Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Trump szantażował Ukrainę. Są na to kolejne dowody

Donald Trump Donald Trump Forum
Skandal z naciskami Donalda Trumpa na Ukrainę, żeby pomogła mu wygrać przyszłoroczne wybory, wykracza poza słynną już rozmowę telefoniczną z ukraińskim prezydentem Wołodymyrem Zełenskim 25 lipca.

Podobnych rozmów było więcej. Biały Dom próbował ukryć dowody tego rodzaju kontaktów Trumpa z przywódcą Ukrainy i innych państw. To najnowsze rewelacje dotyczące postępowania prezydenta USA, które we wtorek skłoniły demokratów do zainicjowania procedury impeachmentu. Pochodzą one z ujawnionej w czwartek Kongresowi pisemnej skargi anonimowego „sygnalisty”, który pierwszy podniósł alarm w tej sprawie.

Według jego relacji amerykański prezydent rozmawiał z Zełenskim także 21 kwietnia, tuż po zwycięskich dla niego wyborach na Ukrainie. Już wtedy nalegał, by współpracował z Rudym Giulianim, osobistym adwokatem Trumpa. Ten jeździł do Kijowa i naciskał, by tamtejsze władze zajęły się Hunterem Bidenem, synem Joe Bidena, prawdopodobnym kandydatem demokratów do Białego Domu. Junior zasiadał w zarządzie firmy gazowej oskarżanej o korupcję. Do namawiania rządu ukraińskiego, by go ścigały – choć władze tego kraju jasno stwierdziły, że nie uczestniczył on w korupcyjnych praktykach – Trump zaangażował także swego prokuratora generalnego Williama Barra.

Trump zamierzał ukryć swoje rozmowy

Ze skargi sygnalisty – według różnych doniesień: pracownika wywiadu lub kogoś spoza służb specjalnych – dowiedzieliśmy się również, że Biały Dom za namową radców prawnych prezydenta nagranie i stenogram rozmowy zdeponował nie w serwerze komputerowym, gdzie zwyczajowo przechowuje się tego rodzaju materiały, ale w supertajnej sieci komputerowej. Czyli w wyraźnym zamiarze ukrycia tych dokumentów, jak się okazało, także przed Kongresem.

Kiedy przekazano do departamentu sprawiedliwości skargę sygnalisty, uznaną przez inspektora generalnego (kontrolera) wywiadu za „wiarygodną” i „alarmującą”, krajowy dyrektor wywiadu, czyli koordynator służb specjalnych, powinien był poinformować o niej odpowiednie komisje Kongresu. Ale tego nie zrobił.

W czwartek przed komisją ds. wywiadu Izby Reprezentantów – jedną z kilku prowadzących dochodzenie w sprawie impeachmentu – zeznawał na publicznym przesłuchaniu p.o. krajowego dyrektora wywiadu Joseph McGuire. Miał wielkie kłopoty z wytłumaczeniem, dlaczego zablokował przekazanie skargi Kongresowi. Wyjaśnił, że uczynił to zgodnie z opinią biura prawnego departamentu sprawiedliwości. W jego ocenie treść skargi nie wymagała powiadamiania legislatury, mimo że chodziło o rażące nadużycie władzy, czemu system wzajemnej kontroli władz w USA (check-and-balance) ma zapobiegać. Naciskany przez demokratycznych kongresmenów przyznał też, że zanim skonsultował się departamentem sprawiedliwości, poszedł... do Białego Domu. Inaczej mówiąc: zasięgnął opinii prawników prezydenta i prokuratora generalnego (szefa departamentu), czyli adwokatów osób, których skarga dotyczy!

Indagowany, co sądzi o treści skargi i samym stenogramie rozmowy, wzbraniał się przed wyrażeniem jakiejkolwiek opinii. Nieszczęsny McGuire tylko częściowo się zrehabilitował, oświadczając, że owszem, uważa, iż sygnalista „działał w dobrej wierze”. Nie spodoba się to Trumpowi, który zarzucił już anonimowemu demaskatorowi, że ma za nic dobro kraju.

Czytaj więcej: Decyzja o impeachmencie Trumpa jest historyczna i ryzykowna

Jak republikanie bronili prezydenta USA

Żaden z republikanów w komisji nie zgodził się z oskarżycielską linią jej demokratycznych członków. Niektórzy wygłaszali przemówienia próbujące przedstawić przesłuchania i cały impeachment jako czysto polityczną kampanię zmierzającą do pozbawienia władzy prezydenta, który nie zrobił nic złego.

W wystąpieniach tych znalazły się wszystkie elementy spinu zademonstrowanego przez Trumpa. Prezydent w środę polemizował z procedurą zmierzającą do usunięcia go z urzędu – stawiał zarzuty, że demokraci w zmowie ze sprzyjającymi im mediami fałszywie go oskarżają. Przedstawiał demagogiczne argumenty, że politycy tej partii sami wywierali presję na Ukrainę, grożąc cofnięciem pomocy przez Kongres (chociaż chodziło o presję na walkę z prawdziwą korupcją, a nie wydumaną, jak w przypadku Bidena). Próbował podważyć wiarygodność sygnalisty, przypominając, że sam nie był świadkiem rozmowy z ukraińskim prezydentem. Tyle że jej stenogram całkowicie zgadza się z treścią skargi.

Przesłuchania pokazały, jak skrajnie spolaryzowana jest scena polityczna w Waszyngtonie. Konfrontacja demokratów z Trumpem jeszcze bardziej pogłębi podziały w USA, a impeachment może zdominować zbliżającą się kampanię. Akurat tego potrzeba dziś Ameryce i światu...

Czytaj także: Wołodymyr i jego drużyna

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Pusty Kościół. To już jest krach

Ks. prof. Andrzej Kobyliński o problemie pedofilii i innych grzechach polskiego Kościoła, kryzysie powołań oraz galopującej laicyzacji młodych.

Joanna Podgórska
04.03.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną