Świat

Śmieszno i straszno w Białym Domu Trumpa

Omarosa Manigault Newman to kolejna postać z osobliwej, śmieszno-strasznej menażerii Trumplandu. Omarosa Manigault Newman to kolejna postać z osobliwej, śmieszno-strasznej menażerii Trumplandu. Gage Skidmore / Flickr CC by SA
Była czarnoskóra doradczyni Donalda Trumpa Omarosa Manigault Newman w wywiadach telewizyjnych mówi o nim brzydkie rzeczy.

Sensacją ogórkowego sezonu w Waszyngtonie jest zwolniona w zeszłym roku była czarnoskóra doradczyni Donalda Trumpa Omarosa Manigault Newman, która w wywiadach telewizyjnych mówi o nim brzydkie rzeczy i wydała właśnie książkę o swych doświadczeniach w Białym Domu.

Prezydent – wyznaje autorka – jest narcyzem i mizoginem, kłamie, uwielbia obrażać ludzi i ma trudności ze skupieniem uwagi na czymkolwiek (z wyjątkiem, zapewne, pięknych kobiet z Europy Środkowo-Wschodniej). Wszystko to oczywiście już wiemy, ale pani Omarosa, która zna Trumpa od dawna, bo występowała w jego reality show „Apprentice”, twierdzi, że używał on wtedy trefnego słowa na „N” (Nigger, czyli czarnuch), a co więcej, udostępnia mediom nagrania swych rozmów z prezydentem i jego współpracownikami. W tym nagrania ze swego spotkania z szefem kancelarii prezydenta Johnem Kellym, kiedy ten dał jej wymówienie z pracy, co odbyło się w tzw. Situation Room w Białym Domu.

Czytaj także: Donald Trump w oczach byłego szefa FBI

Pokój, do którego nie można wnosić telefonów

Situation Room to kompleks pomieszczeń, w których odbywają się supertajne narady kierownictwa USA wymagające najszczelniejszych zabezpieczeń przed wyciekiem tajemnic państwa. Dlatego ich uczestnikom nie wolno tam wnosić telefonów komórkowych – choć zakaz opiera się na „systemie honorowym”, tzn. nikogo się nie rewiduje, bo uważa się, że ludzie sprawdzeni jako godni zaufania nie będą zachowywać się nieodpowiedzialnie. Manigault Newman zakaz złamała, co potwierdza to, czym Kelly, z którego inicjatywy została zwolniona, uzasadnił swój krok.

Omarosa była dyrektorką ds. komunikacji w jednym z biur Białego Domu, ale zamiast kompetencji wykazała się głównie zdolnością do intryg i skłócania się ze wszystkimi. Trump dał jej posadę po znajomości jako atrakcyjnej celebrytce ze swego reality show i jednej z nielicznych przedstawicielek afroamerykańskiej społeczności, które poparły go w wyścigu do prezydentury. Mógł w ten sposób odpierać zarzuty, że jest rasistą.

Co jeszcze ujawni była pracownica Białego Domu

Pani Manigault nie przeszkadzały ataki Trumpa na Latynosów ani jego obrona białych neonazistów w Charlottesville rok temu – zawsze wychwalała go pod niebiosa, dopóki nie pokazano jej drzwi. Od chwili swej dymisji wiesza na nim psy, a prezydent, swoim zwyczajem, rewanżuje się, nazywając ją „szumowiną”. W jego otoczeniu narasta podobno lęk, co też jeszcze nagrała i co ujawni mediom.

Według Trumpa nie wolno jej mówić ani pisać o swych doświadczeniach w Białym Domu, bo podpisała zobowiązanie, że zachowa na ten temat milczenie. Manigault temu zaprzecza – do niczego się nie zobowiązała, chociaż oferowano jej za to 15 tys. dol. jako synekurę podczas kampanii o reelekcję prezydenta. Najwyraźniej uznała, że bardziej się jej opłaci sprzedawać opinii rządowy epizod swego życiorysu. Ale jej nowo wydana książka nie ma dobrych recenzji, bo autorka nie wydaje się wiarygodna.

Towarzystwo warte swojego szefa

Omarosa to kolejna postać z osobliwej, śmieszno-strasznej menażerii Trumplandu. Były szef kampanii wyborczej Trumpa Paul Manafort odpowiada przed sądem za gigantyczne oszustwa podatkowe. Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn stracił posadę za oszukiwanie wiceprezydenta Mike′a Pence′a w sprawie swych kontaktów z Rosjanami. Były minister ds. weteranów Ronny Jackson wyleciał za pijaństwo w pracy. Były szef Agencji Ochrony Środowiska Scott Pruitt – za korupcję. A były adwokat prezydenta Michael Cohen, który prawdopodobnie zna jego najmroczniejsze sekrety, zeznaje przed specjalnym prokuratorem Robertem Muellerem, aby uniknąć oskarżenia o swoje własne biznesowe przekręty.

Można by rzec: towarzystwo warte swojego szefa. Optymistyczne jest tylko to, że mowa tu o byłych przybocznych Trumpa. Jego Biały Dom to – jak powiadają najsurowsi krytycy – połączenie „cyrku błaznów z kłębowiskiem żmij” (Eugene Robinson w „Washington Post”). Ale co jakiś czas dochodzi do korekty, aby stolica supermocarstwa nie stała się pośmiewiskiem świata.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną