Świat

WHO na badaniach w Chinach. Mission impossible?

Ekipa WHO w Wuhanie, 14 stycznia 2020 r. Ekipa WHO w Wuhanie, 14 stycznia 2020 r. Ng Han Guan / AP / EAST NEWS
Misja WHO wykryje tyle, na ile pozwolą jej gospodarze. A Chińczycy miesiącami nie widzieli potrzeby prowadzenia jakiegokolwiek niezależnego od swoich władz dochodzenia.

Naukowcy z misji WHO, która ma w Chinach zbadać początki kariery SARS-CoV-2, wciąż przebywają na kwarantannie. Do prac terenowych przystąpią po 25 stycznia. Na razie codziennie przechodzą testy, chwalą dotychczasową gościnność i starają się uzyskać dostęp do najbardziej interesujących ich miejsc. Obiecano im m.in. wizytę w instytucie wirusologii w Wuhanie. Jej dyrektorka Shi Zhengli jest wybitną specjalistką od wirusów infekujących nietoperze. W zeszłym roku sporą popularność zdobyła teoria – sugerował to m.in. prezydent Donald Trump – że właśnie z laboratorium Shi pochodzi koronawirus odpowiedzialny za pandemię.

Międzynarodowa grupa kilkunastu badaczy planuje oczywiście wizję lokalną na wuhańskim targowisku, gdzie wykryto pierwsze przypadki, i w szpitalach, które zajmowały się leczeniem pacjentów zmagających z tajemniczym zapaleniem płuc, znanym później jako covid-19. Kluczowa będzie możliwość przyjrzenia się próbkom pobranym ponad rok temu w różnych punktach Wuhanu, ustalenie, czego Chińczycy nie podali wtedy do publicznej wiadomości i co trzeba zrobić, by zechcieli się informacjami jednak podzielić. Równie ważne będą rozmowy z tymi, którzy najwcześniej stanęli do walki z epidemią. Praktycy, w tym lekarze i badacze, w bezpośrednim kontakcie z kolegami po fachu mogą być bardziej rozmowni niż np. urzędnicy.

Czytaj też: Człowiek, który stał się twarzą walki z covid-19

Cały świat patrzy na Chiny

Wydaje się, że największe wyzwania są natury politycznej: misja wykryje tyle, na ile pozwolą jej gospodarze, którzy w zeszłym roku miesiącami nie widzieli potrzeby jakiegokolwiek niezależnego od własnych władz dochodzenia. ChRL nie ma ochoty przyznać, że ponosi odpowiedzialność za nieupilnowanie epidemii, a wysocy przedstawiciele władz snują domysły, że patogen został do Chin zawleczony skądś indziej.

Jednocześnie kto za granicą głosił, że było inaczej, albo domagał się śledztwa, ryzykował kary – od protestów studiujących na obczyźnie chińskich studentów, przez reprymendy coraz bardziej wojowniczych dyplomatycznych przedstawicieli Państwa Środka, po perturbacje w wymianie gospodarczej. W ten sposób w spory kryzys wpadły stosunki australijsko-chińskie.

Świat postępom misji będzie przyglądał się pewnie ze sporym zainteresowaniem. Im będzie ono większe, tym bardziej zachęci polityków i rządy krytycznie nastawione do Chin, by je rugać, próbować wywierać na nie presję, zarzucać im mataczenie. Na przykład tuż przed końcem kadencji Trumpa amerykańskie ministerstwo zdrowia wezwało Chińczyków, by dali ekspertom WHO dostęp do wszystkiego, co będzie im potrzebne. Z drugiej strony globalna publiczność chciałaby poznać jakieś wyniki, bo od ponad roku wydłuża się lista pytań o źródła pandemii, a faktów jest jak na lekarstwo.

Czytaj też: Orwell w chińskim wydaniu

Misja do księżycowego nowego roku

Uczestnicy misji, dysponujący bogatym doświadczeniem w tropieniu chorób zakaźnych, przypominają niecierpliwcom, że z medycznego punktu widzenia zadanie jest wybitnie trudne. Nie należy się spodziewać, że uda się wytypować zerowego pacjenta. Może być też kłopot ze wskazaniem miejsca, gdzie odzwierzęcy koronawirus przeskoczył na ludzi.

Nie można przecież wykluczyć, że targ w Wuhanie był nie tyle areną, na której wirus debiutował w organizmie człowieka, ile wzmacniaczem, gdzie pierwszy raz dochodziło na większą skalę do międzyludzkich zakażeń. Odpowiedź choćby na to pytanie wymaga wizji lokalnej (a ta wciąż nie jest pewna), by zorientować się w topografii targu, zapoznać ze stylem pracy handlarzy, źródłami zaopatrzenia. Skądś sprzedawane tam zwierzęta przecież przywieziono.

Misja najpewniej będzie działać do 12 lutego, gdy Chiny robią sobie pauzę na świętowanie księżycowego nowego roku.

Czytaj też: Druga fala pandemii dotarła do Chin? Władze biją na alarm

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną