Świat

Łukaszenka zauważył wirusa, ale restrykcji nie wprowadza

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka Andrei Pokumeiko / TASS / Forum
Na Białorusi wirus szerzy się szybko, a mimo to kraj wciąż nie stosuje się do zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia. Za to wsparcie finansowe chętnie przyjmie.

Dane publikowane przez białoruski resort zdrowia wskazują, że co dzień przybywa w kraju koło tysiąca nowych przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Liczba chorych przekroczyła we wtorek 38 tys.

Czytaj też: Wirus zostanie z nami na długo. Może pięć lat

Białoruś nic sobie nie robi z zaleceń WHO

Białoruś to jeden z krajów, w których wirus szerzy się najszybciej – donoszą naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa. Trudno się dziwić: do niedawna Aleksandr Łukaszenka kwestionował zagrożenie, reakcje świata uważał za „psychozę”, krytykował kraje wprowadzające środki ostrożności, a zaniepokojonym obywatelom radził, by pracowali na polu i nie wylewali za kołnierz. Choć dzisiaj prezydent wypowiada się w innym tonie, to Białoruś wciąż nie stosuje się do zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

Władze nie zamknęły granic, nie wstrzymały ani nie ograniczyły działalności części zakładów pracy, szkół, uniwersytetów czy restauracji. Nie nakazały nosić maseczek ani rękawiczek. Nie zakazały imprez masowych, ba, zorganizowały paradę w Dzień Zwycięstwa, w której 9 maja wzięło udział 4 tys. wojskowych i 11 tys. widzów. Zmieniła się tylko oficjalna narracja: władze widzą problem, Łukaszenka mówi nawet, że to jeden z najtrudniejszych momentów w dziejach państwa od upadku ZSRR. Ale nie mają obywatelom nic do zaoferowania. Naciskają tylko na służbę zdrowia.

Czytaj też: Lekarze wypadają z okien, a Putin się chowa

Gospodarka ważniejsza niż ludzie

„W żadnym wypadku nie można teraz odpuścić. Trzeba motywować lekarzy. Świetnie sobie radzą, tak samo zresztą jak resort zdrowia. Musicie wytrzymać, musimy udowodnić wszystkim, zwłaszcza w kraju, że możemy wygrać” – instruował Łukaszenka ministra zdrowia Władimira Karanika. Ale nie żałuje, że nie zdecydował się na restrykcje: „Umierają głównie ci, którzy cierpią na choroby współistniejące: onkologiczne, kardiologiczne, cukrzycę, otyłość”.

Odpowiedzialnością za kryzys gospodarczy na Białorusi prezydent obciąża kraje, które zamknęły granice, oraz „wzmagające histerię” media. Znów dał do zrozumienia, że gdy trzeba wybierać między kondycją gospodarki a życiem ludzi, należy wskazać to pierwsze. Krytykuje go m.in. białoruska filia Fundacji Adenauera. Jej przedstawiciel Jakob Welensztajn piętnuje władzę nastawioną na zysk: „Ludzie umierają, bo nie zachowują dystansu społecznego, a to w efekcie uderzy w PKB”.

Czytaj też: Namiestnicy Putina mają zadania do wykonania

Daj Bóg, daj Unio Europejska

Wydaje się, że w kwestii koronawirusa Łukaszenka postawił na selekcję naturalną: przetrwają najzdrowsi i najsilniejsi. W ostatni poniedziałek zdał się zresztą na Boga: „Jeśli kolejny miesiąc będzie wyglądać tak samo, to można uznać, że dzięki Bożej pomocy udało nam się opanować sytuację. (...) Wirus osłabł. Daj Bóg, aby stracił siłę. Ale musimy być gotowi na drugą falę. Nikt nie wie, kiedy nadejdzie. Jeśli zimą lub jesienią, to daj Bóg, żebyśmy byli przygotowani. A może ta bieda nas ominie?” – mówił 25 maja. Po czym płynnie przeszedł do kwestii wyborów prezydenckich. Są zaplanowane na 9 sierpnia i to nimi prezydent jest teraz szczególnie pochłonięty.

Mińsk co prawda krytykuje „panikarzy”, ale pomoc na walkę z pandemią chętnie od nich przyjmuje. WHO w tym tygodniu dostarczy Białorusi środki ochronne, kupione z funduszu UE dla wschodnich partnerów. Prócz tego Mińsk spodziewa się wpływów z funduszy regionalnych, które razem z otwartymi liniami kredytowymi pomogą przetrwać małym i średnim przedsiębiorstwom. Białoruś ma też dostać 60 mln euro z unijnego budżetu. Wsparcie obiecał także Bank Światowy: 90 mln euro na wzmocnienie służby zdrowia. Władze kraju negocjują z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, który udzieli wsparcia państwom ze średnim dochodem nieprzekraczającym 40 mld dol. Z mediów wynika, że Mińsk liczy na 900 mln dol.

Irina Glińska z Centrum Epidemiologii prognozuje, że liczba infekcji zacznie spadać w kraju na początku czerwca, pod warunkiem że obywatele będą zachowywać dystans, nosić maski i unikać dużych skupisk ludzi.

Czytaj też: Bolsonaro nikogo się nie boi i wszystkich obwinia

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną