Świat

Czy Rosja zajmie ukraińskie morze?

Most Kerczeński został zbudowany w niewiarygodnym tempie i za gigantyczne pieniądze. Most Kerczeński został zbudowany w niewiarygodnym tempie i za gigantyczne pieniądze. SPUTNIK Russia / EAST NEWS
Szykuje się kolejny akt agresji terytorialnej Kremla przeciw Ukrainie. UE i USA powinny go powstrzymać, inaczej stracą twarz.

Blokada Morza Azowskiego dla ukraińskich jednostek jest po prostu kolejnym etapem zawłaszczania przez Rosję terytorium Ukrainy, tym razem w wymiarze morskim. Ten płytki, ale dość rozległy zbiornik – jedna dziesiąta całego Morza Czarnego – był najważniejszą arterią transportową ukraińskiego Donbasu. Po zajęciu przez rosyjskich okupantów wschodnich terenów regionu został utrzymany w rękach Ukraińców, przede wszystkim dzięki bohaterskiej obronie Mariupola przez ochotnicze bataliony. Dzisiaj, wskutek przegapionej przez społeczność międzynarodową strategicznej inwestycji Rosji, może się stać zamkniętym jeziorem, całkowicie kontrolowanym przez Putina.

Czytaj także: Krym. Kropla geopolityki

Tak zmienia się układ sił

Ta strategiczna inwestycja to oczywiście Most Kerczeński. Zbudowany w niewiarygodnym tempie i za gigantyczne pieniądze budzi podziw – niestety też w zachodnich mediach. Dla każdego, kto jest świadom uwarunkowań geopolitycznych, taki most – łączący wschodni rosyjski brzeg cieśniny na półwyspie Tamańskim z zachodnim, zajętym przez Rosję Krymem – to przedsięwzięcie zmieniające nie tylko lokalny układ sił. To inwestycja o strategicznym znaczeniu. Właśnie widzimy, jak strategicznie może być wykorzystana. Rosyjski statek transportowy ustawiony w przejściu pod mostem zablokował wejście wodą na Morze Azowskie z Morza Czarnego. To może być wyłącznie demonstracja siły czy „zdolności” do zablokowania kluczowego kanału, ale inne działania Rosji świadczą o strategicznym celu – wypchnięciu Ukrainy z Morza Azowskiego.

Podwyższona gotowość bojowa Ukrainy

W powietrzu widać bowiem rosyjskie samoloty i śmigłowce patrolujące obszar na północ nad mostem. Ukraiński dowódca marynarki wojennej mówi o podwyższonej gotowości bojowej i przygotowaniu na rosyjski atak. Jednostka straży przybrzeżnej Ukrainy miała zostać staranowana przez rosyjski okręt. Statkowi stojącemu pod mostem towarzyszy okręt wojenny. Wszystko w sumie to już nie incydent – to kolejny akt wojny, mimo że Rosjanie twierdzą oficjalnie, iż przejście przez Kercz zostało zablokowane przez tankowiec, który osiadł na mieliźnie. Jeżeli Rosjanie ustąpią i szybko odblokują cieśninę, akt wojny może zostać uznany wyłącznie za testowanie przeciwnika, którym w tym przypadku nie jest wyłącznie Kijów, ale cały demokratyczny świat.

Oczywiście nie całe Morze Azowskie należy prawnie do Ukrainców. Na mapach wyznaczających obszary przynależności zgodnie z międzynarodowymi normami widać trzy pola – ale są one trzy tylko w przypadku, gdy uznamy, iż Krym jest odrębnym terytorium. Przed aneksją Morze Azowskie było podzielone niemal pionowo po połowie. Przypomnieć należy, że faktyczna aneksja Krymu przez Rosję w 2014 r. nie została do dziś uznana w prawie międzynarodowym. Rosjanie nie mają więc tytułu, by uznawać wody na północ od Kerczu jako swoje wody terytorialne. Nie mają też prawa blokować przejścia przez cieśninę. Jest jednak jasne, że nie po to ogromnym wysiłkiem finansowym zbudowali most, by nie wykorzystać go w walce. I to się właśnie dzieje.

Czytaj także: Neapol na Krymie

Czy i jaka będzie reakcja międzynarodowa

Jak powinna na to odpowiedzieć społeczność międzynarodowa – o ile jeszcze taki byt istnieje? Państwa sprzeciwiające się rosyjskiej agresji muszą zareagować. Trzeba przyznać, że Rosjanie wybrali świetny moment na blokadę – Europa zajęta jest brexitem, a USA dopiero budzą się, co tu dużo mówić, z kaca po Thanksgiving. Kanclerz Merkel odchodzi, prezydent Macron ma w domu pożar, a premier May – zajęta brexitem. Powie ktoś: zareagować powinna Warszawa, ale w chwili pisania tego tekstu w niedzielę wieczorem takiej reakcji nie ma. Są za to dyskusje z udziałem wiceministra spraw zagranicznych o cmentarzu Orląt we Lwowie.

Padają zarzuty, że ktoś kłamie i obraża – natomiast reakcji na to, co się dzieje, nie ma. Nie widać też słowa sprzeciwu MON, mimo że sytuacja na Morzu Azowskim ma ewidentne przełożenie na bezpieczeństwo militarne – owszem, dość daleko od Polski, ale w obszarze zainteresowania NATO.

A zatem znowu nadzieja w reakcji USA. Pełnomocnik ds. Ukrainy Kurt Volker jeszcze nic nie napisał, ale zapewne odbiera zaniepokojone telefony. Sekretarz stanu Mike Pompeo zaledwie tydzień temu przyjmował ministra spraw zagranicznych Ukrainy Pawło Klimkina, więc może wie, o co chodzi. Unia zapewne też się obudzi i Federica Mogherini wyda stosowne oświadczenie potępiające działania Rosjan, ale przecież nie skieruje na Krym „europejskiej armii”.

Wszystko to jednak nie zmienia sytuacji, że niemal pięć lat po agresji terytorialnej Rosji przeciw Ukrainie konflikt w Donbasie pozostaje zamrożony, a aneksja Krymu – zaakceptowana. Jeśli Morze Azowskie siłą faktów ostatniego weekendu zostanie włączone do rosyjskiej domeny, wszyscy na Zachodzie będziemy mieli powód do wstydu.

Czytaj także: Co się dzieje na Krymie dwa lata po aneksji

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Współczesny

Po co właściwie żyjemy? Jaki jest sens życia?

Cóż bardziej jałowego niż pytanie o sens życia? Brzmi patetycznie, a nawet infantylnie. Dorośli unikają takiej frazeologii, jedynie młodzież czasami na nią się jeszcze nabiera. Tylko właściwie dlaczego pytanie o sens życia wzbudza zażenowanie?

Jan Hartman
25.09.2018
Reklama