Świat

Baletmistrz

Sebastian Kurz: nadzieja europejskich narodowców

Kanclerz Sebastian Kurz z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, Wiedeń. Kanclerz Sebastian Kurz z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, Wiedeń. Heinz-Peter Bader/Reuters / Forum
Niemcy patrzą na młodego kanclerza Austrii Sebastiana Kurza i zadają sobie pytanie, czy tak będzie wyglądał następca Merkel?
Do Kurza wzdychają w Niemczech ci, którzy obwiniają Merkel, że, „zapraszając” w 2015 r. uchodźców, spowodowała najazd islamistów.Munich Security Conference/Wikipedia Do Kurza wzdychają w Niemczech ci, którzy obwiniają Merkel, że, „zapraszając” w 2015 r. uchodźców, spowodowała najazd islamistów.

Artykuł w wersji audio

Opactwo Göttweig, w dali alpejskie pogórze z doliną Dunaju. I tylko pokrętna historia Austrii nieco przesłania wspaniały widok. W 1939 r. III Rzesza zarekwirowała ten tysiącletni klasztor, najpierw na obóz – również dla jeńców wojennych – a potem na elitarną szkołę nazistów. Po wojnie były tu radzieckie koszary. Zwrócone benedyktynom i odrestaurowane opactwo jest od ćwierć wieku jednym z ważniejszych unijnych parlatoriów. Każdego czerwca premierzy i ministrowie ościennych państw deliberują tu o przyszłości regionu.

W tym roku gwiazdą był kanclerz Austrii. W lipcu zaczyna się austriacka prezydencja w UE, a 31-letni Sebastian Kurz wyrasta na rzecznika „młodej Europy”, konserwatywno-narodowej irredenty w Unii, i wpływowego oponenta Angeli Merkel i jej Europy.

Od pół roku jest kanclerzem na czele takiej samej, prawicowej koalicji, która w 2000 r. ściągnęła na Austrię sankcje za dopuszczenie narodowców do władzy. Jednak czasy się zmieniły. Następca Jörga Haidera jest u Kurza wicekanclerzem. A sam Kurz dziarsko przemodelowuje nie tylko Austrię, ale i unijną Europę.

Jego celem jest zastąpienie II Republiki Austriackiej, opartej na konsensie partnerstwa socjalnego, przez autorytarną konserwatywną (kontr)rewolucję, w której świadczenia socjalne miałyby być zarezerwowane przede wszystkim dla „naszych ludzi”. Co tłumaczy nie tylko twardy kurs wobec uchodźców i migrantów, ale także wymianę dotychczasowych urzędników państwowych i zastąpienie ich mało komu znanymi zaufanymi pana kanclerza.

Austriacka „dobra zmiana” nazywa się „nową drogą”. W polityce wewnętrznej wyznacza ją sojusz z narodowcami, a w zagranicznej – sympatia do eurosceptyków w UE i chęć „pośredniczenia” między Putinem i Trumpem.

Aktywny kanclerz

Międzynarodowa aktywność Kurza jest imponująca. W Göttweig zapewniał premierów Serbii i Czarnogóry, że dołoży starań, by oba kraje weszły do Unii. I mówiąc, że w UE nie może być gorszych i lepszych państw członkowskich, ostrożnie wspierał Węgry i Polskę, będące w Brukseli na cenzurowanym za łamanie trójpodziału władz.

Przed forum w Göttweig gościł w Wiedniu Władimira Putina, zapraszając go do spotkania tam z Trumpem. Potem w Linzu spotkał się z nowym premierem Bawarii i szefem zrewoltowanej z Angelą Merkel CSU, a w Berlinie – z oponentem w jej własnej partii. Wyglądało to tak, jak gdyby trzydziestolatek budował sztamę z pięćdziesięciolatkami podcinającymi fotel słabnącej już „mamuśki Europy”.

Następnie w Wiedniu rozmawiał z Donaldem Tuskiem o austriackiej prezydencji, a w Budapeszcie z Grupą Wyszehradzką – premierami Czech, Polski, Słowacji i Węgier. W niedzielę 24 czerwca był na nielegalnym, jak twierdzi Viktor Orbán, a za nim Wyszehrad – bo zwołanym przez szefa Komisji Junckera, a nie szefa Rady Tuska – miniszczycie 16 państw UE, na którym szukano europejskiego, a nie bilateralnego, rozwiązania kwestii uchodźców.

W sumie o spotkanie z austriackim kanclerzem zabiega tabun konserwatywnych polityków i dyplomatów z Europy i okolic, w tym amerykański ambasador w Niemczech – zaufany Trumpa, niekryjący swej niechęci do szefowej rządu kraju, w którym jest akredytowany. Niezły wynik jak na 31-latka…

Jeśli się trafi w ducha czasu, to także z niewielkiego kraju można robić wielką politykę – nawet wpływać na wynik wyborów prezydenckich w niebagatelnym kraju, jakim jest Turcja. Austriaccy chadecy samokrytycznie przyznają rację obserwatorom OBWE, że rząd Kurza wpłynął na zwycięstwo Recepa Tayyipa Erdoğana – ponieważ w końcowej fazie tureckich wyborów zapowiedział zamknięcie wiedeńskich meczetów. Meczety są nadal otwarte. Ale wiadomość poszła w świat i zmobilizowała tureckich patriotów.

Prawe skrzydło Kurza

Układny Kurz to prawica w innym stylu niż zamknięty w swym bunkrze Kaczyński, coraz bardziej nadęty Orbán, nieprzenikniony w cynizmie Putin czy nieobliczalny Trump. Jest drobnej budowy, wyżelowany. W przykrótkiej marynarce slim fit, bez krawata. Mówi staranną niemczyzną, unikając kantów. Nie ma takich językowych wpadek jak nieporadny Morawiecki. W Monachium mieli wspólną konferencję prasową. Austriak gładko odbijał piłki, a Polak tak dał do wiwatu w sprawie ustawy o IPN, że tygodniami trzeba było sprzątać.

Choć Kurz też kiedyś dostał po palcach za ignorancję historyczną, gdy zapowiedział montowanie z włoską prawicą „osi chętnych” przeciwko nielegalnej emigracji: oto kraj – oburzano się – współodpowiedzialny za Holokaust znowu buduje „oś” z krajem pierwszego faszyzmu, a słowo „chętni” jest jakoś bliskie utartego już zwrotu „chętni pomagierzy Hitlera”.

Kurz jednak się nie naburmusza. Nawet jeśli jego drużyna mocno gra prawym skrzydłem, to on sam dba o akceptację w centrum. Przeprasza i twierdzi, że doszło do nieporozumienia, bo przecież on jedynie chciał nazistom „odebrać” pojęcie osi. Ale jego koalicjanci robią swoje. Wicekanclerz i minister spraw wewnętrznych spotykają się w Rzymie ze skrajnie prawicowym szefem włoskiego MSW Matteo Salvinim, który właśnie zapowiedział deportacje Romów z Włoch.

Przydałby się w Niemczech

Na razie austriacki kanclerz prowadzi aktywną politykę wewnętrzną… w Niemczech. Tak interpretowano austriacko-bawarskie konsultacje rządowe w Linzu i werbalne poklepywanie się Kurza z Horstem Seehoferem, ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Merkel, jawnym adwersarzem pani kanclerz w sprawie uchodźców.

Do Kurza wzdychają w Niemczech ci, którzy obwiniają Merkel, że, „zapraszając” w 2015 r. uchodźców, spowodowała najazd islamistów. Gdy teraz został kanclerzem, to w niemieckich telewizyjnych talk-show, wzdychano, że „i nam by się taki przydał”. Przed niemieckimi kamerami Kurz zresztą wypada dużo lepiej niż mało świeży już frontman Alternatywy dla Niemiec Alexander Gauland i jego lodowata zastępczyni Alice Weidel.

Austriak pokazuje Niemcom, jak może się prezentować zmiana pokoleniowa, która jest w Niemczech nieunikniona – w najbliższych latach lub miesiącach. Z kolei zapatrzenie się potężnego sąsiada na Kurza podbudowuje ego Austriaków podatnych na kompleks mniejszego brata. Notowania kanclerza rosną – zresztą kosztem notowań jego koalicjantów, populistów z FPÖ. Może ich spotkać klasyczny los koalicyjnych przystawek, pożeranych przez większego partnera. W tym sensie, przyznaje „Frankfurter Allgemeine”, Sebastian Kurz jest już częścią niemieckiej polityki wewnętrznej, ta z kolei – częścią austriackiej.

