Świat

Afera pedofilska wstrząsnęła Niemcami

Afera pedofilska wstrząsnęła Niemcami

Berrin T. nie była wcześniej notowana. Berrin T. nie była wcześniej notowana. REUTERS/Steffen Schmidt / Forum
To jedna z najbardziej bulwersujących spraw ostatnich lat: przez dwa lata para molestowała i gwałciła syna, a potem sprzedawała go innym mężczyznom.

Ponad dwie godziny trwało odczytywanie zarzutów dotyczących 60 przestępstw seksualnych: molestowania, gwałtów, zmuszania do prostytucji i czerpania z niej zysków.

Ofiara: ośmioletni – na początku tragedii – chłopiec. Sprawcy: Berrin T. i Christian L., matka i ojczym ofiary. Przez dwa lata (2015–17) najpierw tylko mężczyzna, a potem oboje gwałcili dziecko, a w końcu zaczęli je sprzedawać uczestnikom sieci dla pedofilii w Darknecie (to sieć internetowa ukryta dla popularnych wyszukiwarek).

Władze nie zauważyły, co się dzieje

Malownicze, ośmiotysięczne miasteczko Staufen w Schwarzwaldzie znane było wcześniej urlopowiczom i wielbicielom win. W 2017 r., kiedy Berrin T. i Christian L. zostali aresztowani, a ich przestępstwa wyszły na jaw, jego nazwa pojawiła się we wszystkich mediach ogólnokrajowych. Sprawa zbulwersowała cały kraj. Po pierwsze dlatego, że przestępstwa pedofilskie bulwersują bardziej niż gwałty na dorosłych. Po drugie – pedofilką była matka. I wreszcie, po trzecie, przez długi czas władze, mimo okoliczności obciążających Berrin T. i Christiana L., nie zauważyły, co się dzieje.

Czytaj także: Skandal w Niemczech. Świadomie przekazywano dzieci w ręce pedofilów

Berrin T. notowana wcześniej nie była, ale jej partner Christian L. już w 2005 r. dostał rok w zawieszeniu i zalecenie udziału w terapii za posiadanie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. Pięć lat później osądzono go za wykorzystanie seksualne trzynastolatki. L. wyszedł w 2014 r., zgodził się na terapię. Jako potencjalny recydywista otrzymuje zakaz kontaktu z jakimkolwiek dzieckiem bez nadzoru jego rodzica czy opiekuna. Mimo to już po roku wprowadza się do swojej nowej partnerki życiowej, Berrin T., mieszkającej z dziewięcioletnim synem z wcześniejszego związku. Chłopiec będzie do Christiana L. mówił „tato”.

Christian L. był recydywistą

Dopiero w 2017 r. urzędnicy zauważyli, że Christian L. łamie postanowienie sądu w swojej sprawie. Urząd ds. Dzieci i Młodzieży odbiera dziecko matce, Christian L. zostaje skazany ponownie – tylko za złamanie zakazu przebywania z dziećmi, bo w tym momencie urzędnicy Jugendamtu nie zauważają oznak seksualnego wykorzystania u chłopca.

Chłopiec po odwołaniu matki od decyzji Jugendamtu wrócił do domu, który oficjalnie opuścił już Christian L. Ale ten tam mieszkał i nadal gwałcił dziewięciolatka. 10 września 2017 r. policja otrzymała anonimową informację o seksualnym wykorzystaniu dziecka w domu Berrin T. Ona i Christian L. zostają aresztowani, dziecko ponownie trafia pod opiekę Jugendamtu. Do więzienia trafiło też ośmiu mężczyzn, którzy – za zgodą matki i jej partnera, i za pieniądze – gwałcili dziecko: Niemcy, w tym żołnierz Bundeswehry, dwóch Hiszpanów i Szwajcar.

Krajowa policja kryminalna Badenii-Wirtembergii ogłosiła, że sprawa ze Staufen jest najgorszym przypadkiem seksualnego wykorzystania dziecka, jakim kiedykolwiek się zajmowała. I tragicznym dowodem złego funkcjonowanie urzędników. Przez prawie dwa lata recydywista pedofil krzywdził dziecko bez przeszkód, choć w tym czasie on i jego partnerka mieli kontakt z wieloma urzędami: prokuraturą, kuratorem, sądem rodzinnym czy Jugendamtem. Wszystkie oceniły, że w domu nie dzieje się nic złego. Winni są nie tylko rodzice i gwałciciele, ale i państwo – oceniają media. „Patrząc wstecz, można powiedzieć, że tragedii tej dałoby się zapobiec, gdyby wszystkie te instytucje lepiej ze sobą współpracowały i gdyby miały więcej personelu” – pisze „Nordwest Zeitung”.

Prawo rodzinne może się mylić

„Gorzką nauczką jest to, że prawo rodzinne może się mylić. Wychodzi ono z założenia, że kontakt z matką i ojcem jest optymalny dla dziecka, że matka chce dla dziecka tylko dobra i że je chroni. Matka ze Staufen w okrutny sposób pokazała, że takie podejście może być błędem. Te omyłkę urzędów jej syn prawie przypłacił życiem, a na pewno zdrowiem psychicznym” – zauważa „Hessische Niedersächsische Allgemeine”.

Berrin T. została skazana na 12 i pół roku. Christian L. – na 14 lat, jednak z uznaniem za wyjątkowo groźnego, co może oznaczać, że na wolność nie wyjdzie nigdy. Dodatkowo oboje muszą zapłacić 42 tys. euro zadośćuczynienia swojemu synowi i innej ofierze, córce znajomych, trzyletniej w momencie kilkakrotnego gwałtu. Dziewczynka była pierwszą ofiarą pary. Później, kiedy po kłótni kontakty między rodzinami ustały, Berrin T. i Christian L. zaczęli wykorzystywać własnego syna.

Osobno sądzeni są mężczyźni, którym para sprzedawała syna i którzy go gwałcili, kręcili sceny gwałtu i upubliczniali filmy w Darknecie. Sześciu z nich już otrzymało wyroki wieloletniego więzienia, od ośmiu do dziesięciu lat. Jeden, który zresztą Berrin T. i Christina L. zapytał o możliwość zabicia chłopca po gwałcie, zgwałcić nie zdążył, ale został skazany na osiem lat za sam fakt umówienia się na przestępstwo przez internet. Sprawcy w większości byli recydywistami.

Czytaj także: Rejestr przestępców seksualnych może zaszkodzić walce z nimi

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama