Świat

Duńskie dzieci wróciły do szkół. Jest się czym inspirować

W Danii ponownie otwarto szkoły. W Danii ponownie otwarto szkoły. Philip Davali/Ritzau Scanpix via AP / EAST NEWS
Duńczycy byli początkowo przeciwni planom otwarcia szkół. Po pierwszych 10 dniach debata publiczna dotyczy głównie tego, kiedy można by w nich przyjąć pozostałych uczniów.

Nieoficjalne na razie zapowiedzi uruchomienia instytucjonalnej opieki nad dziećmi w Polsce budzą silne kontrowersje. Wypatrują tego rodzice, którzy nie kwalifikują się do zasiłku opiekuńczego, a także ci, którzy mogą pracować zdalnie jedynie teoretycznie, bo w praktyce trudno im temu podołać.

Jest także druga grupa rodziców, którzy szczególnie obawiają się zakażenia koronawirusem. Ci zarzucają władzy, że troskę o budżet przedkłada nad zdrowie dzieci i tylko wypatruje okazji, aby wpuścić je do placówek, likwidując uzasadnienie dla wypłacania zasiłków. Według ogłoszonej w piątek decyzji szefa MEN szkoły i przedszkola mają pozostać zamknięte do 24 maja. Przekazując tę informację, minister Dariusz Piontkowski wspomniał (dość ogólnie i niejasno) o planowanym częściowym przywracaniu funkcji opiekuńczej placówek. Wcześniej pojawiały się doniesienia, że w pierwszej kolejności miałyby wracać do nich najmłodsze dzieci. W sobotę 25 kwietnia pojawiło się zresztą rozporządzenie minister rodziny, pracy i polityki społecznej, w myśl którego żłobki pozostają zamknięte (na razie?) jedynie do 3 maja. Rozważaniom towarzyszą pytania, jak taki powrót mógłby być zorganizowany.

Nauczanie przez internet to prowizorka

Za podpowiedź może posłużyć przykład Danii, która jako jeden z pierwszych krajów w Europie od 15 kwietnia zaczęła uruchamiać szkoły i przedszkola. Wcześniejszy scenariusz duński był podobny do polskiego: 12 marca władze zawiesiły zajęcia na wszystkich szczeblach kształcenia, łącznie z uczelniami wyższymi. Początkowo na dwa tygodnie, a następnie na kolejne trzy. – Przez ten czas uczniowie mieli realizować program nauczania w trakcie zajęć przez internet. Prawdę powiedziawszy, była to jednak prowizorka – zauważa Tyson W. Lyall, który pisze o oświacie w „Altinget”, najważniejszym duńskim serwisie politycznym. – W tej chwili otwarte są u nas przedszkola, szkoła podstawowa od zerówki do piątej klasy, a także szkoły średnie dla uczniów, którzy kończą w tym roku naukę (18–20 lat), oraz ostatnie klasy szkół zawodowych – wymienia.

Uruchomienie placówek było poprzedzone przygotowaniem długiej listy rekomendacji ze strony władz, co z kolei oznaczało dużą dodatkową pracę dla dyrektorów. Wprowadzono m.in. zasadę, że uczniowie nie powinni zaczynać zajęć o tej samej godzinie w komplecie. Na cały dzień trzeba było też rozplanować przerwy obiadowe. Zalecane jest prowadzenie lekcji na świeżym powietrzu, gdy tylko to możliwe: – Ale na zajęciach WF nie należy wykonywać ćwiczeń i gier wymagających bezpośredniego fizycznego kontaktu, np. w parach – opowiada Lyall. Oczywiście zaleca się też unikanie dotyku w formie uścisków dłoni czy przytulania.

Mniej liczne klasy, dezynfekcja

Według zaleceń duńskiego ministerstwa edukacji uczniowie w klasach mają być rozsadzeni w odległości co najmniej dwóch metrów od siebie. Wiele szkół w związku z tym podzieliło oddziały klasowe na mniejsze grupy. Poza tym lekcje odbywają się raczej normalnie. Dzieci są proszone o mycie rąk i dezynfekcję zaraz po przyjściu do szkoły, a także na każdej przerwie. Ponadto wiele szkół i władz lokalnych wprowadziło własne dodatkowe regulacje, np. dyrektorzy dzielą boisko sportowe na sektory, by ograniczyć niekontrolowane przemieszczanie się uczniów w czasie przerwy, lub wyznaczają trasy przemieszczania się po budynku.

W Danii także początkowo planom otwarcia szkół towarzyszyły głosy sprzeciwu. Ogólnie, jak zapewnia Tyson W. Lyall, działania rządu w walce z koronawirusem są jednak bardzo dobrze oceniane przez społeczeństwo. Po pierwszych 10 dniach działania szkół debata publiczna dotyczy głównie tego, kiedy można by w nich przyjąć pozostałych uczniów.

Nauczyciel w Polsce, zawód z grupy ryzyka

Na ile duńskie doświadczenie może być przystawalne do polskich realiów? Jeśli chodzi o etap rozwoju epidemii, nie sposób stwierdzić, by sytuacja w Danii, gdy władze decydowały się na otwarcie szkół, była lepsza niż u nas. Liczba stwierdzonych zakażeń w obu krajach jest dość podobna, choć Dania liczy przecież niecałe 6 mln mieszkańców. Sytuacja epidemiczna w tym kraju uważana jest jednak za opanowaną, podczas gdy polskie władze wciąż powtarzają, że szczyt zachorowań przed nami.

Ponadto warto jednak pamiętać, że specyfiką rodzimej oświaty jest wyjątkowo dojrzały wiek nauczycieli i nauczycielek – w ubiegłym roku były to ponad 44 lata. Spora część wychowawczyń najmłodszych dzieci jest faktycznie w wieku emerytalnym, a więc z grupy szczególnie narażonej na cięższy przebieg choroby w razie zakażenia. A poza tym, jak nieustannie donoszą media, nauczyciele niemal z każdym tygodniem z zawodu odchodzą, co oznacza dodatkowe wyzwanie w razie konieczności podziału klas na mniej liczne grupy. Czy miałby kto sprawować nad nimi opiekę? Nic więc dziwnego, że polskie władze na razie o powrocie dzieci do placówek mówią dość enigmatycznie. Wątków do analizy jest aż nadto.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną