Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Duda pogratulował Bidenowi zwycięstwa. Nareszcie

Nie można powiedzieć, że Andrzej Duda spieszył się z gratulacjami dla nowego prezydenta USA po jego zwycięstwie wyborczym. Nie można powiedzieć, że Andrzej Duda spieszył się z gratulacjami dla nowego prezydenta USA po jego zwycięstwie wyborczym. Pool/ Reuters / Forum
Spóźnione gratulacje Andrzeja Dudy dla Joego Bidena ujawniają zarówno sympatie polityczne polskiego prezydenta, jak i kiepskie rozeznanie jego ekipy w prawie USA.

Na pewno nie można powiedzieć, że Andrzej Duda spieszył się z gratulacjami dla nowego prezydenta USA po jego zwycięstwie wyborczym. Ale – po 43 dniach – w końcu je nadesłał. Przeczekał więc ogromną większość głów państw na świecie, która z pogratulowaniem Bidenowi nie zwlekała ani dnia. Oczywiście nie ma co przesadzać z nadawaniem szczególnego znaczenia błędom protokołu dyplomatycznego, Duda ma na koncie znacznie poważniejsze przewinienia. Świat więc się od tego nie zawali ani – miejmy nadzieję – stosunki polsko-amerykańskie nie ucierpią. Jednak to spóźnienie Dudy dowodzi istnienia dodatkowych wad całej tej nieszczęsnej prezydentury.

Duda w towarzystwie Putina

Ameryka jest bardzo ważnym sojusznikiem Polski i należy utrzymywać jak najlepsze stosunki z każdym jej kolejnym prezydentem, zwłaszcza że na jego wybór Polska nie ma żadnego wpływu. Przed wyborami, w ich trakcie, a już na pewno po wyborach nie można ujawniać własnych sympatii politycznych. Nie wolno nikogo sobie zrażać. Duda zapewne szczerze żałuje Trumpa, który tak mu pomógł, zapraszając do Białego Domu na cztery dni przed wyborami w Polsce. Ale takie spłacanie przysługi na nic Polsce się nie przyda – najwyżej Trump zaprosi kiedyś Dudę na partyjkę golfa na Florydę, chociaż i w to wątpię.

Z telegramem gratulacyjnym Duda znalazł się w szczególnym towarzystwie – Władimir Putin też wolał zamanifestować dystans. Dziennik „New York Times” tak to komentuje: „Długie spóźnienie ze złożeniem gratulacji – kiedy prezydent Trump odmawiał uznania wyniku wyborów – jest szeroko oceniane jako preludium do bardzo chłodnych stosunków między Kremlem a Białym Domem”. Oczywiście gest Moskwy ma nieporównanie większą wagę niż gest Warszawy. Ale w ekipie Bidena już dziś szuka się nowych pomysłów na przyszły rok i chociaż trudno, by sam Biden akurat myślał o jakichś planach czy gestach wobec Warszawy, to dyplomaci zajmujący się poszczególnymi rejonami świata mogą to spóźnienie Dudy zapamiętać.

Już całkiem jako ciekawostkę podam, że Chiny próbowały zachować się dużo ostrożniej. Otóż z Pekinu gratulacje dla Bidena wysłano wprawdzie nie zaraz po wyborach, ale jednak miesiąc temu.

Czytaj też: Melania chętnie opuści Biały Dom. Jaką była First Lady?

Autorytet Sądu Najwyższego

Jeszcze jedna, chyba ważniejsza uwaga. Nie wiadomo, na ile główni doradcy Dudy mają tożsame z nim poglądy; w każdym razie ten zespół zdradza słabe rozeznanie w świecie prawa i ustroju amerykańskiego. W pięć dni po wyborach, kiedy wszystkie największe stacje radiowe i telewizyjne USA, nawet Fox News, już ogłosiły zwycięstwo Bidena, a niemal wszyscy przywódcy europejscy gratulacje zwycięzcy posłali – prawnik naszego prezydenta Andrzej Dera tłumaczył (w TVP Info), że oficjalne gratulacje byłyby przedwczesne. Jeszcze gorzej to ocenił główny ekspert Dudy ds. międzynarodowych i zarazem szef jego kancelarii Krzysztof Szczerski. W RMF FM powiedział, że kampania pozwów sądowych kwestionujących wynik głosowania, którą rozpoczęli prawnicy przegranego Trumpa, to „druga tura” amerykańskich wyborów.

Być może ci dwaj urzędnicy byli przekonani, iż skoro Trump wybrał do amerykańskiego Sądu Najwyższego tylu „swoich” sędziów, to ci przychylniej spojrzą na batalię prawną, jaką opłacił i kazał wszcząć przeciw Bidenowi. Podejrzewam, że tak to może działać w Polsce z pisowskimi nominatami do wysokich stanowisk i instancji sądowych. W Ameryce, w każdym razie w dziewięcioosobowym Sądzie Najwyższym, jest zupełnie inaczej. Owszem, nominacje prezydenckie mają charakter polityczny, ale powołuje się tam niekwestionowane autorytety prawnicze. Nominacje poprzedza publiczne wysłuchanie. Prasa publikuje życiorysy i relacje z kariery zawodowej kandydatów, analizuje ich poglądy i wcześniejsze ważne orzeczenia. Tacy prawnicy mogą się różnić co do skomplikowanych zagadnień interpretacji prawa, ale nigdy by nie zaryzykowali swojej opinii i pozycji zawodowej najmniejszą nierzetelnością w ocenie tak prostych norm jak zasady głosowania czy szanowanie orzeczeń instytucji państwowych.

Szkoda, że Duda nie ma takich prawników

Cóż, obaj ci doradcy prezydenta zachowali się jak większość polityków republikańskich w USA. Czekali ostrożnie na rozwój wypadków, nie chcieli się narażać rzeszom trumpistów. Większość, ale nie wszyscy. Muszę tu wspomnieć przynajmniej o jednym. Jeszcze w listopadzie do Białego Domu wezwano dwóch najstarszych rangą posłów stanu Michigan: republikanów, w tym spikera Izby Reprezentantów Lee Chatfielda. Trump zażądał od nich, by z tego wówczas republikańskiego stanu podmienili wybranych elektorów na sprzyjających. Ostatecznie można by dopuścić taką interpretację przepisów, choć zdarzyły się w USA takie pojedyncze historyczne wyjątki.

Chatfield pojechał do Waszyngtonu i publicznie odpowiedział Trumpowi: „Nie mogę pojąć, jak można choćby pomyśleć o ryzykowaniu naszych norm, tradycji i instytucji, by uchwalić rezolucję z mocą wsteczną”. Szkoda, że Duda nie ma prawników w stylu Chatfielda. Ale to już inna bajka.

Czytaj też: Donald Trump ułaskawi bliskich i siebie samego?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Sto najodważniejszych polskich piosenek. Nie zawsze chodzi o tekst

Co się stało z odwagą twórców piosenek? I czy oznacza ona dziś to samo co przed laty? Zmianę pomaga prześledzić nowe wydawnictwo poświęcone polskiej muzyce ostatnich dekad.

Mirosław Pęczak
16.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną