodowa – Arkadij Babczenko musiał wybierać?
Czy sprawę Arkadija Babczenki można było rozegrać równie skutecznie, a mniej spektakularnie? Czy sam dziennikarz miał prawo uczestniczyć w mistyfikacji?
Czy Arkadij Babczenko – jako dziennikarz – miał prawo uczestniczyć w mistyfikacji?
Valentyn Ogirenko/Reuter/Forum

Czy Arkadij Babczenko – jako dziennikarz – miał prawo uczestniczyć w mistyfikacji?

Czy Służba Bezpieczeństwa Ukrainy miała prawo wyprodukować fake newsa i wypuścić go jako oficjalną informację popartą urzędowym autorytetem? Czy sprawę Arkadija Babczenki można było rozegrać równie skutecznie, a mniej spektakularnie? Czy sam Babczenko, dziennikarz rosyjski, krytyk Kremla, który mieszkał w Kijowie, miał prawo uczestniczyć w mistyfikacji, współpracować z SBU? I jak cała sprawa odciśnie się na wiarygodności Ukrainy? Rzekome zabójstwo i niespodziewane zmartwychwstanie rozpaliły dyskusję.

Nikt nie sprawdził informacji o śmierci dziennikarza

Trzeba powiedzieć, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy pojechała po bandzie. Świat otrzymał najpierw oficjalną wiadomość, że Arkadij Babczenko został postrzelony we własnym mieszkaniu, żona znalazła go leżącego w kałuży krwi, na ratunek nie było szansy, dziennikarz zmarł w karetce. Sugestia była oczywista, a trop wyraźnie wskazany: Babczenko, skonfliktowany z Kremlem, krytyk aneksji Krymu, wojny w Donbasie i imperialnych ambicji Władimira Putina, w dodatku pracujący dla opozycyjnych stacji telewizyjnych i radiowych, został zabity na polecenie Rosjan.

Informację podały ukraińskie, a potem światowe media, w sprawie śmierci dziennikarza wypowiedzieli się politycy i znani komentatorzy polityczni. Słowa krytyki popłynęły w stronę Moskwy.

Nikt tymczasem nie sprawdził prawdziwości tej informacji. Wydawało się, że źródło jest poważne, a informacja wiarygodna. Bez wahania obciążono Kreml odpowiedzialnością za dokonanie zbrodni.

Wiemy, że Moskwa mogłaby dokonać podobnego zamachu, zwłaszcza na Ukrainie. Trochę argumentów już się uzbierało. Bo rosyjscy agenci są tam obecni nie od dziś, a Kreml robi, co może, żeby zdestabilizować sytuację polityczną i społeczną w tym kraju. Ale nie musieli tego zrobić Rosjanie, podłoże zamachu mogło być inne, ktoś inny za niego odpowiedzialny. Nie było żadnych twardych dowodów na winę Kremla.

Agenci SBU świetnie wykorzystali schemat myślenia i posłużyli się stereotypem, ukraińscy dziennikarze nie wpadli na pomysł, żeby pojechać do kostnicy czy do szpitala, by potwierdzić oficjalny przekaz. Choć należało to zrobić, oczywiście. Dziś Rosjanie mogą obśmiewać ich wiarygodność i wiarygodność innych wytaczanych przeciwko nim oskarżeń, a czytelnicy i słuchacze mogą się czuć oszukani.

Całą akcję potępiają dziś Reporterzy bez granic, OBWE i organizacje dziennikarskie.

Ukraińskie służby muszą się tłumaczyć

Mam nadzieję, że SBU ma mocne dowody przeciwko rosyjskim służbom, które rzekomo przygotowały zamach na Babczenkę, udaremniony tak skutecznie.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj