Świat

Trump w Europie: transatlantycki sojusz prawicy

Melania i Donald Trump, Brigitte i Emmanuel Macron Melania i Donald Trump, Brigitte i Emmanuel Macron Ian Langsdon / Forum
Trump doskonale wykorzystał okazję. Zwłaszcza jego przemówienie we Francji było udane – hołd złożony prawie stuletnim weteranom D-Day brzmiał szczerze, prezydent, znany z respektu i fascynacji armią, zebrał za swe wystąpienie aplauz głośniejszy niż prezydent Macron.

Zakończona w czwartek podróż Donalda Trumpa do Wielkiej Brytanii, Irlandii i Francji miała pokazać, że wbrew zarzutom krytyków leży mu na sercu przyjaźń z sojusznikami z Europy Zachodniej, z rządami których nie zgadza się w wielu sprawach, jak zmiana klimatu, polityka na Bliskim Wschodzie czy wolny handel. Prezydent USA jest wciąż nielubiany w tych krajach, jego wizycie w Londynie towarzyszyły uliczne protesty, ale głównym wydarzeniem podróży były uroczystości 75. rocznicy inwazji aliantów na kontynent 6 czerwca 1944 r., zorganizowane w Portsmouth w Anglii i następnego dnia w Normandii – dobra okazja do zademonstrowania trwałości więzi transatlantyckich.

Trump doskonale ją wykorzystał. Zwłaszcza jego przemówienie we Francji było udane – hołd złożony prawie stuletnim weteranom D-Day brzmiał szczerze, prezydent, znany z respektu i fascynacji armią, zebrał za swe wystąpienie aplauz głośniejszy niż prezydent Macron, a komentatorzy telewizji CNN, zwykle wobec Trumpa uszczypliwi, tym razem obsypali go komplementami, a jeden z nich ocenił nawet, że było to najlepsze jego przemówienie.

Czytaj także: 75. rocznica D-Day w Normandii. Polski cmentarz wygląda żałośnie

Chłodniejsze stosunki między USA i Europą

Ceremonie rocznicy wydarzenia będącego najlepszym potwierdzeniem i symbolem solidarności Ameryki z Europą nie mogły przysłonić faktu, że ich główny amerykański gość jest pierwszym prezydentem USA od zakończenia II wojny światowej, który podważa zbudowany po tym kataklizmie liberalny ład międzynarodowy i swoimi wypowiedziami na temat NATO zachęca do osłabiania sojuszu.

Macronowi, który początkowo próbował uwodzić Trumpa, nie udało się zmienić go ani na jotę i francuski przywódca od dłuższego czasu nie szczędzi mu potępień za popieranie sił odśrodkowych rozsadzających Unię Europejską – prawicowo-populistycznych i nacjonalistycznych ruchów i partii. Schłodziło to stosunki między USA i Francją, krajami o tak bliskich więziach historycznych. W Anglii amerykański prezydent potwierdził swe poparcie dla brexitu, spotykając się z Nigelem Farage′em i komplementując Borisa Johnsona, najsilniejszego kandydata na premiera po rezygnacji Theresy May z kierownictwa Partii Konserwatywnej i orędownika „twardego” wyjścia UK z Unii.

Trump pokazuje, jak zwyciężać

Wizyta Trumpa w Londynie była dość niezwykłym widowiskiem. Przywódcy państw odwiedzający obcy kraj, pytani, kogo chcieliby widzieć u steru goszczącego ich kraju, zwyczajowo unikają odpowiedzi, oświadczając, że to nie ich sprawa, tylko wyborców albo miejscowych polityków. Trump jednak, jak wiadomo, łamie wszystkie, nie tylko dyplomatyczne, konwencje i indagowany, kto powinien zająć wakat po May, bez oporów wystawiał cenzurki kandydatom do sukcesji.

Najciekawsze przy tym, że torysi, w tym nawet ci, którzy poprzednio publicznie krytykowali Trumpa za demagogię i wulgaryzację polityki, kokietowali go, przyklaskiwali jego atakom na lidera Partii Pracy Jeremy′ego Corbyna oraz labourzystowskiego burmistrza Londynu Sadiqa Khana i w ogóle zdawali się przejmować jego konfrontacyjny styl w widocznym dążeniu do przypodobania się zwolennikom brexitu. Tak jakby dostrzegli w Trumpie swego politycznego mistrza, który zawładnąwszy i przekształciwszy na swoją modłę Partię Republikańską w USA, pokazał im, jak zwyciężać także w Zjednoczonym Królestwie. W każdym razie, jeżeli wizyta w Wielkiej Brytanii miała potwierdzić siłę tradycyjnego anglosaskiego, transatlantyckiego sojuszu, to była raczej demonstracją jedności partyjno-ideowej, manifestem międzynarodówki konserwatystów z obu państw przeciw lewicy, która tu i tam się radykalizuje.

Czytaj też: Za zamkniętymi drzwiami brexitu

Nadzieja na sojusz USA i UK

W Londynie Trump przekonywał brytyjskich polityków, że po wyjściu ich kraju z UE Zjednoczone Królestwo będzie mogło zawrzeć z USA korzystny dwustronny układ o wolnym handlu, który zrekompensuje ekonomiczne koszty brexitu. Jeśli dojdzie do twardego rozwodu, czyli bez porozumienia z Unią, Wielka Brytania będzie całkowicie wolna od restrykcji unijnych, co ułatwi deal jeszcze lepszy.

Prezydent obiecywał, że będzie on „fenomenalny”. W to jednak mało kto wierzy. Ekonomiści zwracają uwagę, że negocjowanie układów handlowych trwa zwykle miesiącami albo i latami, więc sfinalizowanie układu USA–UK może nie zdążyć przed wyborami w USA w 2020 r. – które Trump może przegrać. Przede wszystkim jednak przeważa opinia, że wbrew swoim podyktowanym polityką deklaracjom Trump nie będzie wcale skory do oferowania Londynowi jakichś nadzwyczajnych warunków wymiany handlowej, które kosztowałyby Amerykę zbyt dużo.

Czytaj także: Co pokazuje mocno okrojony raport Muellera

W Irlandii o brexicie

Wypowiadając się na temat brexitu w Irlandii, Trump ujawnił swoją ignorancję w tej sprawie, kiedy na wspólnym spotkaniu z jej premierem powiedział, że na granicy między republiką irlandzką a Irlandią Północną (czyli częścią UK) stoi „mur”. Tymczasem żadnego muru tam nie ma i Irlandczycy nie chcą wcale przywrócenia bardzo szczelnej granicy – co byłoby konieczne, gdyby doszło do twardego brexitu, popieranego przez Trumpa.

A „mur” na granicy grozi załamaniem się porozumienia pokojowego w Irlandii Północnej (Good Friday Agreement) z 1998 r., który zakończył krwawy konflikt sekciarski w tym kraju. Demokraci w Kongresie USA uprzedzili już Trumpa, że gdyby do tego miało dojść, może zapomnieć o ratyfikacji obiecanego po brexicie bilateralnego układu handlowego z Wielką Brytanią.

Czytaj także: Amit Bhaduri o zbliżającym się kryzysie i brexitowej walce klas

Warte przeczytania

Reklama

Czytaj także

Świat

Kontrowersyjna rolna rewolucja

Lada dzień na Ukrainie rozpocznie się rolna rewolucja. To najbardziej oczekiwana i kontrowersyjna obietnica Wołodymyra Zełenskiego.

Oleksandra Iwaniuk
25.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną