Argentyński Senat powiedział „nie” legalizacji aborcji
Senatorzy ugięli się pod presją Kościoła katolickiego i odrzucili ustawę, która przyznawała kobietom prawo do usunięcia ciąży do 14. tygodnia.
Marsz Argentynek za dostępem do aborcji
Campaña Nacional por el Derecho al Aborto Legal, Seguro y Gratuito/Facebook

Marsz Argentynek za dostępem do aborcji

38 głosów przeciw, 31 – za. Ustawa przepadła. Debata w Senacie trwała kilkanaście godzin. Tak jak w czerwcu, kiedy niższa izba argentyńskiego parlamentu, Izba Deputowanych, uznała przerywanie ciąży za prawo kobiety, parlamentarzyści przemawiali, używając wszelkich argumentów: racjonalnych, demagogicznych, emocjonalnych. „Za” liberalizacją dostępu do aborcji opowiedziała się m.in. Cristina Kirchner, była prezydent, która przez 10 lat swoich rządów nie dopuściła do procedowania podobnego projektu.

Debatę na temat legalizacji aborcji w Argentynie zainicjował prezydent Mauricio Macri. Powstrzymał się od wyrażenia zdecydowanej opinii w tej sprawie. W efekcie doszło do powstania rozbieżnych stanowisk wśród członków partii rządzącej. Wiceprezydent i szef ds. dyscypliny partyjnej byli przeciwni ustawie, podczas gdy inne kluczowe osoby, takie jak minister zdrowia, popierały liberalizację.

60 proc. Argentyńczyków za liberalizacją

W ankiecie przeprowadzonej przez Amnesty International ok. 60 proc. respondentów poparło legalizację aborcji. Ponad 63 proc. uznało, że Kościół nie powinien uczestniczyć w debacie na ten temat. Odsetek respondentów podzielających ten pogląd wzrasta do ponad 70 proc. w kluczowych dzielnicach, takich jak miasto Buenos Aires i prowincja Buenos Aires, a to dwie z najważniejszych twierdz prorządowych.

Czytaj także: Religijni radykałowie ćwiczą w Polsce

Przekonanie opinii publicznej do poparcia projektu liberalizującego dostęp do aborcji, mobilizowanie rzesz ludzi, organizowanie ogromnych demonstracji popierających sprawę w skali w Polsce nieznanej to zasługa ruchu Kampania na rzecz Legalnej, Bezpiecznej i Darmowej Aborcji. Szacunki mówią, że często w fatalnych warunkach, domowymi lub znachorskimi sposobami, przeprowadza się od 300 do 500 tys. pokątnych aborcji rocznie. Co najmniej kilkadziesiąt kobiet umiera wskutek powikłań po takich zabiegach. Nośnym hasłem kampanii było więc: „Edukacja – by móc decydować, antykoncepcja – by nie usuwać, i legalna aborcja – by nie umierać”.

Postępowa Argentyna

Od lat 80. zarówno w regionie, jak i na całym świecie Argentyna była podziwiana za politykę praw człowieka. W kraju obowiązuje postępowe prawo w takich dziedzinach jak związki partnerskie, tożsamość płciowa, dostęp do in vitro, odpowiedzialność rodzicielska i wynagrodzenie dla osób zajmujących się domem. W kwestii aborcji Ameryka Łacińska ma jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów na świecie, łącznie z trzema krajami, w których procedura jest zakazana we wszystkich przypadkach: to Salwador, Dominikana i Nikaragua. Aborcja jest legalna w kilku krajach – w Meksyku, na Kubie, w Urugwaju, Gujanie i Gujanie Francuskiej. Argentyna miała szansę stać się dziś największym krajem w Ameryce Łacińskiej (mieszka w nim prawie 44 mln osób), w którym dostęp do zabiegów będzie bezpieczny i legalny.

Czytaj także: Savita Halappanavar, ikona walki o prawo do aborcji w Irlandii

Na sztandarach: „Koniec z kobietobójstwem”

Obowiązujące od 1921 r. w Argentynie prawodawstwo zezwala na aborcję tylko wtedy, gdy występuje zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety w ciąży lub w przypadku gwałtu. W wielu sytuacjach taki dostęp jest jedynie teoretyczny. Ana María Acevedo była 19-letnią służącą i matką trojki dzieci, kiedy zachorowała na raka. Lekarze odmówili jej leczenia, kiedy dowiedzieli się, że jest w kolejnej ciąży. Nie zgodzili się też na terminację na wczesnym jej etapie. Córka Acevedo urodziła się przez cesarskie cięcie w szóstym miesiącu. Zmarła w ciągu 24 godzin. Acevedo dwa tygodnie później. Ta historia z 2007 r. odżyła w czasie tegorocznej kampanii, w marszach o prawa dla kobiet wzięła udział matka Any Marii. Zaledwie w ubiegłą sobotę Liliana Herrera, 22-letnia matka dwójki dzieci z Santiago del Estero – jednej z najbiedniejszych prowincji w kraju – zmarła w wyniku komplikacji po nielegalnej aborcji. Slogan ni una menos, ani jedna mniej, jeden z najważniejszych na demonstracjach Argentynek, znaczy tyle co: koniec z kobietobójstwem.

Argentynki nie odpuszczą

Ustawa, którą dziś odrzucił argentyński Senat, przyznawała kobietom prawo do usunięcia ciąży do 14. tygodnia bez podania powodów. Od 15. tygodnia każda Argentynka mogłaby ją usunąć w wypadku gwałtu, kiedy ciąża zagraża jej życiu lub zdrowiu, a także wówczas, gdy płód jest genetycznie wadliwy i niezdolny do samodzielnego życia. Niepełnoletnie dziewczyny, do 16. roku życia, musiałyby uzyskać zgodę na zabieg od rodziców.

Argentynki nie odpuszczą. Mobilizują się od lat i nie przestaną. Być może droga do pełni praw i godnego życia musi być po prostu dłuższa.

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj