Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Świat

Komu posada w ETO? Europosłowie nie chcą kandydata PiS

Marek Opioła. Zdjęcie z inauguracji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, maj 2018 r. Marek Opioła. Zdjęcie z inauguracji Zgromadzenia Parlamentarnego NATO, maj 2018 r. Andrzej Hulimka / Forum
Parlament Europejski odmówił Markowi Opiole rekomendacji na polskiego członka Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Teraz sprawa jest w rękach unijnych rządów.

Dzisiejszy wynik głosowania plenarnego (536 „przeciw”, 156 „za”) nie jest zaskoczeniem. Marek Opioła już 8 grudnia dostał negatywną opinię od europarlamentarnej komisji kontroli budżetowej (CONT), która z urzędu przekazała całej izbie swoje zalecenia, by odrzucić kandydata z Polski do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego. Tyle że o obsadzie kierownictwa tej instytucji (po jednym „audytorze” z każdego kraju) decydują unijne kraje w Radzie UE, a opinie europosłów nie są dla nich wiążące.

Czytaj też: „Kolejne czerwone linie przekroczone”. O Polsce w Brukseli

Opioła grillowany i odrzucony

Janusz Wojciechowski, którego miejsce w ETO po ponadrocznym wakacie miałby zająć Opioła, też dostał negatywną opinię od Parlamentu Europejskiego w 2016 r., co mu ostatecznie nie zaszkodziło. Ta kontrowersja (przyjęcie kandydata wbrew opinii PE) na bardzo krótko odżyła przed rokiem, gdy Wojciechowski był przesłuchiwany jako kandydat na komisarza do spraw rolnictwa.

Podczas przesłuchania Opioły w komisji CONT m.in. wytykano mu brak doświadczenia w dziedzinie zadań kontrolnych i w organizacjach międzynarodowych. Grillowano go w kwestii sporów o praworządność między Brukselą, polskimi władzami i PiS, do którego należał do czasu powołania na wiceprezesa NIK jesienią 2019 r.

PE w ciągu ostatniej dekady opiniował ponad 60 kandydatów na członków ETO. Do czasu Opioły tylko sześciu nie otrzymało pozytywnych rekomendacji. Ostatnim był w 2017 r. Belg Karel Pinxten, w jego przypadku chodziło o ponowienie kadencji. Czterech z tej szóstki kandydatów wycofano (ogłaszali to sami albo robiły to ich rządy), Wojciechowskiego i Leo Brincata z Malty podtrzymano zaś i uzyskano dla nich zatwierdzenie w Radzie UE.

Czytaj też: „Golfgate”, wirus i dymisja w Komisji Europejskiej

Niezła pensja, wysokie podatki, duże dodatki

Europejski Trybunał Obrachunkowy, który mieści się w Luksemburgu, zatrudnia ok. 900 ludzi. Kolegium 27 członków (nazywanych rewidentami, kontrolerami, audytorami) spotyka się średnio dwa razy na miesiąc. Mają sześcioletnią, odnawialną kadencję. Wybierają spośród siebie przewodniczącego Trybunału, którym jest obecnie Niemiec Klaus-Heiner Lehne, w przeszłości poseł i europoseł CDU.

Podstawowa pensja członków ETO to ponad 22 tys. euro. Jak inni pracownicy instytucji UE płacą progresywne podatki i składki socjalne (przy wysokich pensjach to łącznie może być ok. 40 proc.). Ale za to dostają sporo nieopodatkowanych dodatków – największym we wszystkich unijnych instytucjach jest zasiłek ekspatriacyjny, czyli 16 proc. pensji podstawowej.

ETO, choć ma „trybunał” w nazwie, nie jest organem sądowym czy arbitrażowym. Celem zarówno jego, jak i OLAF-u (Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych) jest ochrona interesów finansowych UE oraz zapewnienie należytego zarządzania jej budżetem. Zadaniem OLAF-u jest badanie przypadków nadużyć i korupcji, z kolei ETO sporządza coroczny audyt budżetu i raporty z rekomendacjami na rzecz lepszego gospodarowania pieniędzmi.

Owszem, urzędnicy ETO informują OLAF o domniemanych przekrętach, na które się natknęli podczas audytów, z kolei śledztwa OLAF-u są przesłanką dla bardziej systemowych raportów kontrolnych ETO. Przykładowo: prześwietlanie jakiegoś europosła w sprawie domniemanych oszustw z wydatkami to zadanie OLAF-u, organizacyjnie umocowanego przy Komisji Europejskiej, a ETO jest władny zaproponować Unii, jak systemowo utrudnić taką korupcję.

Czytaj też: Z Pałacu do ETO? Kto wypełni polski wakat w Luksemburgu

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Diagnoza: borelioza. Ale czy na pewno?

W Polsce mnożą się fałszywe rozpoznania boreliozy. Oraz medycy, rzekomi specjaliści od tej choroby. A także rzekomi chorzy, spanikowani, że padli ofiarą kleszcza.

Paweł Walewski
07.11.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną