Świat

Para gejów uciekła z Rosji, bo ludzie Putina chcieli zabrać im dzieci

Władimir Putin Władimir Putin Vyacheslav Prokofyev/TASS / Forum
Para gejów wychowywała dwóch adoptowanych synów. Prawo tego nie broni, ale w sprawę zaangażowała się pełnomocniczka Władimira Putina, nalegając, aby odebrać dzieci ojcom i umieścić je znów w domu dziecka. Przysłużyły się też prorządowe media.

Codzienność osób LGBTQ w Rosji trudno porównać do tego, z czym muszą się mierzyć m.in. czeczeńscy geje i lesbijki. Nikt ich nie prześladuje, nie wtrąca do więzień czy obozów, nie zabija z powodu orientacji, a Władimir Putin, pytany o stosunek do osób nieheteroseksualnych, podkreśla, że „nic do nich nie ma”, a wręcz ma je wśród znajomych (co w przypadku Ramzana Kadyrowa byłoby nie do pomyślenia).

W miastach takich jak Moskwa czy Petersburg nikogo specjalnie nie dziwi widok osób tej samej płci trzymających się za ręce. Próba wprowadzenia ustawy zakazującej osobom homoseksualnym okazywania uczuć została w 2015 r. odrzucona. Ostatnie sondaże Centrum Lewady wskazują zaś, że niemal połowa obywateli opowiada się za równouprawnieniem dla osób o „nietradycyjnej”, jak się tutaj mówi, orientacji. Mimo to osoby LGBTQ, jeśli wychodzą poza znajome środowisko i domagają się praw, często zmuszone są do emigracji lub – w skrajnych przypadkach – do występowania o azyl.

Czytaj także: Obóz koncentracyjny dla homoseksualnych mężczyzn

Adopcja dzieci w Rosji? Formalność

Latem 2009 r. Andriej Waganow, menedżer i wykładowca, zdecydował się na adopcję. Trudna, czasochłonna i żmudna w Europie i USA procedura w Rosji okazała się formalnością. Kandydata na rodzica wykluczają nieuleczalna choroba, brak domu lub mieszkania, brak pracy, karalność, negatywny wynik testów psychologicznych. Zebranie niezbędnych dokumentów zajęło więc mężczyźnie niespełna miesiąc. Opieki społecznej nie interesowało, że nie jest żonaty i będzie wychowywał dziecko sam. Już w rozmowach z urzędnikami i psychologami stało się jasne, że jest osobą homoseksualną, choć – jak mówił Waganow w wywiadzie dla Meduzy – pytanie o jego orientację nigdy nie padło.

Tak Andriej stał się ojcem kilkuletniego Denisa. Po dwóch latach w domu pojawił się jeszcze drugi przybrany syn – Jura. Obaj pochodzili z rodzin dysfunkcyjnych, doświadczali przemocy tak fizycznej, jak psychicznej, a poziom ich rozwoju nie odpowiadał temu, jaki powinny osiągnąć dzieci w ich wieku.

W domu Waganowa i jego męża Żeni Jerofiejewa chłopcy byli zadbani i bezpieczni, a przede wszystkim kochani, co podkreślali kuratorzy i urzędnicy opieki społecznej. Denis i Jura chodzili na dodatkowe zajęcia, leczyli traumy u psychologów, trzy razy w roku wyjeżdżali z rodzicami na wakacje za granicę. Uczyli się, że rodzina może być różna – dzieci wychowują mama i tata, ale też mama i babcia, samotna mama, samotny tata, dwóch ojców czy dwie matki.

Czytaj także: Jaka rodzina jest normalna

Postępowanie w sprawie dwóch ojców

Przez 10 lat nikt się nie interesował, czy i w jakim związku jest Waganow ani dlaczego w teczkach chłopców, założonych przez opiekę społeczną, znalazło się oświadczenie notarialne, zgodnie z którym w przypadku śmierci Andrieja dzieci miały przejść pod opiekę Żeni.

Problemy zaczęły się latem tego roku, kiedy Jura trafił do szpitala z podejrzeniem zapalenia wyrostka, które okazało się niestrawnością. Lekarze dowiedzieli się, że chłopiec ma dwóch „ojców”. Zawiadomiono komitet śledczy i wszczęto postępowanie przeciw opiece społecznej. Chłopcy mieli zostać rodzicom odebrani i ponownie umieszczeni w domu dziecka. Okazało się, że nalegała na to Anna Kuzniecowa, pełnomocniczka prezydenta ds. praw dziecka, która dzięki swoim wpływom łatwo wywarła nacisk na przełożonego komitetu śledczego. Kuzniecowa znana jest poza tym z homofobicznych wypowiedzi – podkreśla, że obrona praw osób homoseksualnych nie leży w interesie państwa. Warto też dodać, że dyrektorem szpitala jest Leonid Roszal, „nienawidzący gejów” profesor medycyny.

Uciekli z dziećmi, są oskarżeni o porwanie

Tuż po wypisaniu Jury ze szpitala sprawdzano, czy dzieci nie są wykorzystywane seksualnie. Mimo że śledztwo nie wykazało jakichkolwiek nieprawidłowości, rodzina Waganowa szybko zrozumiała, że sprawa nie może skończyć się dobrze. Po kolejnych przesłuchaniach, niespodziewanych rewizjach i coraz bardziej upokarzających badaniach wskazujących, że jedyną „wadą” rodziny jest homoseksualność ojców, mężczyźni otrzymali zawiadomienie o konieczności umieszczenia dzieci w ośrodku wychowawczym. Zaznaczono, że jeśli rodzice nie oddadzą dzieci dobrowolnie, opieka społeczna odbierze im dzieci, a oni zostaną objęci zakazem widzenia.

Za radą adwokata cała rodzina spakowała się i wyjechała za granicę. W prorządowych mediach politycy i eksperci głosili zaś, że dzieci trzeba odszukać i zabrać, bo mężczyźni „propagują nietradycyjne wartości”.

We wrześniu rodzina trafiła do USA, gdzie ubiega się o azyl. Do Rosji nie może wrócić – Andriejowi i Żeni grozi sprawa karna (także w związku z „porwaniem dzieci”), a chłopcom przeniesienie do domu dziecka.

Czytaj także: Najgłośniejsze kampanie na rzecz osób homoseksualnych

Władze pozwalają na dyskryminację LGBT

Zgodnie z prawem adopcja dzieci przez LGBT nie jest zabroniona. Rodzicem może zostać osoba nieżonata/niezamężna. Dzieci są czasem adoptowane przez jednego z partnerów, a opieka społeczna, podobnie jak w przypadku Andrieja i Żeni, nie docieka, z kim i czy w ogóle jest w związku. Przez lata dotyczyło to także adopcji zagranicznych. Ale w 2014 r. Dmitrij Miedwiediew podpisał ustawę o zakazie adopcji dzieci przez osoby z krajów, w których związki osób homoseksualnych są formalizowane. Do tego na wniosek „jedinorossa” Aleksieja Żurawliowa w 2013 r. próbowano wprowadzić ustawę o obowiązkowym odbieraniu dzieci osobom LGBT. Żurawliow wycofał się z tej propozycji.

Decyzja komitetu śledczego w sprawie dzieci Andrieja i Żeni była więc umotywowana tylko absurdalnym przepisem z 2013 r., nazywanym „zakazem gejowskiej propagandy”. To tak naprawdę poprawiona ustawa o „Ochronie dzieci przed informacjami szkodliwymi dla zdrowia”. Osoby poniżej 16. roku życia nie mają dostępu do wiadomości, które podważałyby rolę i wagę tzw. tradycyjnych wartości rodzinnych.

W kodeksie administracyjnym pojawił się też niedorzeczny zapis o obowiązkowej karze grzywny dla każdego, kto popełni wykroczenie, „propagując” i rozpowszechniając informacje, które mogłyby wpłynąć na „wytworzenie się w osobach niepełnoletnich nietradycyjnych seksualnych wzorców”. Według władz orientację seksualną można w sobie najwyraźniej wykształcić. W efekcie mandat w Rosji grozi każdemu, kto poda jakąkolwiek informację na temat społeczności LGBTQ. Przekonali się o tym wielokrotnie obrońcy praw człowieka, w tym Jelena Klimowa, założycielka grupy wsparcia psychicznego dla nastolatków LGBTQ Dzieci – 404.

Władza, przyjmując przepisy przedstawiające mniejszości jako grupę, która ma się czego wstydzić, daje obywatelom zielone światło i pozwala na dyskryminację. To zaś prowadzi do jeszcze silniejszej polaryzacji, a przede wszystkim do legitymizacji nienawiści.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną