Świat

Pokazowe procesy w Moskwie. Prawie wszyscy są „winni”

Protest w obronie Pawła Ustinowa w Moskwie Protest w obronie Pawła Ustinowa w Moskwie Sergei Karpukhin/TASS / Forum
Mimo że wybory do moskiewskiej Dumy odbyły się dwa tygodnie temu i zakończyły niepodważalnym, choć połowicznym sukcesem opozycji, echo letnich protestów wciąż jest żywe. A Rosjanie nadal wychodzą na ulice – tym razem w obronie tych, których sądy pokazowo karzą.

Przed budynkiem kancelarii prezydenta w moskiewskim Kitaj-gorodie trzeci dzień z rzędu formuje się kolejka. Stoją w niej ci, którzy w ramach jednoosobowych akcji protestu, jedynej legalnej, która nie wymaga zezwolenia, chcą wyrazić sprzeciw wobec samowoli władz czy też, jak mówią, na „proizwoł”. Mimo że podczas tegorocznych protestów w obronie uczciwych wyborów nie doszło do zamieszek, sądy i prokuratura od początku września prowadzą szereg pokazowych śledztw i spraw. Wyroki wprawiają w zdumienie obywateli i obrońców praw człowieka.

Czytaj także: Rosja ocenzuruje internet?

Bo żołnierz zwichnął sobie bark

Punktem zapalnym protestów w Moskwie w tym tygodniu był wyrok, który usłyszał 16 września 23-letni aktor Paweł Ustinow, brutalnie zatrzymany 3 sierpnia przez funkcjonariuszy Rosgwardii, formacji bezpośrednio podlegającej prezydentowi. Z zeznań świadków co prawda wynika, że Ustinow stał spokojnie przed wejściem do metra i trzymał w ręku telefon komórkowy. Potwierdza to materiał telewizji Dożd’. Sam Ustinow podkreśla, że nawet nie brał udziału w demonstracji, tylko czekał na kolegę. Rosgwardia powaliła go z zaskoczenia na beton i zakuła w kajdanki.

Ani relacje świadków, ani filmik nie powstrzymały prokuratury przed oskarżeniem aktora o zwichnięcie jednemu z żołnierzy barku i zażądania dla niego kary sześciu lat pozbawienia wolności za „zastosowanie przemocy wobec funkcjonariusza, zagrażającej jego zdrowiu i życiu”. Z wypowiedzi anonimowych lekarzy wynika, że jeśli żołnierz rzeczywiście zwichnął sobie bark, to na własne życzenie – bo szarpał Ustinowa i bił go z całych sił, co też zarejestrowała kamera. Sąd skazał aktora na trzy i pół roku kolonii karnej. Odmówił analizy filmu.

Ten niedorzeczny werdykt oburzył i tak już rozdrażnione fabrykowanymi sprawami i niesprawiedliwymi wyrokami społeczeństwo. Setki osób wyszły na ulice, ponad 12 tys. zwróciło się w listach do prokuratury z żądaniem uniewinnienia Ustinowa i pozostałych więźniów politycznych – taki status mają zgodnie z decyzją „Memoriału” figuranci „moskiewskiej sprawy” – i zamknięcia śledztwa. Reakcje na wyrok, w tym ludzi kultury innych miast i regionów, przypominają przypadek Iwana Gołunowa.

Czytaj także: Poparcie dla Putina spada jak nigdy, na ulicach tłumy

Jak napastnik stał się bohaterem Rosji

Nic więc dziwnego, że prokuratura wystąpiła o zmianę wyroku i zwolnienie Ustinowa z aresztu aż do rozprawy apelacyjnej. Wyrok skrytykowali nawet członkowie partii władzy Jedna Rosja i gen. Wiktor Zołotow, dowódca Gwardii Narodowej, określany mianem „ochroniarza Putina”. Kumulacja tych czynników doprowadziła do tego, że Ustinow w ciągu kilkudziesięciu godzin został przemianowany z „niezwykle niebezpiecznego” napastnika niemalże na ofiarę, „zbyt surowo” potraktowaną przez wymiar sprawiedliwości. I tylko rzecznik prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow, zapytany, czy nie dziwi go zmiana zdania prokuratury, odparł, że nie.

Ustinow nie jest jedyną osobą, w obronie której tysiące Rosjan podpisuje listy otwarte z żądaniem, by definitywnie zamknąć „moskiewską sprawę” i uwolnić tych, którzy już zostali skazani.

Czytaj także: Putin niczym mafijny boss?

Większość procesów kończy się skazaniem

Figurantów jest tu kilkunastu, sami mężczyźni. W Rosji to chyba jedyny przypadek dyskryminacji ze względu na płeć, który działa na korzyść kobiet – zatrzymują je, ale o wiele rzadziej sądzą. Część oskarżonych czeka od kilku tygodni na rozprawy w aresztach, niektórzy, jeśli mają „szczęście”, są w aresztach domowych. Jedno jest pewne: skoro sprawa trafiła do sądu, a sam oskarżony znajdzie się na ławie, to szansa na uniewinnienie wynosi ok. 1 proc. W Rosji większość procesów kończy się skazaniem, o czym przekonało się już kilku innych uczestników protestów.

Przykład programisty Konstantina Kotowa najwyraźniej ma zniechęcić Rosjan do udziału w demonstracjach przeciw władzy. Kotow został zatrzymany w ciągu kilku miesięcy czterokrotnie. Za każdym razem brał udział w pokojowych akcjach protestu, m.in. w obronie Gołunowa, któremu w czerwcu policja podrzuciła narkotyki. Sąd poświęcił mu zaledwie dwa dni, a następnie skazał na cztery lata kolonii karnej.

Pozostali skazani lub oskarżeni dowiedli, jak kruche jest życie i zdrowie funkcjonariuszy OMON, wojska i policji. 26-letni Danił Biegliec został skazany na dwa lata za „dotknięcie ręki” policjanta. 28-letni Kiriłł Żukow – na trzy lata, bo chciał spojrzeć w oczy zatrzymującemu go żołnierzowi Gwardii Narodowej i podniósł klapkę jego hełmu. 26-letni Ajdar Gubajdulin rzucił pustą plastikową butelką w kierunku dwóch policjantów. Butelka nie uderzyła w żadnego z nich, ale Gubajdulin został oskarżony o „zastosowanie siły fizycznej wobec funkcjonariusza”. Czeka na wyrok. W podobnej sytuacji jest kilku innych mężczyzn, którym za dotknięcie/szturchnięcie/odepchnięcie policjanta grozi od dwóch do 10 lat pozbawienia wolności.

Rosyjskie sądy nie dbają o dowody

Innych oskarża się o nawoływanie do ekstremizmu. Niektórzy oskarżani są o wszystko na raz, więc mogą zostać pozbawieni wolności nawet na kilkanaście lat. Sądy nie dbają o dowody, z których większość jest właściwie niezbita. Nie mają czasu na wysłuchanie naocznych świadków. Wszelkie sprzeciwy na sali sądowej najczęściej ucinane są kwestią: „Nie ma podstaw, by nie wierzyć policji”.

A policja jest karana zupełnie inaczej. Trzy lata więzienia musi odsiedzieć funkcjonariusz, który torturował więźnia, bił go do utraty przytomności i oblewał wrzątkiem. Trzy i pół roku – policjant, który skatował zatrzymanego na śmierć. Cztery lata – funkcjonariusz przypalający zatrzymanego papierosami, trzy – za uduszenie więźnia torebką foliową.

Jak podkreśla Ilja Jaszyn, jeden z czołowych liderów opozycji, w krajach, gdzie sądy straciły niezawisłość, człowiek nie może liczyć na to, że obronią go adwokaci, a sędzia sprawiedliwie osądzi. Może liczyć tylko na społeczeństwo, które będzie go bronić – i albo go wybroni, albo nie.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną