Świat

Trump szantażował Ukrainę. Są na to kolejne dowody

Donald Trump Donald Trump Forum
Skandal z naciskami Donalda Trumpa na Ukrainę, żeby pomogła mu wygrać przyszłoroczne wybory, wykracza poza słynną już rozmowę telefoniczną z ukraińskim prezydentem Wołodymyrem Zełenskim 25 lipca.

Podobnych rozmów było więcej. Biały Dom próbował ukryć dowody tego rodzaju kontaktów Trumpa z przywódcą Ukrainy i innych państw. To najnowsze rewelacje dotyczące postępowania prezydenta USA, które we wtorek skłoniły demokratów do zainicjowania procedury impeachmentu. Pochodzą one z ujawnionej w czwartek Kongresowi pisemnej skargi anonimowego „sygnalisty”, który pierwszy podniósł alarm w tej sprawie.

Według jego relacji amerykański prezydent rozmawiał z Zełenskim także 21 kwietnia, tuż po zwycięskich dla niego wyborach na Ukrainie. Już wtedy nalegał, by współpracował z Rudym Giulianim, osobistym adwokatem Trumpa. Ten jeździł do Kijowa i naciskał, by tamtejsze władze zajęły się Hunterem Bidenem, synem Joe Bidena, prawdopodobnym kandydatem demokratów do Białego Domu. Junior zasiadał w zarządzie firmy gazowej oskarżanej o korupcję. Do namawiania rządu ukraińskiego, by go ścigały – choć władze tego kraju jasno stwierdziły, że nie uczestniczył on w korupcyjnych praktykach – Trump zaangażował także swego prokuratora generalnego Williama Barra.

Trump zamierzał ukryć swoje rozmowy

Ze skargi sygnalisty – według różnych doniesień: pracownika wywiadu lub kogoś spoza służb specjalnych – dowiedzieliśmy się również, że Biały Dom za namową radców prawnych prezydenta nagranie i stenogram rozmowy zdeponował nie w serwerze komputerowym, gdzie zwyczajowo przechowuje się tego rodzaju materiały, ale w supertajnej sieci komputerowej. Czyli w wyraźnym zamiarze ukrycia tych dokumentów, jak się okazało, także przed Kongresem.

Kiedy przekazano do departamentu sprawiedliwości skargę sygnalisty, uznaną przez inspektora generalnego (kontrolera) wywiadu za „wiarygodną” i „alarmującą”, krajowy dyrektor wywiadu, czyli koordynator służb specjalnych, powinien był poinformować o niej odpowiednie komisje Kongresu. Ale tego nie zrobił.

W czwartek przed komisją ds. wywiadu Izby Reprezentantów – jedną z kilku prowadzących dochodzenie w sprawie impeachmentu – zeznawał na publicznym przesłuchaniu p.o. krajowego dyrektora wywiadu Joseph McGuire. Miał wielkie kłopoty z wytłumaczeniem, dlaczego zablokował przekazanie skargi Kongresowi. Wyjaśnił, że uczynił to zgodnie z opinią biura prawnego departamentu sprawiedliwości. W jego ocenie treść skargi nie wymagała powiadamiania legislatury, mimo że chodziło o rażące nadużycie władzy, czemu system wzajemnej kontroli władz w USA (check-and-balance) ma zapobiegać. Naciskany przez demokratycznych kongresmenów przyznał też, że zanim skonsultował się departamentem sprawiedliwości, poszedł... do Białego Domu. Inaczej mówiąc: zasięgnął opinii prawników prezydenta i prokuratora generalnego (szefa departamentu), czyli adwokatów osób, których skarga dotyczy!

Indagowany, co sądzi o treści skargi i samym stenogramie rozmowy, wzbraniał się przed wyrażeniem jakiejkolwiek opinii. Nieszczęsny McGuire tylko częściowo się zrehabilitował, oświadczając, że owszem, uważa, iż sygnalista „działał w dobrej wierze”. Nie spodoba się to Trumpowi, który zarzucił już anonimowemu demaskatorowi, że ma za nic dobro kraju.

Czytaj więcej: Decyzja o impeachmencie Trumpa jest historyczna i ryzykowna

Jak republikanie bronili prezydenta USA

Żaden z republikanów w komisji nie zgodził się z oskarżycielską linią jej demokratycznych członków. Niektórzy wygłaszali przemówienia próbujące przedstawić przesłuchania i cały impeachment jako czysto polityczną kampanię zmierzającą do pozbawienia władzy prezydenta, który nie zrobił nic złego.

W wystąpieniach tych znalazły się wszystkie elementy spinu zademonstrowanego przez Trumpa. Prezydent w środę polemizował z procedurą zmierzającą do usunięcia go z urzędu – stawiał zarzuty, że demokraci w zmowie ze sprzyjającymi im mediami fałszywie go oskarżają. Przedstawiał demagogiczne argumenty, że politycy tej partii sami wywierali presję na Ukrainę, grożąc cofnięciem pomocy przez Kongres (chociaż chodziło o presję na walkę z prawdziwą korupcją, a nie wydumaną, jak w przypadku Bidena). Próbował podważyć wiarygodność sygnalisty, przypominając, że sam nie był świadkiem rozmowy z ukraińskim prezydentem. Tyle że jej stenogram całkowicie zgadza się z treścią skargi.

Przesłuchania pokazały, jak skrajnie spolaryzowana jest scena polityczna w Waszyngtonie. Konfrontacja demokratów z Trumpem jeszcze bardziej pogłębi podziały w USA, a impeachment może zdominować zbliżającą się kampanię. Akurat tego potrzeba dziś Ameryce i światu...

Czytaj także: Wołodymyr i jego drużyna

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną