Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Władze Chile rozpoczynają ekologiczną ofensywę

Park Narodowy Torres del Paine w Chile Park Narodowy Torres del Paine w Chile Olga Stalska / Unsplash
Ten południowoamerykański kraj szczególnie mocno odczuwa skutki globalnego ocieplenia. Władze chcą z nimi walczyć nowym, szerokim pakietem legislacyjnym.

Zmiany klimatyczne są jednym z najczęściej podejmowanych tematów rozmów wśród mieszkańców dużych miast w Chile. Ciężko nie natknąć się na taksówkarza, barmana czy ekspedientkę w sklepie, który lub która nawet w krótkiej wymianie zdań nie napomknęłaby o rekordowo upalnym lecie czy nadspodziewanie długo padającym deszczu. Nie przez przypadek – nie dalej jak tydzień temu, 26 stycznia, w stolicy kraju Santiago de Chile odnotowano rekordowe upały. Pierwszy raz w historii pomiarów temperatura nie schodziła poniżej 37 st. Celsjusza przez trzy dni z rzędu.

Czytaj także: Cień dyktatury wciąż wisi nad Chile

Chile: bogaty krajobraz zagrożony skutkami globalnego ocieplenia

Troska Chilijczyków o środowisko w dużej mierze wynika z niespotykanej różnorodności krajobrazowej. Chile rozciąga się na długość ponad 4200 km: od wietrznych przesmyków Patagonii do andyjskich granic z Peru i Boliwią. Na jego terenie znajduje się ponad 2 tys. lodowców, ale też pustynia Atacama z jednymi z najsuchszych miejsc na ziemi. Już teraz istnieje tam 36 parków narodowych, zajmujących łącznie 19 proc. terytorium całego kraju. Chronią one nie tylko unikatowe krajobrazy, ale też tysiące gatunków, którym grozi ogromna redukcja liczebności, a nawet wyginięcie, jak różowy delfin czy pingwin Humboldta.

Chilijczycy są ze swojego biologicznego bogactwa nie tylko bardzo dumni, ale też świadomi zagrożeń, jakie nadchodzą wraz z globalnym ociepleniem. Zwłaszcza że zaczyna ono powoli wpływać na ich codzienne funkcjonowanie. Topnienie lodowców, zmiany nurtów strumieni i potoków w górach oraz coraz częstsze lawiny błotne sprawiają, że zarządzająca stołecznymi wodociągami spółka Aguas Andinas ma problemy z zaopatrzeniem Santiago de Chile, bądź co bądź ośmiomilionowego miasta, w bieżącą wodę. Z kolei cofające się plaże i ekspansywne morze, zabierające coraz więcej lądu, to problem nie tylko dla właścicieli działek w pacyficznych kurortach, ale też dla całej infrastruktury i możliwości skomunikowania południa kraju, gdyż położone tam miejscowości nierzadko z resztą Chile łączy pojedyncza droga wzdłuż wybrzeża lub przebiegająca po nadmorskich klifach.

Sebastian Piñera zapowiada walkę z degradacją środowiska

Nic więc dziwnego, że jednym z priorytetów wybranego w grudniu 2017 r. na prezydenta konserwatywnego miliardera Sebastiana Piñery było przygotowanie nie pojedynczej ustawy, ale całego pakietu legislacyjnego mającego przeciwdziałać dalszej degradacji środowiska. Co prawda pierwszy podatek emisyjny wprowadzony został jeszcze przez jego poprzedniczkę, obecną Wysoką Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Michelle Bachelet w 2014 r., ale Piñera rozważa wzmocnienie tego instrumentu. Początkowo opłata wynosiła 5 dol. za tonę emisji dwutlenku węgla i obejmowała przede wszystkim największe zakłady energetyczne w kraju. Obecny rząd poważnie myśli o podniesieniu tej stawki. Podatkiem objął również inne rodzaje emitentów, nie tylko producentów energii.

Na mocy przyjętej w ubiegłym miesiącu nowelizacji daninę zapłacą również inne podmioty, w tym fabryki chemiczne, zakłady przetwórstwa spożywczego i niemal cały tzw. przemysł ciężki. Cel jest prosty – podatek ma nie tylko wnosić do budżetu państwa blisko 200 mln dol. rocznie, ale przede wszystkim uniezależniać chilijską gospodarkę od energii produkowanej z węgla. W 2016 r. niemal połowa (według różnych źródeł między 41 a 46 proc.) wytwarzanej w Chile energii elektrycznej produkowana była z paliw kopalnych. Rząd Piñery chce zejść do poziomu 19 proc. do 2050 r. W ubiegłym roku zapowiedział też, że nie powstanie już żaden nowy zakład produkujący prąd z węgla, obiecując jednocześnie znaczne zwiększenie nakładów na odnawialne źródła energii.

Chile krajem autobusów elektrycznych

Władze nie ograniczają się do nakładania opłat. Pierwsze wyniki ekologicznych inwestycji widać na ulicach już teraz. 22 stycznia Piñera zainaugurował wprowadzenie do użytku stu nowych, w pełni elektrycznych autobusów w Santiago de Chile. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dzięki temu Chile stało się posiadaczem największej na kontynencie latynoamerykańskim i drugiej największej na całym świecie floty publicznych pojazdów elektrycznych.

Dla kraju wciąż liżącego rany po kryzysie gospodarczym końca lat 80. i walczącego z ogromnymi nierównościami ekonomicznymi to bez wątpienia ogromny system. Oczywiście cała sprawa ma szerszy kontekst polityczny – autobusy elektryczne dla Chile produkuje chińska firma Yutong, a chińska ekspansja gospodarcza ma też swoje negatywne konsekwencje dla ekonomii (jak chociażby coraz większe uzależnienie od importu produktów przetworzonych). To jednak temat na osobną dyskusję. W ogromnie zanieczyszczonej stolicy kraju, będącej 10. najbardziej zakorkowanym miastem na świecie, wdrożenie tak dużej floty pojazdów elektrycznych może naprawdę zrobić różnicę.

Czytaj także: Odrobina optymizmu w myśleniu o walce z globalnym ociepleniem

Rezerwat do ochrony dzikiej przyrody

Chile systematycznie powiększa też obszar terenów chronionych, nie tylko na lądzie. Z końcem stycznia władze ogłosiły stworzenie nowego rezerwatu przyrody na południu kraju, obejmującego m.in. Cieśninę Drake’a i pokrywającego 150 tys. km kw. na lądzie i morzu. Rezerwat ma nie tylko chronić dziką przyrodę, ale też promować zrównoważony rozwój gospodarczy całego regionu. U wybrzeży Patagonii głównym zagrożeniem dla środowiska jest coraz większy ruch oceaniczny. Ogromne statki towarowe przepływające przez cieśniny Drake’a i Magellana nie tylko zanieczyszczają powietrze i zwyczajnie śmiecą, stanowią też zagrożenie dla reprodukcji wielu gatunków zwierząt. Hałas produkowany przez te jednostki bardzo szkodliwie działa na zwierzęta, które do migracji i rozmnażania się wykorzystują fale dźwiękowe.

Chile troszczy się o środowisko, a planuje uruchomić... reaktor nuklearny

Nie wszystkie pomysły rządowe przyjmowane są z jednakowym entuzjazmem. Administracja Piñery coraz poważniej przymierza się bowiem do uruchomienia pierwszego w historii Chile reaktora nuklearnego. Na całym kontynencie latynoamerykańskim funkcjonują tylko cztery takie instalacje – po dwie w Brazylii i Argentynie. Chilijska energia nuklearna miałaby pomóc uniezależnić się od węgla. Pomysł oprotestowała już jednak lewica, głównie dlatego, że według wstępnych planów odpady nuklearne składowane miałyby być na terenach zamieszkałych przez rdzenną ludność Mapuche, etniczną mniejszość od lat dyskryminowaną przez władze centralne.

Do budowy reaktora jeszcze daleka droga. I bez niego Chile pozostaje jednym z przykładów dla innych krajów światowego Południa w kwestii legislacyjnej walki o czyste środowisko.

Czytaj także: Połowę Ziemi powinniśmy zamienić w rezerwat

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama