Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Republikanie jak mogą przeszkadzają demokratom w głosowaniu

Tzw. wczesne głosowanie w Karolinie Północnej Tzw. wczesne głosowanie w Karolinie Północnej Jonathan Drake/Reuters / Forum
Prócz wiernego elektoratu Trump może też liczyć na pomoc republikanów w stanach, gdzie kontrolują oni kluczowe organa władzy i mnożą trudności w głosowaniu dla demokratycznych wyborców.

Na dwa tygodnie przed wyborami w USA sondaże niezmiennie wskazują, że kandydat demokratów Joe Biden powinien odnieść zdecydowane zwycięstwo nad Donaldem Trumpem. Były wiceprezydent prowadzi różnicą ok. 10 proc. w całym kraju i z nieco mniejszą przewagą w stanach swingujących. Trump jednak ma za sobą nie tylko poparcie swego wiernego elektoratu. Może także liczyć na pomoc republikanów w stanach, gdzie kontrolują oni kluczowe organa władzy i mnożą trudności w głosowaniu dla demokratycznych wyborców.

Jak republikanie przeszkadzają demokratom w głosowaniu

Kilkadziesiąt lat temu tzw. voter suppression, czyli „tłumienie” czynnego prawa wyborczego czarnych Amerykanów, polegało na ich zastraszaniu, m.in. przez obecność policji w lokalach wyborczych, co zdarzało się zwłaszcza na rasistowskim Południu. Obecnie przybiera to subtelniejsze, ale również skuteczne formy. W tym roku bariery utrudniające głosowanie stawia się pod pretekstem zapobiegania oszustwom grożącym rzekomo wskutek ogromnej skali głosowania korespondencyjnego, na które zezwoliło większość stanów z powodu pandemii.

Przykładem mogą być zabiegi republikańskiego gubernatora Teksasu Grega Abbotta. Zarządził on, by zredukować liczbę punktów wyborczych do jednego na każde hrabstwo (county), co spowodowało, że w niektórych z nich jeden lokal musi obsługiwać po setki tysięcy wyborców, a w Harris County (okolice Houston) nawet 2,3 mln. Zmusza to mnóstwo ludzi do dojeżdżania ponad 100 km, a potem wielogodzinnego czekania na oddanie głosu. 70 proc. mieszkańców tego hrabstwa to przedstawiciele mniejszości: Afroamerykanie i Latynosi. Zarządzenie gubernatora uchylił najpierw sąd pierwszej instancji, ale federalny sąd apelacyjny, w którym przeważają nominaci republikańskich prezydentów, utrzymał w mocy jego decyzję.

W Wisconsin, gdzie w stanowym parlamencie dominują republikanie, ograniczono możliwość wcześniejszego głosowania przez wprowadzenie wymogu, żeby oprócz podpisu wyborcy na karcie do głosowania znalazła się także kontrasygnata „świadka”. Analogiczne przepisy wprowadzono w Karolinie Północnej. W innych stanach, np. w Pensylwanii, republikańskie legislatury starały się nie dopuścić do przedłużenia głosowania korespondencyjnego, które wydłuża się z powodu ogromnej liczby chętnych na takie głosowanie ze względu na ryzyko zakażenia w lokalu wyborczym. W Pensylwanii miejscowy sąd stanowy nakazał, by ważne były wszystkie głosy wysłane pocztą do 3 listopada (data wyborów), ale republikanie odwołali się od tego orzeczenia do Sądu Najwyższego, gdzie po zatwierdzeniu nominatki Trumpa Amy Barrett konserwatywni sędziowie będą mieli przewagę w relacji 6 do 3. Restrykcje na głosowanie korespondencyjne także godzą głównie w demokratów, ponieważ głosuje w ten sposób znacznie więcej wyborców tej partii niż wyborców republikańskich.

Czytaj też: Trump czy Biden? O wyborach przesądzi poczta

Spór o prawa wyborcze więźniów

Na Florydzie, gdzie wczesne głosowanie rozpoczęło się w poniedziałek, spór dotyczy m.in. prawa wyborczego osadzonych w więzieniach i byłych przestępców. W stanie tym przyznano je w drodze plebiscytu w 2018 r., ale miejscowa legislatura, znowu kontrowana przez GOP, postanowiła, że aby zagłosować, muszą oni najpierw spłacić wszystkie swoje zaległości z tytułu orzeczonych kar finansowych. Ponieważ Afroamerykanie i Latynosi są znacznie nadreprezentowani w więzieniach, zarządzenie to także skutkuje redukcją liczby demokratycznych głosów. Aby zmniejszyć straty Bidena z tego powodu, Michael Bloomberg – nowojorski miliarder i jego były rywal w walce o nominację prezydencką – zaoferował zapłacenie tych kar za karanych wyborców, jeśli będą głosować. Spór o prawa skazanych to tylko najnowszy epizod w długiej walce Afroamerykanów z tłumieniem ich głosów. Najczęstszą tego metodą są wyśrubowane wymogi okazywania dowodów tożsamości. W USA nie ma dowodów osobistych, jak w Polsce, i rolę tego rodzaju dokumentu pełnią najczęściej prawa jazdy. Tymczasem biedni mieszkańcy rasowo-etnicznych gett nie zawsze nawet je posiadają.

Wisconsin, Karolina Północna, Pensylwania, a także Ohio, gdzie również usunięto – jak się okazało bez uzasadnienia – dziesiątki tysięcy niebiałych Amerykanów z list zarejestrowanych do wyborów, to stany, w których będzie się ważył wynik wyborów. Nawet Teksas, do niedawna zdecydowanie republikański, dołącza ostatnio do grona stanów swingujących – jeśli wierzyć sondażom, które wskazują na wzbierającą „niebieską falę” w całej Ameryce. W sytuacji, kiedy Trumpowi reelekcja coraz wyraźniej wymyka się z rąk, trudno się dziwić desperacji jego partii chwytającej się wszelkich sposobów, aby zapewnić mu zwycięstwo.

Czytaj także: Clinton nie chce czołgów. Dlaczego to ważne dla Polski?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną