Świat

Generał Mattis mówi Trumpowi: dość

Amerykański sekretarz obrony James Mattis podał się do dymisji. Amerykański sekretarz obrony James Mattis podał się do dymisji. Lisa Ferdinando/James N. Mattis / Flickr CC by 2.0
Pożegnalny list odchodzącego sekretarza obrony jest wielkim aktem oskarżenia wobec prezydenta, który zdradza sojuszników, podważa traktaty i nie szanuje wysiłku żołnierzy.

Jeszcze wczoraj wieczorem – na podstawie tweetów samego prezydenta – wydawało się, że sekretarz obrony James Mattis po dwóch latach odchodzi po prostu na emeryturę lub przynajmniej zostaje zdymisjonowany z woli Donalda Trumpa.

Dzisiaj wiadomo, że to Mattis położył na stole rezygnację, a styl, w jakim to zrobił, świadczy o jego głębokim sporze z prezydentem i chęci wydobycia go na światło dzienne. Upubliczniony przez amerykańskie media list generała nie pozostawia wątpliwości, że odchodzi, bo nie zgadza się z polityką Trumpa: „Ponieważ ma pan prawo mieć sekretarza obrony, którego poglądy są bardziej zbieżne z pańskimi, doszedłem do wniosku, że będzie dobrze, gdy ustąpię z zajmowanego stanowiska”. Wcześniej w kilku paragrafach, które brzmią jak akt oskarżenia, gen. Jim Mattis wyłuszczył, w czym nie zgadza się z prezydentem.

Odejście Mattisa to trzęsienie ziemi dla NATO

Kiedy rezygnację składa amerykański sekretarz obrony, jest to zawsze mniejszy lub większy wstrząs dla zachodniego systemu bezpieczeństwa opartego na potędze USA. Odejście Mattisa nie będzie wstrząsem, będzie trzęsieniem ziemi dla NATO i innych sojuszników Ameryki. Bo właśnie sprawa sojuszy, szacunku dla nich i dotrzymywania zobowiązań przez prezydenta USA stanowi trzon listu odchodzącego generała. „O ile Stany Zjednoczone pozostają niezastąpione na świecie, o tyle nie jesteśmy w stanie chronić naszych interesów i odgrywać dobrze naszej roli bez utrzymywania silnych sojuszy i okazywania szacunku sojusznikom” – pisze Mattis i można się domyślać, że nie podoba mu się sposób, w jaki prezydent USA łaje europejskich sojuszników z NATO, ani to, jak potraktował właśnie zachodnioarabsko-kurdyjską koalicję walczącą z ISIS w Syrii. Zresztą Mattis pisze o tym wprost: „29 demokracji NATO pokazało siłę swoich zobowiązań do podjęcia wraz z nami walki po atakach 11 września 2001 r. na Amerykę. Licząca 74 kraje koalicja przeciw ISIS jest kolejnym tego dowodem”.

A przecież Donald Trump jednostronną decyzją o wycofaniu wojsk z Syrii tę koalicję naruszył. I nie tylko w Syrii – kiedy było już jasne, że Mattis odchodzi, okazało się, że prezydent rozkazał również wycofać tysiące amerykańskich żołnierzy z Afganistanu. Nie ma wątpliwości, że te dwie decyzje przeważyły szalę krytyki Trumpa w oczach generała, który w odróżnieniu od głównodowodzącego był na wojnie i wie, że nie zostawia się sojuszników na polu walki. „Moje poglądy na kwestię traktowania sojuszników z szacunkiem i wyraźnego dostrzegania wrogów i strategicznych rywali są oparte na ponadczterdziestoletnim doświadczeniu w tych sprawach” – Mattis nie pozostawia wątpliwości, że słaby uczniak Trump znowu nie odrobił zadania domowego i prawdopodobnie nie ma już szans nadgonić zaległości.

Czytaj także: Syria, najkrwawsza wojna tego stulecia

Sojusznicy słowem kluczem

Ale Mattisowi nie chodzi wyłącznie o lekceważenie braterstwa broni. Dyplomatycznie, choć w nader czytelny sposób wytyka prezydentowi chwiejny stosunek do rywali USA – Rosji i Chin. „Uważam, że powinniśmy być zdecydowani i jednoznaczni w podejściu do krajów, których interesy strategiczne coraz silniej ścierają się z naszymi” – pisze Mattis, komentując politykę Trumpa wobec zadeklarowanych globalnych rywali, z którymi na różnych frontach gotów jest zawierać „deale”. I podkreśla, że Ameryka jest w stanie chronić przed wrogami swoje wartości, bezpieczeństwo i dobrobyt tylko ramię w ramię z sojusznikami. Słowo „sojusz” i „sojusznik” pojawia się na jednej listu Mattisa stronie siedem razy.

Gen. Mattis nie byłby sobą, gdyby nie podtrzymał przywiązania do służby. To on sam, a nie prezydent – jak wynikało z wczorajszych wpisów na Twitterze – wyznaczył datę swojego odejścia z Pentagonu na 28 lutego 2019 r. – termin na tyle odległy, by prezydent mógł znaleźć odpowiedniego następcę, a jednocześnie dający Mattisowi okazję do wyrażenia swoich poglądów w nowym Kongresie i na forum lutowego ministerialnego spotkania NATO.

Zasłużone hołdy dla Mattisa

Mattis zastawił na Trumpa pułapkę – próba zablokowania jego zeznań przed komisjami obrony w Kongresie lub udziału w szczycie ministrów obrony NATO będzie dla prezydenta wizerunkową katastrofą. Powszechnie szanowany generał nie tylko przez wojskowych otaczany jest niemal kultem. Hołd złożą mu politycy na Kapitolu, w kwaterze głównej sojuszu, a także pół Europy na odbywającej się zaraz po sesji ministrów konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Hołd to będzie zasłużony.

James Mattis przez dwa lata chronił bowiem przed Trumpem amerykańską strategię wyznaczoną jeszcze przez poprzedniego prezydenta. Stopniowo zwiększał zaangażowanie USA w NATO – przeciw uwielbianemu przez Trumpa Putinowi i mimo niechęci, jaką prezydent okazywał europejskim sojusznikom. Z drugiej strony hamował zapędy bardziej agresywne, zwłaszcza w Azji, i starał się planowo inwestować w odbudowę amerykańskiej siły militarnej rozsądnym kosztem. Mattis wie, że wpisami na Twitterze nie buduje się potęgi – wie też, że gdy trzeba jej użyć, Twitter to za mało, potrzebna jest siła ognia. Pisząc na odchodne to, co napisał, sam oddał w kierunku Białego Domu potężną salwę.

Czytaj także: Wojskowi w gabinecie Donalda Trumpa

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

To nie są czasy dla wrażliwców

Badania osób wysoce wrażliwych wykazały, że nie tylko silnie reagują one na stosunkowo słabe bodźce zmysłowe, emocjonalne czy społeczne, lecz także szczegółowo, głęboko przetwarzają związane z nimi informacje.

Anna Tylikowska
22.11.2016
Reklama