Polityka imigracyjna

Co najmniej od 2015 r. polityka migracyjna jest tematem numer jeden, zarówno w Niemczech, jak i w Austrii, tak polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej. Przy czym Kurz już w 2016 r., jako 29-letni minister spraw zagranicznych, stanął po przeciwnej stronie niż promująca „kulturę powitania” i dyslokację uchodźców w krajach unijnych Merkel. Głównie dzięki temu, że przymknął uchodźcom granicę na „trakcie bałkańskim” i obiecywał ograniczyć liczbę imigrantów, w 2017 r. został kanclerzem.

W Göttweig Kurz mógł chwalić Macedonię za rozwiązanie konfliktu z Grecją. Ale nie ma wątpliwości, że w centrum austriackiej prezydencji w Unii stawia kryzys uchodźczy. Jego priorytetem nie jest – i tak mało realna – dyslokacja uchodźców w krajach członkowskich, lecz ochrona granic zewnętrznych UE. Twierdzi, że jego zamiarem nie jest ograniczenie prawa do azylu, lecz położenie kresu migracji nielegalnej. Ma na myśli subwencjonowane przez UE strefy ochronne na przedpolu Unii.

Argument jest ten sam co u oponentów Merkel, że nielegalna migracja nie może być nagradzana osiedleniem w europejskich państwach dobrobytu, że szmuglerzy ludzi nie mogą decydować o tym, kto przybędzie do Europy. Zatem trzeba wypracować legalne drogi azylowe – poprzez składanie wniosku poza UE – oraz programy przesiedleńcze dla „najbiedniejszych z biednych” – nie tylko ofiar wojen, ale i katastrof naturalnych czy zmian klimatycznych. Na to jednak trzeba czasu, a nie nerwowej łataniny.

Teoretycznie tego czasu trochę jest, bo słono okupiona przez UE umowa o readmisji migrantów z Turcją oraz przymknięcie „drogi bałkańskiej” bardzo osłabiły falę uchodźców.

Młody, obrotny, zdecydowany

Kurz zapowiada, że w czasie austriackiej prezydencji będzie zabiegał o wzmocnienie Frontexu i o bardziej restryktywne prawo unijne. Boat people podejmowani na Morzu Śródziemnym powinni być zawracani do państw trzecich (to samo, zresztą mówi Donald Tusk). Zarówno Kurz, jak i Seehofer są też zwolennikami restryktywnego przestrzegania regulacji dublińskich, według których uchodźcy powinni pozostać w tym kraju UE, w którym złożyli wniosek o azyl. Przy czym „ziemią obiecaną” dla fali migrantów nie są borykające się kryzysem i nieporadne administracyjnie Grecja czy Włochy, lecz właśnie Niemcy, do których wszyscy po drodze – Węgrzy, Włosi, Austriacy – pokazywali wędrowcom jak najkrótszą drogę.

Tu warto pamiętać, że Sebastian Kurz był ministrem spraw zagranicznych, gdy jesienią 2015 r. rząd austriacki ostentacyjnie zamykał w Salzburgu ruch kolejowy na trasie Wiedeń–Monachium, ale równocześnie podstawiał uchodźcom wagony do bezpłatnego przejazdu do Monachium przez Pasawę.

Właśnie dzięki takim spektaklom Kurz stał się już primabaleriną prawicy – czymś w rodzaju Macrona europejskich narodowców. Młody, obrotny, zdecydowany, ale bez drażniących kantów. Zdecydowanie lepiej wypada niż jego niemieccy koledzy o podobnych ambicjach i upodobaniach – czy to z Bawarii, czy z CDU. Tym bardziej że „bawarski pucz” przeciwko mamuśce Europy zaczyna się rozłazić. Wygląda na to, że CSU na całej akcji podgryzania merkelowego fotela straciła. Bawarscy błękitno-biali mają w sondażach już nie 49, a 39–44 proc. Pani kanclerz może odetchnąć, a Sebastian Kurz nadal kręcić piruety...

ADAM KRZEMIŃSKI Z WIEDNIA I Z GÖTTWEIG

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną