Świat

Dużo goryczy, trochę nadziei

Wszyscy na prezydenta!

Wiec wyborczy w Kijowie. Wiec wyborczy w Kijowie. Efrem Lukatsky/AP Photo / EAST NEWS
W wyborach prezydenckich startuje 39 kandydatów. Ale w sumie Ukraina nie ma wielkiego wyboru.
Zelenski prezentuje się jako zwykły Ukrainiec, patriota.Valentyn Ogirenko/Reuter/Forum Zelenski prezentuje się jako zwykły Ukrainiec, patriota.
Najświeższe notowania dają prezydentowi Poroszence 17,4 proc. poparcia.Jacek Szydłowski/Forum Najświeższe notowania dają prezydentowi Poroszence 17,4 proc. poparcia.

Artykuł w wersji audio

W centrum Kijowa wykryto urządzenia podsłuchowe. Obok mieści się sztab ugrupowania Sługa Narodu lidera wyborczego rankingu Wołodymyra Zelenskiego. Służba Bezpieczeństwa przekonuje, że to nie jego zamierzała podsłuchiwać.

To element krajobrazu przedwyborczego na Ukrainie. Podobnie jak szukanie kompromatów, wyciąganie brudów, zwłaszcza oskarżeń o kupowanie głosów czy korupcję. Jak choćby takich, że syn ważnego urzędnika pośredniczył w nielegalnym handlu częściami zamiennymi dla zbrojeniówki. Ukraina śledzi najświeższy skandal korupcyjny, którego bohaterem jest wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ołeh Gładkowski, przyjaciel i były partner biznesowy Petra Poroszenki.

Syn Gładkowskiego Ihor, młodzieniec dobrze umocowany w biznesie, przemycał z Rosji nadające się na złom części i zarabiał na tym miliony. Prezydent był zmuszony pozbyć się urzędnika, zapewniając, że dobre relacje z głową państwa nie chronią przed karą. W sytuacji wojny, gdy armia jest punktem honoru Ukraińców, a Poroszenko podkreśla, jak wiele zrobił dla jej wzmocnienia, taka afera już zaszkodziła jego notowaniom.

Kłopoty ma też na przemian druga lub trzecia w rankingu Julia Tymoszenko: zarzucono jej naruszenie zasad finansowania kampanii, przyjęcie 6 mln dol. z niejasnych zagranicznych źródeł. Tymoszenko zaprzecza i jednocześnie w związku z aferą Gładkowskiego wzywa Poroszenkę do ustąpienia z urzędu. Natomiast Zelenski prowadzi – według niej – interesy w Rosji, zarabia tam pieniądze, choć zapewniał, że to dawno zamknięty rozdział.

Sam Zelenski, komik, aktor, producent telewizyjny, triumfuje w rankingach. Kiedy w noc sylwestrową ogłosił zamiar kandydowania w wyborach, mało kto brał to na serio. Zelenski występuje w serialu kabaretowym „Sługa Narodu”, gdzie odgrywa rolę prezydenta mimo woli. Od lat jest związany z wielką i popularną telewizją 1+1, należącą do oligarchy Ihora Kołomojskiego. Skłócony z prezydentem Kołomojski finansuje kampanię komika. Zapewnia, że to nie w ramach zemsty.

Telewizje od lat stały się główną areną wyborczych bojów, zwłaszcza że największe kanały są związane z politykami lub oligarchami. Tu pokazuje się demaskatorskie filmy i reportaże, rzuca oskarżenia wymierzone w przeciwników. Kłócą się zaproszeni goście, politolodzy i politycy, toczą się wywiady i rozmowy, zwykle przez nich sponsorowane. Wyborca uzbrojony w pilota wybiera wedle gustu. To złoty czas dla doradców i macherów od wyborów, często z Zachodu, których obowiązkowo zatrudniają sztaby. Kampania przeniosła się też do internetu, który pęka od wyborczych materiałów. To dziś najpopularniejsza – i najtańsza – forma docierania do wyborców, jeśli przebiją się przez kakofonię sprzecznych komunikatów. Są też ciągle w użyciu tradycyjne narzędzia: ogromne billboardy pojawiły się już wiele miesięcy temu. Julia Tymoszenko, która rozpoczęła kampanię w czerwcu zeszłego roku, odwiedza każdy obwód i spotyka się z biznesmenami, aktywistami i lokalną prasą. Julia lubi wiece i próbuje porwać ludzi płomiennymi wystąpieniami. Aktywnie korzystała też z Twittera, ale ostatnio wyhamowała, z powodu negatywnych komentarzy i botów.

Poroszenko też ma talent wiecowy, ostatnio w Kijowie zgromadził 40 tys. zwolenników. Choć zdarzają się trudne chwile, jak niedawno w Czerkasach, gdzie został zaatakowany przez nacjonalistów i musiał się ratować ucieczką.

Wyjadacze i żółtodzioby

31 marca, w pierwszej turze wyborów, o prezydenturę powalczy aż 39 pretendentów – to historyczny rekord. Centralna Komisja Wyborcza odmówiła rejestracji kilku osobom, są w tym gronie Petro Symonienko, lider Komunistycznej Partii Ukrainy, i Nadia Sawczenko, bohaterka Ukrainy, słynna pilotka, porwana, więziona i sądzona przez Rosjan, deputowana do parlamentu z list Batkiwszczyny. Sawczenko jest podejrzana o przygotowywanie zamachu stanu i akcji terrorystycznej w Radzie Najwyższej.

W Ukrainie obowiązuje system prezydencko-parlamentarny, dający głowie państwa szerokie uprawnienia. Jest zwierzchnikiem i głównodowodzącym sił zbrojnych, przewodniczącym Rady Bezpieczeństwa i Obrony Narodowej, powołuje na wysokie stanowiska w armii, wnioskuje o ustanowienie stanu wojennego. Ma prawo wydawania dekretów. To on także decyduje o kierunkach polityki zagranicznej. Tyle konstytucja. Jest jeszcze tradycja, społeczne przyzwolenie, jakie pozwala prezydentowi na bardzo wiele. Bo jest władzą: 30 proc. Ukraińców nadal chce, żeby na czele kraju stał wódz, który rządzi samodzielnie.

Jak z tego przywileju korzysta prezydent, to kwestia wyczucia. Janukowycz przekroczył granicę, Poroszenko obiecał, że jego prezydentura będzie inna. Nie zaszkodziła mu afera Panama papers, ale korupcja w zbrojeniówce to jak widać poważniejsza sprawa.

Jasne, że nikt z ogona tej długiej listy nie ma szansy na sukces wyborczy. To tzw. kandydaci techniczni, ich zadaniem jest rozproszenie głosów. Jak Jurij W. Tymoszenko, bezpartyjny deputowany, który dziwnym trafem zapragnął prezydentury. To samo nazwisko, takie same inicjały. W Kijowie mówi się, że to kandydat techniczny Poroszenki. Ma odebrać głosy Julii, niechby pół procent, ale to może być decydujące. Niedawno próbowano sporo zapłacić kandydatowi, żeby się wycofał. Zatrzymano dwie osoby związane z Batkiwszczyną. Tymczasem sąd zdecydował, że oboje Tymoszenko mają prawo startować. Jest też dwóch kandydatów Szewczenko, ale to mniej groźne.

Inni chcą zaistnieć w świadomości obywateli przed wyborami parlamentarnymi, które już jesienią. To taka forma kampanii wyborczej o przedłużonym terminie. Na przykład Jurij Laszko, lider Partii Radykalnej, populista, nacjonalista. Jego kampanię wspiera najbogatszy Ukrainiec Rinat Achmetow, z myślą o wyborach do Rady Najwyższej, gdzie radykałów będzie mógł używać do własnych celów. Albo Serhij Krywonos, pułkownik, żołnierz ostatniej wojny z Rosją. Są też starzy znajomi liczący na prorosyjski elektorat. Choćby Jurij Bojko, potężny minister sektora energetycznego w czasach Janukowycza. Reprezentuje Platformę Opozycyjną – Dla Życia, powstałą z pogrobowców Partii Regionów. W poprzednich wyborach zdobył 0,16 proc. poparcia. Dziś w rankingach zbiera między 8 a 10 proc. Ma względy oligarchów Wadima Rabinowycza i Serhija Lowoczkina, których internetowa Ukraińska Prawda porównała niedawno do kameleonów: nie chodzi im o zwycięstwo, lecz o pomnożenie własnych wpływów i bogactwa.

Komik na poważnie

Bojko jest liderem frakcji prorosyjskiej, kandyduje z błogosławieństwem Wiktora Medwedczuka, kuma Władimira Putina, kiedyś wszechmocnego szefa prezydenckiej administracji, lider organizacji Ukraiński Wybór. Program ugrupowania przewiduje akceptację utraty Krymu, rozwiązanie kwestii Donbasu na warunkach rosyjskich. Adresowany do rosyjskojęzycznego wyborcy ze wschodu. Putin zresztą gotów jest poprzeć każdego, kto pokona Poroszenkę.

Mimo blisko 33-proc. poparcia dla Zelenskiego w rankingach (badania Active Grup) tylko 21,2 proc. Ukraińców wierzy w jego zwycięstwo. Ma 40 lat, pochodzi z Krzywego Rogu, wielkiego ośrodka przemysłowego. Największym poparciem cieszy się na wschodzie i południu, używa najchętniej rosyjskiego, jego elektorat to głównie ludzie rozczarowani reformami. Umie komunikować się z wyborcami poprzez media, dostrzega pojedynczego człowieka. To ważne, bo aż 45 proc. chce głosować na kogoś spoza systemu. Ale ponad 28 proc. wciąż nie wie, na kogo.

Tymczasem 87 proc. deklaruje, że pójdzie na wybory. Ukraińcy tradycyjnie głosują, uważając to za obywatelski obowiązek. Poprzednie wybory rozstrzygnięto w I turze, czas był szczególny, utrata Krymu, wojna na wschodzie, rozczarowanie wobec Moskwy, a wcześniej Majdan: oczekiwano zmiany, liczył się każdy dzień, kusiła obietnica reform. Dziś ciągle 70,9 proc. uważa, że w kraju potrzebne są radykalne zmiany, a dotychczasowi liderzy zawiedli. Stąd bierze się popularność Zelenskiego, który jest przeciw wszystkim. Ciągle powtarza, że Ukrainą rządzą polityczni emeryci, którzy ugrzęźli w korupcji, a kryzys goni kryzys. Obiecuje, że Ukraina stanie się krainą spełnionych marzeń, cokolwiek miałoby to oznaczać.

Zelenski prezentuje się jako zwykły Ukrainiec, patriota. Podkreśla, że Krym należy do Ukrainy, a wojnę w Donbasie czas zakończyć, zgodnie z zapisem Memorandum Budapeszteńskiego z 1994 r., w którym cztery mocarstwa, w tym Rosja, gwarantowały nienaruszalność terytorialną Ukrainy w zamian za rezygnację z broni atomowej. To oznacza, że nie akceptuje porozumień z Mińska, które sytuację na froncie pozostawiły w zawieszeniu. Za gwaranta niepodległości kraju uważa NATO. Jego program jest dość ogólny i nie ma w nim rewolucyjnych obietnic. Może poza deklaracją wprowadzenia rozstrzygnięć w ważnych dla kraju sprawach drogą referendum, zniesienia immunitetu dla posłów i prezydenta. Obiecuje bezpardonową walkę z korupcją. A ostatnio zaproponował wybór szefów służby bezpieczeństwa i MSW w głosowaniu internetowym.

Zelenski nie ma pojęcia o gospodarce ani o rządzeniu, w politykę popadł przypadkowo. Jego ugrupowanie Sługa Narodu, nazwane tak jak telewizyjny serial, nie miało wcześniej struktur terytorialnych. Dziś próbują je tworzyć ludzie, którzy dotychczas często popierali Poroszenkę. Czy to próba ubezpieczenia się na wypadek wygranej Zelenskiego? Spora część obserwatorów uważa, że trzeba tę kandydaturę komika traktować poważnie, bo Zelenski to Trump w ukraińskim wydaniu.

On czy ona

Zelenski niemal na pewno przejdzie do II tury, 21 kwietnia. Kluczowe pytanie brzmi: kto będzie tym drugim? Tymoszenko? U dwukrotnej premier widać determinację. Jest uzależniona od polityki. Mówi się o niej „niezatapialna Julka”. Zmieniła fryzurę i styl ubierania. Choć nadal najchętniej krytykuje obecnego prezydenta i jego reformy. Właśnie oświadczyła, że podwyżki cen gazu, wprowadzone po 2014 r., są niezgodne z prawem. Jej początkowo wysokie notowania, w pewnym momencie sięgające 30 proc., zaczęły topnieć, gdy z kampanią wystartował Zelenski. Teraz zatrzymały się na 15 proc. W oczach zwolenników nie zaszkodziła jej przygoda polityczna z Micheiłem Saakaszwilim, którego wspierała wbrew Poroszence, ani wprowadzenie do polityki Sawczenko, której działalność w Radzie Najwyższej zakończyła się skandalem. Jej program niczym nie zaskakuje. Znalazł się w nim, tak jak u Zelenskiego, pomysł rozstrzygania ważnych spraw w referendum, zniesienie nietykalności posłów, sędziów i prezydenta oraz obietnice socjalne.

Tymoszenko w rozesłanym do wszystkich obywateli zobowiązaniu obiecuje pokój i że Donbas i Krym powrócą do Ukrainy, opiekę nad rodzinami żołnierzy, darmową oświatę, podniesienie średniej pensji do 3,5 tys. hrywien (nieco ponad 500 zł), dwukrotne obniżenie cen gazu, ogrzewania i ciepłej wody oraz becikowe po urodzeniu pierwszego i kolejnych dzieci. „W pięć lat stworzymy silny europejski kraj zamożnych ludzi” – przekonuje.

Jakie ma szanse w starciu z Zelenskim? Na scenie politycznej jest od dawna, a to działa na niekorzyść. Nie ma też atrakcyjnych haseł, a nowa kreacja na sprawną menedżerkę nie jest przekonująca. Ale to wytrawny gracz – błędem byłoby przekreślić jej szanse.

Na tym tle umocnił się Poroszenko. Najświeższe notowania dają prezydentowi 17,4 proc. poparcia. Jeszcze latem ub.r. miał rekordowo niskie notowania, a 70 proc. Ukraińców uważało, że kraj zmierza w złym kierunku. Przede wszystkim z powodu trudnej sytuacji gospodarczej. Wzrost PKB jest wprawdzie w pobliżu 3 proc., co udało się osiągnąć bez przemysłowego Donbasu, ale ludzi przytłaczają rosnące koszty utrzymania, niski poziom płac i emerytur. Ukraina bez pomocy międzynarodowych instytucji finansowych nie jest w stanie uporać się ze swoimi problemami.

No i wojna, wciąż niezakończona, przysparzająca kolejnych ofiar, rannych i inwalidów. Prezydent, jako jedyny z grona liczących się kandydatów, akceptuje ustalenia z Mińska w sprawie Donbasu, choć podkreśla, że Rosja ich nie wypełnia. Jednak w przekonaniu Ukraińców Mińsk jest dla nich krzywdzący, a Poroszenko nie powinien przyjmować tamtych zapisów.

Poroszenko goni

Poroszenko ma jednak w dłoni kilka atutów. To reforma i unowocześnienie armii dzięki podwojeniu wydatków na uzbrojenie. Sukcesem jest przekazanie Ukrainie przez Waszyngton rakiet przeciwpancernych oraz zapowiedź dalszej pomocy wojskowej. Po agresji Rosjan na ukraińskie statki w Cieśninie Kerczeńskiej wzrosło poparcie dla Poroszenki w Ameryce i w Europie. Prezydent wprowadził stan wojenny, zdobył dla tego projektu większość w Radzie Najwyższej, co zostało pozytywnie odebrane. Ludzie oczekiwali zdecydowania wobec Rosji. To był moment przełomowy.

Poroszenko dotrzymał słowa, nie sprawdziły się obawy, że stan wojenny spowoduje przesunięcie daty wyborów. I zaczął stopniowo się piąć. W piątą rocznicę zajęcia przez Rosję Krymu ważni politycy zachodni wydali oświadczenie popierające suwerenność Ukrainy. Ameryka już zdecydowała o nowych sankcjach wobec Moskwy. Procentuje też przyznanie przez Konstantynopol autokefalii dla Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi, co stało się przy dużym zaangażowaniu Poroszenki.

Dziś prezydent podkreśla, że to prawdziwa niepodległość Ukrainy, która po ponad trzech wiekach odcina się od wpływów Moskwy i odzyskuje wolność w sferze religii. Wśród spektakularnych sukcesów Poroszenko może też wymienić zniesienie wiz do UE oraz dobre kontakty z Niemcami, co zaprocentowało otwarciem niemieckiego rynku pracy. No i udało się przegłosować w Radzie Najwyższej prezydencki projekt zmian w konstytucji, wpisując jako narodową strategię wstąpienie do NATO i UE.

Najświeższe notowania dają obecnemu prezydentowi 16,4 proc. poparcia. Może to nie rzuca na kolana, zważywszy, że Poroszenko ma najwyższy, bo aż 50-procentowy elektorat negatywny. Jednak w jego zwycięstwo wierzy 21,7 proc. – więcej, niż zdobywa Zelenski. Prezydentowi pomagają też brukselskie klimaty, jest tam politykiem rozpoznawalnym, przewidywalnym i słuchanym. Konflikt na Morzu Azowskim dowiódł, że rosyjskie zagrożenie jest realne, a Poroszenko nie jest tylko histerycznym rusofobem.

Wszystko wskazuje, że będzie potrzebna II tura. Przez te trzy tygodnie wiele może się wydarzyć. Także Kreml uważnie śledzi ukraińską politykę i nie zrezygnuje z planów destabilizacji.

Polityka 13.2019 (3204) z dnia 26.03.2019; Świat; s. 33
Oryginalny tytuł tekstu: "Dużo goryczy, trochę nadziei"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną