Świat

Donald Trump, wielki truciciel planety

Marsz studentów w obronie klimatu, Nowy Jork, 2019 r. Marsz studentów w obronie klimatu, Nowy Jork, 2019 r. Forum
Przyznane od początku kadencji Trumpa koncesje na wydobycie gazu i ropy mogą przynieść więcej dwutlenku węgla, niż cała Unia Europejska produkuje w ciągu roku. Prezydent USA nadal jednak uważa, że globalne ocieplenie to lewicowa propaganda.

Według najnowszego raportu amerykańskiego biura The Wilderness Society, jednej z największych na świecie fundacji zajmujących się zmianami klimatycznymi, od kiedy Donald Trump jest głównym lokatorem Białego Domu, rząd USA przeznaczył na tereny wydobycia gazu i ropy ponad 1,5 mln km kw. (wliczając wody terytorialne w Zatoce Meksykańskiej). To więcej niż jakakolwiek inna administracja w historii.

USA: gospodarka tak, ekologia nie

Gdyby wszystkie działki zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem, spowodowałoby to emisję do atmosfery nawet do 4,7 mld ton sześc. gazów, głównie dwutlenku węgla. Dla porównania: roczne zsumowane emisje wszystkich gospodarek państw członkowskich Unii Europejskiej oscylują w granicach 4 mld ton. Innymi słowy, Trump otworzył prawną autostradę do stworzenia na terenie USA gospodarczego ekwiwalentu UE, złożonego wyłącznie z przemysłu wydobywczego. I nie ma na świecie osoby czy organu, który byłby w stanie go powstrzymać.

Choć liczby te wydają się szokujące, tak naprawdę są po prostu spójną kontynuacją polityki gospodarczej i ekologicznej Trumpa. Tej ostatniej zresztą nie prowadzi w ogóle. Od inauguracji jego prezydentury w styczniu 2017 r. nieustannie udowadnia, że priorytetem jest dla niego rozwój gospodarki, rozumiany w sposób dość pokraczny i przeprowadzany za wszelką cenę, bez względu na koszty dla środowiska naturalnego. Jedną z jego pierwszych obietnic było zlikwidowanie Agencji Ochrony Środowiska (EPA), głównego organu administracyjnego zajmującego się regulacjami ekologicznymi.

Czytaj także: Jak zatrzymać katastrofę klimatyczną

Donald Trump lubi węgiel

Do pełnej eliminacji tej instytucji jeszcze na szczęście nie doszło, ale Trump skutecznie ją ubezwłasnowolnił. Przez pierwszy rok rządów na jej czele umieścił Scotta Pruitta, lobbystę z pokaźnym doświadczeniem w pracy na rzecz koncernów wydobywczych. Pruitt musiał odejść, bo w ciągu 14 miesięcy urzędowania dorobił się statusu podejrzanego w 14 niezależnych śledztwach związanych z przekroczeniem uprawnień i konfliktem interesów, ale EPA nadal zamiast chronić środowisko, służy wielkiemu biznesowi.

Następca Pruitta Andrew Wheeler należy do czołowych klimatycznych niedowiarków w rządzie. Neguje wpływ człowieka na globalne ocieplenie i stanowczo sprzeciwia się nakładaniu na przemysł jakichkolwiek limitów emisyjnych. Nieco ponad miesiąc temu stwierdził też w jednym z wywiadów, że zmiany klimatyczne „nie są zagrożeniem dla życia człowieka na Ziemi”.

Tragiczny obraz amerykańskiej polityki klimatycznej dopełnia sam Trump. Jego obsesja na punkcie zwiększenia zatrudnienia w sektorze wydobywczym i ratowania miejsc pracy w kopalniach najwyraźniej manifestowała się we frazie „czysty węgiel”, której obecny prezydent użył w kampanii kilka tysięcy razy. Trump uważa, że amerykański węgiel, o ile wydobywany w nowoczesny sposób, będzie całkowicie bezpieczny dla środowiska i utrzyma dziesiątki tysięcy miejsc pracy. Dlatego jego administracja pompuje w wydobycie ogromne pieniądze. Wykonawcą polityki Trumpa jest sekretarz ds. energii Rick Perry, który nie dalej jak dwa miesiące temu poinformował o nowych publicznych, bezzwrotnych grantach i pożyczkach dla koncernów wydobywczych na kwotę ponad 4 mld dol.

Zmiany klimatyczne wymysłem lewicy?

W ciągu dwóch i pół roku prezydentury Trump nie tylko wycofał USA z paryskiego porozumienia klimatycznego. Jak wyliczyli dziennikarze „New York Timesa”, w tym samym czasie całkowicie anulował lub rozpoczął wycofywanie aż 83 aktów prawnych mających na celu ochronę środowiska naturalnego. 49 z nich zupełnie już wymazano z porządku prawnego, w przypadku 34 procesy legislacyjne jeszcze się toczą.

W tej grupie znalazło się m.in. usunięcie obowiązku raportowania emisji metanu przez firmy wydobywające gaz ziemny i ropę, złagodzenie reżimu monitorowania i raportowania produkcji zanieczyszczeń przez przemysł ciężki, usunięcie wprowadzonego przez administrację Baracka Obamy przelicznika tzw. społecznych kosztów emisji CO2 czy ograniczenie powierzchni parków narodowych w celu powiększenia działek przeznaczonych na wydobycie paliw kopalnych.

Trump nie widzi w tym nic złego, bo zmiany klimatyczne pozostają dla niego lewicową propagandą. W konsensus naukowy nie wierzy, wskazania rządowego panelu klimatycznego ignoruje. Uważa też, że ograniczenia emisyjne są spiskiem demokratów, którzy chcą w ten sposób spowolnić gospodarkę i później sprzedać amerykańskie złoża zagranicznym podmiotom.

Czytaj także: Polskie weto nie zatrzyma Unii w odchodzeniu od węgla

Młodzi demokraci proponują Nowy Zielony Ład

U Trumpa wszystkie problemy ekonomiczne i światopoglądowe łączą się zresztą w jedną całość. Prezydent widzi bezpośredni związek między obrońcami środowiska, aktywistami walczącymi o prawa migrantów, zagranicznym kapitałem finansowym i innymi płaszczyznami polityki. Wszystkie zdominowane są przez bliżej nieokreślonych politycznych przeciwników, najpewniej mających mocodawców w Pekinie i chcących zapobiec jego planom uczynienia Ameryki znowu wielką.

Po drugiej stronie barykady stoją demokraci, zwłaszcza młodzi, ze swoim pomysłem Nowego Zielonego Ładu. Prowadzona przez wschodzącą gwiazdę lewego skrzydła opozycji Alexandrię Ocasio-Cortez grupa kongresmenów Partii Demokratycznej chce przeformatować całą sferę publiczną na bardziej ekologiczną. Nawiązujący do wielkiego planu reform z czasów prezydentury Franklina D. Roosevelta Nowy Zielony Ład miałby ograniczyć emisje i zwiększyć odsetek energii pochodzący ze źródeł odnawialnych, ale też mocno wpłynąć np. na edukację w kwestii ochrony środowiska i zmian klimatycznych.

Patrząc jednak na bieżącą strukturę polityczną i gospodarczą USA, Nowy Zielony Ład byłby problematyczny, nawet gdyby demokraci mieli pełnię władzy. Zakłada on bowiem bardzo rygorystyczną politykę nadzoru nad przemysłem, na co wielu starszych członków partii mogłoby się nie zgodzić. Głównie dlatego, że firmy wydobywcze sponsorują kandydatów po obu stronach sporu. Prawdą jest, że Trump jest wielkim trucicielem planety, ale nie jest niestety wcale pewne, że jego ewentualne odejście przyniosłoby natychmiastową i całkowitą reorientację amerykańskiej polityki klimatycznej.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną