Świat

Sanna Marin najmłodszą premierką świata. Jak to się ma do polskiej polityki?

Sanna Marin właśnie zostaje najmłodszą premierką na świecie. Sanna Marin właśnie zostaje najmłodszą premierką na świecie. Jukka-Pekka Flander/SDP/Demarit / Flickr CC by 2.0
Dlaczego media na całym świecie ekscytują się młodym wiekiem fińskiej szefowej rządu?

Fińska polityka znów zaskakuje. Przynajmniej tych, którzy przyzwyczaili się, że kierownicze stanowiska w sferze spraw publicznych zajmować powinni jedynie mężczyźni, najlepiej z generacji 50 lub 60+. Wariant biegunowo odmienny przetestuje teraz piątka pań. Stoją na czele ugrupowań tworzących centrolewicową koalicję rządową, cztery z nich nie obchodziły jeszcze 35. urodzin. Są lub za chwilę będą ministrami finansów, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i edukacji, a jedna właśnie została premierką czy – jak kto woli – premierem.

Najmłodsza premierka świata

O Sannie Marin zrobiło się głośno z racji jej wieku (mając 34 lata, staje się najmłodszą szefową rządu i w historii kraju, i obecnie na świecie), ze względu na płeć (aktualnie rządom szefuje kilkanaście przywódczyń) oraz dlatego, że została wychowana przez matkę i jej partnerkę. Na dodatek jako pierwsza w swojej rodzinie skończyła studia uniwersyteckie. Przez ostatnie miesiące pozostawała ministrą transportu i komunikacji, a stanowisko premierki obejmuje dlatego, że nie poradził sobie w tej roli jej poprzednik – mężczyzna.

Fakt, że objęcie urzędu przez Sannę Marin budzi pewną ekscytację, pokazuje, jak bardzo wiele czynników może wykluczać z polityki. Gdy prezydentem Ukrainy zostawał Wołodymyr Zełenski, powtórzyliśmy w „Polityce” naszą tezę sprzed lat, że bardziej od kobiet wykluczeni są m.in. komicy. Obserwacja pozostaje w mocy. Tak samo oczywistością jest, że nawet w najbardziej liberalnych i otwartych demokracjach dostęp do najwyższych szarż zwłaszcza w egzekutywie zamknięty jest powszechnie dla osób młodych, niezależnie od płci. Do tego stopnia, że sensacją staje się każdy premier poniżej czterdziestki. A m.in. z zaczynającej się niemrawo kampanii prezydenckiej w Polsce i po dwóch tegorocznych kampaniach widać, że z góry przekreślani bywają kandydaci, którzy nie mają błogosławieństwa przywódców wielkich partii albo przychodzą do polityki z innych rewirów niż partie.

Polityka nie tylko dla mężczyzn

Poważny niepokój zarówno samych działaczy partyjnych, jak i tzw. komentatorów życia politycznego budzą z reguły kandydaci spoza tradycyjnych ugrupowań. Z góry skreślono Roberta Biedronia, teraz podobny los szykowany jest Szymonowi Hołowni, energicznie krytykowanemu za to, że odważył się włączyć do rywalizacji jako kandydat obywatelski. Co budzi pytania o to, „kto za nim stoi”. Zarzuca się Hołowni np. brak doświadczenia w polityce i w ogóle stawia ostrzejsze kryteria oceny niż kandydatom wystawianym z klucza partyjnego.

Tymczasem w demokracjach nigdzie, a już na pewno nie w konstytucjach, nie jest napisane, że polityka zarezerwowana jest tylko dla starszych facetów i wyjątkowo dla kobiet, o ile zostaną wcześniej jakoś zweryfikowane, najlepiej długim partyjnym stażem i poparte przez kolegów działaczy. Postępy Sanny Marin, wielu polityczek i polityków z jej pokolenia pokazują, że wcale tak być nie musi. Co pozwala żywić nadzieję na rozruszanie życia politycznego Zachodu.

Czytaj także: Polityka to nie jest odpowiednie pole kariery dla kobiety?

Szklany sufit w Finlandii też istnieje

I jeszcze jedno. Co prawda Finlandia bije wiele społeczeństw na głowę pod względem uprawnienia płci (miała prezydentkę, premierki i przewodniczące parlamentu), także w zwykłym codziennym życiu kobiety bywają bardziej przebojowe od mężczyzn, ale nie przekłada się to na przebicie szklanego sufitu w jeszcze jednym miejscu, gdy chodzi o prawdziwą władzę: w biznesie.

Paradoks w tym, że państwa Europy Północnej, owszem, otwierają zestawienia równości płci i polityczki sięgają tam po najwyższe stanowiska, ale kobietom wciąż nie udaje się przejąć sterów w przedsiębiorstwach. Odsetek kobiet w kadrze zarządzającej w firmach jest w Skandynawii niższy niż w Stanach Zjednoczonych, gdzie na listach 45 dotychczasowych prezydentów i 48 wiceprezydentów figurują sami mężczyźni.

Czytaj także: Czy płeć ma znaczenie?

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną