Świat

Buttigieg rezygnuje, Biden zyskuje. Kto powalczy z Trumpem?

Pete Buttigieg wycofał się z wyścigu o nominację Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich. Pete Buttigieg wycofał się z wyścigu o nominację Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich. Chuck Kennedy/PFA / Flickr CC by SA
Pete Buttigieg, którego doskonałe wyniki w pierwszych demokratycznych prawyborach były sensacją, wycofał się z wyścigu. Dobre wrażenie nie wystarczy?

Pete Buttigieg, burmistrz South Bend w stanie Indiana, pierwszy jawny gej kandydujący na prezydenta USA, w niedzielę wieczorem wycofał się z wyścigu. Jego doskonałe wyniki w pierwszych demokratycznych prawyborach były sensacją. Po zdecydowanej porażce w Karolinie Południowej 38-letni „mayor Pete”, jak go nazywają media, uznał, że nie ma praktycznie szans na nominację, mimo że po pierwszych rundach był trzeci pod względem liczby zdobytych delegatów na krajową konwencję, która w czerwcu wyznaczy kandydata do Białego Domu.

Czytaj też: Czy Donald Trump ma z kim przegrać?

Kto nie lubi Pete′a Buttigiega

Buttigieg niespodziewanie wygrał w Iowa i zajął drugie miejsce w New Hampshire, imponując świetnymi występami w telewizyjnych debatach. Pokazał się jako polityk z charyzmą, inteligentny, mimo młodego wieku „prezydencki” i potrafiący znakomicie argumentować. Robił najlepsze wrażenie spośród kandydatów reprezentujących partyjne centrum, umiarkowanych demokratów popieranych przez establishment, jak były wiceprezydent Joe Biden i senator Amy Klobuchar. „Burmistrz Piotruś” nie cieszył się jednak sympatią Latynosów i Afroamerykanów. Nie miało to większego znaczenia w stanach, gdzie przedstawiciele tych grup etnicznych są bardzo nieliczni. Ale na Południu poparcie latynoskich i zwłaszcza czarnych wyborców praktycznie decyduje o wyniku demokratycznych prawyborów.

Afroamerykanie mają pretensje do Buttigiega, że ich zdaniem niezbyt energicznie walczył z rasizmem w policji w swoim mieście. Nie to jednak było prawdopodobnie czynnikiem decydującym. Zwłaszcza że złagodzili ostatnio podobne zastrzeżenia pod adresem Michaela Bloomberga, byłego burmistrza Nowego Jorku, którego politykę „stop-and-frisk” (wyrywkowego zatrzymywania i rewidowania podejrzanych na ulicach) uważali za rasistowską. Wielu z nich popiera Bloomberga jako polityka z większymi szansami na pokonanie Trumpa niż obecny lider wyścigu do nominacji – lewicowy senator Bernie Sanders.

Buttigieg ma w ich oczach jeszcze inny mankament – przeszkadza im jego orientacja seksualna. Homofobia w afroamerykańskiej społeczności jest silniejsza niż wśród głosujących na demokratów białych liberałów. Wpływowe w kształtowaniu świadomości afroamerykańskie Kościoły często stanowczo potępiają homoseksualizm.

Biden ma szansę się wzmocnić

Wycofanie się Buttigiega powinno pomóc Joemu Bidenowi. Wyborcy burmistrza Pete′a popierali podobną centrową platformę co zwolennicy byłego wiceprezydenta i mogą teraz przerzucić głosy na niego. Zwiększa to nadzieje Bidena na odrobienie dystansu do Sandersa w prawyborach w 14 stanach, w tym największych, jak Kalifornia i Teksas (tzw. superwtorek). Stratedzy w Partii Demokratycznej od dłuższego czasu sugerują kandydatom z umiarkowanego centrum (prócz byłego wiceprezydenta na placu pozostała Klobuchar), aby się wycofali i zrobili miejsce dla bardziej „wybieralnego” Bidena.

Buttigieg zajmował wysoką pozycję po pierwszych rundach prawyborów, więc nie musiał się tak prędko poddawać. Jego rezygnacja wzbudziła nawet spekulacje, że podjął tę decyzję, bo ktoś inny (Biden?) obiecał mu coś w zamian, np. stanowisko w przyszłym prezydenckim gabinecie. Zakulisowe manewry tego rodzaju nie są w USA czymś niezwykłym.

Jedno jest pewne – Buttigieg wycofał się w ładny sposób, realistycznie oceniając swoje szanse, i na pewno nie kończy to jego kariery politycznej. Przeciwnie, wyrósł na gwiazdę demokratów i za cztery lata albo później prawdopodobnie usłyszymy o nim znowu jako kandydacie do Białego Domu. South Bend, którym kierował, to średniej wielkości miasto (100 tys. mieszkańców), ale „mayor Pete” będzie teraz obecny na krajowej scenie. Może jako kongresmen, może senator albo gubernator swojego stanu. Z czasem jego orientacja seksualna przestanie być dla Amerykanów problemem przy ubieganiu się o najwyższy urząd, tak jak nie okazał się przeszkodą kolor skóry Baracka Obamy, a kiedyś katolicyzm J.F. Kennedy′ego. W Ameryce rozbijane są kolejne szklane sufity.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Sarmata, hipis, mundurowy? Polskie wzorce męskości

Dr hab. Wojciech Śmieja o tym, jak ukształtował się osobliwy, polski wzorzec tak zwanego prawdziwego mężczyzny.

Ewa Wilk
30.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną