Świat

Impeachment: były doradca Trumpa może go teraz pogrążyć

John Bolton, były doradca prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton, były doradca prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego Kevin Lamarque/REUTERS / Forum
Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton zapowiedział, że stawi się w Senacie, jeśli zostanie wezwany. Rewelacje, jakie ma do zakomunikowania, porównuje się do ujawnienia w aferze Watergate, że Richard Nixon kłamał.

Od początku „procesu” Donalda Trumpa w Senacie było wiadomo, że tylko wystąpienie nowych świadków mogłoby ożywić to nieco nudnawe widowisko i wzmocnić argumenty za usunięciem go z urzędu. Kontrolujący procedurę republikanie nie zgodzili się na to, więc sprawa zdawała się przesądzona. Tymczasem jak podał „New York Times”, były doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton w przygotowanej do druku książce nieco ujawnił. Latem ubiegłego roku Trump bez ogródek powiedział mu, że odmrożenie pomocy wojskowej dla Ukrainy nastąpi dopiero, gdy Wołodymyr Zełenski ogłosi śledztwo w sprawie „korupcji” Joego Bidena.

Wywieranie tego rodzaju presji na przywódcę zaprzyjaźnionego państwa to podstawa pierwszego artykułu impeachmentu, czyli zarzutu o nadużycie władzy dla prywatnej korzyści. Rewelacje „NYT” porównano do słynnego smoking gun w czasie afery Watergate, czyli ujawnienia, że Nixon kłamał na temat taśmy z rozmów w Białym Domu – dowodów nielegalnych praktyk w walce z oponentami.

Czytaj też: Adam Schiff – oskarżyciel prezydenta

Świadkowie koronni w sprawie Trumpa

John Bolton, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego (NSC), byłby świadkiem koronnym – podobnie jak p.o. szefa kancelarii prezydenckiej Mick Mulvaney, sekretarz stanu Mike Pompeo i sekretarz ds. energetyki Rick Perry, którzy uczestniczyli w szantażowaniu Zełenskiego i jako najbliżsi współpracownicy Trumpa słyszeli z jego ust, co zamierza. Ich zeznania miałyby większą wagę niż świadków oskarżenia przesłuchiwanych w komisji ds. wywiadu Izby Reprezentantów – urzędników Białego Domu i dyplomatów średniego szczebla. Dlatego obrońcy Trumpa argumentowali, że zarzuty oparte są na „pogłoskach i informacjach z drugiej ręki”.

Prowadzący przesłuchania demokraci wezwali Boltona i pozostałe grube ryby, aby powiedzieli, co wiedzą. Ci odmówili albo Biały Dom wprost oświadczył, że na to nie pozwala. Demokraci nie próbowali zmusić ich do zeznań, odwołując się do sądu, w obawie, że przeciągnie to procedurę impeachmentu o wiele tygodni lub miesięcy.

Bolton już w czasie przesłuchań w komisjach sygnalizował, że rozważa wystąpienie w roli świadka, a bezpośrednio przed procesem w Senacie oznajmił, że stawi się, jeśli zostanie wezwany. Podobno kiedy Bolton dowiedział się, że Trump razem z prywatnym adwokatem Rudym Giulianim naciskają na Zełenskiego, porównał te zabiegi do handlu narkotykami i oświadczył, że nie chce mieć z tym nic wspólnego. Konflikt na tym tle mógł być jednym z powodów jego odejścia z Białego Domu. Sam Bolton nazywa je „rezygnacją”, chociaż Trump twierdzi, że go po prostu zwolnił.

Czytaj także: To Giuliani doprowadzi do upadku Trumpa

John Bolton w opozycji

Bolton w roli opozycji wobec Trumpa to swego rodzaju sensacja. Konserwatywny republikanin, wytrawny ekspert w sprawach międzynarodowych, były ambasador przy ONZ, z reputacją skrajnego jastrzębia, popierający najbardziej ryzykowne zbrojne akcje USA, jak bombardowanie Iranu. Znany także jako orędownik silnej prezydentury, niechętny instytucji impeachmentu. Obrońcy Trumpa znaleźli już wytłumaczenie jego sprzeciwu wobec ukraińskiej intrygi prezydenta: odgrywa się za usunięcie z Białego Domu i chce lepiej sprzedać książkę. Ale Bolton dostał już 2 mln dol. zaliczki i nie musi zmyślać, żeby zainteresować czytelników.

W rzeczywistości, jak większość ekspertów ds. polityki zagranicznej w Waszyngtonie, jest zwolennikiem twardego kursu wobec Rosji po jej agresji na Ukrainie, sprzeciwiającym się niepotrzebnym ustępstwom na rzecz Putina i zaniepokojony osłabianiem NATO przez Trumpa. Jak zauważył w „NYT” były wysoki urzędnik NSC Jonathan Stevenson, Bolton – jako typowy członek waszyngtońskiego establishmentu – żywi głęboki szacunek dla profesjonalizmu dyplomacji i instytucji amerykańskiej demokracji, podważanych stale przez prezydenta. Jego postawę Stevenson nazywa – jakkolwiek patetycznie czy naiwnie by to brzmiało – patriotyzmem.

Czy Senat powoła Boltona na świadka?

Zapowiadane przez nowojorski dziennik rewelacje Boltona wywołały burzę w Senacie w czasie procesu. Do podjęcia decyzji o powołaniu świadków potrzeba zwykłej większości, co oznacza, że wobec przewagi republikanów nad demokratami w wyższej izbie Kongresu w relacji 53–47 wystarczy, że poprze ją czworo senatorów republikańskich. Dotychczas skłaniało się ku temu tylko dwoje: Mitt Romney i Susan Collins. Wahała się jeszcze Lisa Murkowski.

Po ujawnieniu, co ma do powiedzenia były doradca Trumpa, z Senatu doszły wieści, że za wezwaniem świadków może się opowiedzieć więcej osób. W pierwszej kolejności Lamar Alexander, który sygnalizował to wcześniej i wybiera się na emeryturę. W stanach, gdzie Partia Republikańska idzie z demokratami łeb w łeb, głosowanie za procedurą procesu urągającą normom sprawiedliwości i blokowanie świadków może dużo kosztować. Według sondaży zdecydowana większość (60–70 proc.) uważa, że świadkowie powinni zostać powołani.

Czytaj też: Jak wygląda procedura impeachmentu w USA?

Nasi świadkowie za waszych

Zadecydują głosowania pod koniec tygodnia, po rozpoczętej w czwartek sesji pytań senatorów do obu stron procesu. Lider republikańskiej większości Mitch McConnell powiedział we wtorek, że nie ma dość głosów, by nie dopuścić do wezwania świadków. Ale, dodał, z czasem może przekonać niezdecydowanych, by taki manewr zablokowali.

Obrońcy Trumpa wykonali już ruch prewencyjny, próbując zdyskredytować ewentualne zeznania Boltona. Alan Dershovitz oświadczył, że cokolwiek były doradca powie, nie będzie miało znaczenia, bo jeśli nawet prezydent zrobił, co mu się zarzuca, nie jest to „nadużycie władzy” ani czyn kwalifikujący się do impeachmentu. Niektórzy republikańscy senatorowie zaproponowali oskarżycielom deal: wasi świadkowie za naszych. Naszych, to znaczy Joe Biden i jego syn Hunter. Ten ostatni był zatrudniony w ukraińskiej firmie Burisma, kiedy jego ojciec był wiceprezydentem, co narusza reguły przeciw konfliktowi interesów. Ale nie ma żadnych dowodów, by Hunter w jakikolwiek sposób uczestniczył w korupcyjnych praktykach. Demokraci opierają się więc ze zgodą na tego rodzaju wymianę. Niezależnie od tego, jak dęte są zarzuty „korupcji Bidenów”, na pewno wolą uniknąć pojawienia się byłego wiceprezydenta w roli świadka w Senacie.

Trump chce krótkiego procesu

Nie wiadomo, jak skończy się spór o świadków. Jest jasne, że nawet jeśli demokratom uda się przeforsować ich wezwanie i dodatkowo obciążą prezydenta, na pewno nie przekonają ponad 20 republikańskich senatorów, by głosowali za usunięciem prezydenta z urzędu. GOP twardo go broni. Ale przeciągnięcie procesu miałoby trudne do przewidzenia konsekwencje. 4 lutego Trump wygłosi doroczne orędzie o stanie państwa. Wydarzenie to wzmacnia zwykle, przynajmniej na pewien czas, notowania prezydenta. Czy Trump może na to liczyć, jeśli proces nadal będzie się wlókł? Amerykanie poznają też jeszcze więcej szczegółów ukraińskiego „drug dealu”.

Byłaby to sytuacja bezprecedensowa w dziejach USA. A za dziewięć miesięcy odbędą się wybory. Trump ma ostatnio dobrą passę (układy handlowe, pomyślny przebieg konfliktu z Iranem), ale chciałby, żeby impeachment skończył się jak najprędzej.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Emeryci na psychotropach

Potrafią wyłudzać recepty, tłumaczyć, że od leków, które nie uzależniają, mają alergię. I dlatego muszą brać psychotropy. A psychiatrzy przyznają: rekordziści potrafią brać je przez kilka lat.

Katarzyna Kaczorowska
26.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną