Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Rosja przygląda się protestom w USA i zaciera ręce

Protest w Waszyngtonie 4 czerwca 2020 r. Protest w Waszyngtonie 4 czerwca 2020 r. Erin Scott / Reuters / Forum
Rosjanie słyszą wzburzenie putinowskiej elity i widzą, że Ameryka, tak chętna do łajania innych za szarganie praw człowieka, sama przesiąknięta jest niegodziwością.

Protestom w Stanach Zjednoczonych z Schadenfreude przygląda się Rosja. Przyczyny zainteresowania są klarowne, USA jako wciąż militarne i gospodarcze supermocarstwo ustalają zasady globalizacji, handlu, jako jedyne mają wpływy właściwie wszędzie, a przede wszystkim narzucają normy poprawności reszcie społeczności międzynarodowej, do których Rosja (i Chiny) nie mają ochoty się stosować. A kto chce pozycję Ameryki podważyć, korzysta z okazji, by jej przyłożyć.

Dlatego brutalnością amerykańskiej policji przerażony jest przywódca rosyjskiej Czeczenii Ramzan Kadyrow. Wtórują mu Siergiej Ławrow, szef dyplomacji, publicyści i politycy niższych rang. Zwykli Rosjanie, siedzący przed telewizorami od Kaliningradu po Władywostok, słyszą wzburzenie putinowskiej elity, widzą, że Donald Trump uciekł do bunkra pod Białym Domem, a Ameryka, tak chętna do łajania innych za szarganie praw człowieka, sama przesiąknięta jest niegodziwością, jest więc moralnym bankrutem.

Czytaj też: Epidemia naiwności. Rosja i Chiny usypiają naszą czujność

Ameryka daje argumenty, Chiny dają przykład

Pewnie rację mają też ci, którzy zwracają uwagę, że dynamika sytuacji w USA niesie Rosji – tak samo jak Chinom i innym reżimom niedemokratycznym – poręczne przesłanie. Skala i intensywność protestów dowodzą, że każda manifestacja, która nie jest zduszona w zarodku, nakręca spiralę przemocy i anarchię. Z tej perspektywy znacznie łatwiej uzasadnia się takie działania jak te podjęte w Moskwie, gdzie na początku czerwca, powołując się na przepisy o imprezach masowych, policja zwijała jednoosobowe pikiety przeciw aresztowaniu dziennikarza Ilji Azara.

Współczesna Rosja ma długą tradycję dostrzegania drugiego i trzeciego dna w protestach ulicznych, zwłaszcza w tzw. kolorowych rewolucjach, do których dochodziło przez ostatnie kilkanaście lat w Europie, Azji i Afryce. Dlatego z góry zakłada, że uczestnicy nawet pokojowo zapowiadających się manifestacji to groźni ekstremiści, przestępcy, materiał na kryminalistów, na dodatek sterowani – bezpośrednio albo przez media – przez zagraniczne ośrodki, próbujące zaszkodzić władzy i pozycji Rosji. Więc jeśli w przyszłości opozycja, krytycy Kremla, działacze praw człowieka czy obrońcy środowiska będą pomstować na pacyfikowanie ich manifestacji, w odpowiedzi zostaną zaszachowani wspomnieniem zdarzeń z Ameryki. W praktyce potwierdzających teorię niebezpieczeństwa płynącego z każdego wystąpienia w przestrzeni publicznej, które nie jest festynem, paradą czy wiecem. Chiny służą przykładem Hongkongu, ilustracją bałaganu wynikającego z niezrozumienia przez protestujących, czym jest demokracja i jak powinno się korzystać ze swobód obywatelskich.

Czytaj też: Przyszło nam tu żyć. Ciemne strony Rosji

Rosyjskie media nadające na tych samych częstotliwościach co Kreml pomstują na przemoc amerykańskiej policji i problem rasizmu. Oczywiście w tej postawie nie ma wiele konsekwencji. Rządzącemu w mafijnym stylu Kadyrowowi zarzuca się przecież długą listę zbrodni, osobiście dokonywane tortury i zlecanie zabójstw oponentów. Jednym z głównych zajęć ministra Ławrowa jest szukanie usprawiedliwień dla opresji rosyjskich władz i jej funkcjonariuszy, służb specjalnych, wojska czy najemników walczących w Syrii i Libii. Rasizm Wielkorusów m.in. wobec przybyszów z Azji Środkowej też nie jest jakimś wymysłem.

Protesty jak z „rosyjskiego podręcznika”

Susan Rice, doradczyni ds. bezpieczeństwa prezydenta Baracka Obamy, spekuluje, że za radykalizacją postaw protestujących stoją także obce państwa, a udział w podsycaniu chaosu może mieć Rosja. Rice dowodów nie dostarcza, sugeruje tylko, że rozwój wypadków wygląda jak z „rosyjskiego podręcznika”. To kolejny punkt dla Rosji. Jej władze pielęgnują swój wizerunek ośrodka wpływu i lubią – nawet jeśli je dementują – kiedy przypisuje im się tak daleko idące możliwości jak wahnięcie wynikiem wyborów prezydenckich w USA.

Dla Rosji protesty w Ameryce są bardzo perspektywiczne. Zaczęło się od jednego obywatela, rozpłynęło na resztę stanów i dość szybko przeniosło na całą sferę cywilizacji zachodniej. I może zadziałać jak zapalnik uruchamiający kolejne rundy protestów ulicznych i starć z policją. Co będzie dowodem na dowolną tezę z propagandowego katalogu krytyków Ameryki i Zachodu. Zwłaszcza o ich gniciu i początku końca poczucia ich moralnej wyższości.

Czytaj też: Krwawy bunt rosyjskich więźniów w kolonii karnej

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną