Świat

Gwiezdne wojny w Arktyce. Rosja się rozpycha na północy

Biel dominująca w otoczeniu, biały kamuflaż sprzętu i białe okrycia na grubszych niż zwykłe mundurach żołnierzy sprawiają, że sceneria polarnych baz wygląda jak z innej planety. Biel dominująca w otoczeniu, biały kamuflaż sprzętu i białe okrycia na grubszych niż zwykłe mundurach żołnierzy sprawiają, że sceneria polarnych baz wygląda jak z innej planety. Alexei Yereshko / TASS / Forum
Amerykańscy wojskowi alarmują o niebezpiecznej rozbudowie rosyjskich baz w Arktyce. Na busoli zagrożeń litera N pulsuje na czerwono i USA muszą się bronić również od północy.

Biel dominująca w otoczeniu, biały kamuflaż sprzętu i białe okrycia na grubszych niż zwykłe mundurach sprawiają, że sceneria polarnych baz wygląda jak z innej planety, a rosyjskie oddziały ćwiczące na lodzie i śniegu są jak szturmowcy z „Gwiezdnych wojen”. Telewizja uwielbia takie obrazki, tym chętniej więc CNN pokazał widoczne na zdjęciach satelitarnych i oficjalnych nagraniach rosyjskie instalacje obronne w Arktyce, pączkujące w ostatnich latach i dające wyraźny sygnał zwrotu na północ.

Rosja, urządzając powietrzno-morską wyprawę do Syrii, wysyłając wagnerowców do Libii, ostatnio kotwicząc się w porcie w Sudanie, pokazała, że bardzo serio traktuje południowy kierunek ekspansji polityczno-wojskowej. Ale najbardziej północne mocarstwo północnej półkuli nie mogło porzucić swego lodowego matecznika, a dzięki nowym technologiom, możliwościom i okresowo bardziej sprzyjającemu klimatowi może go szybciej przekształcać. Również w wojskowy bastion.

Rosję widać już z kosmosu

Wykładane kostką lotniska strategicznych bombowców na północy euroazjatyckiego kontynentu i na arktycznych wyspach, stacje radarowe w pobliżu brzegów Alaski, klucze myśliwców gotowe do natychmiastowego startu, sztuczne wyspy – podobne do budowanych przez Chińczyków na morzach okalających ich państwo. Najbardziej na północ wysunięty stały posterunek Rosja uruchomiła na jednej z wysp archipelagu Ziemi Franciszka Józefa, sąsiadującego z norweskim Spitsbergenem, czyli naprawdę daleko za kołem podbiegunowym.

Na dwuipółkilometrowym pasie lotniska mogą startować i lądować praktycznie wszystkie samoloty sił Rosji, rotacyjnie bazują tam ciężkie i superszybkie myśliwce przechwytujące MiG-31 (od niedawna nosiciele pocisków hipersonicznych Kinżał), a także wielozadaniowe Su-34. Część budynków specjalnie pomalowana na niebiesko-czerwono-biało, w kolorach flagi. Rosyjskie panowanie na północy ma być widoczne nawet z kosmosu.

Czytaj też: Atomowy straszak Putina. Czy Rosja go użyje?

Rosja grozi tsunami

Według CNN Rosjanie nie tylko opanowują nowe przyczółki na skrawkach lądu wyłaniających się z topniejącego lodu Arktyki. Na północy przygotowali też i testują śmiertelnie groźną broń: atomowe torpedy dalekiego zasięgu, mające wywoływać fale tsunami zalewające amerykańskie wschodnie wybrzeże.

W analizowanych przez ośrodki naukowe (i autorów technothrillerów) scenariuszach tsunami określano jako zagrożenie niezmiernie rzadkie, ale potencjalnie katastrofalne w skutkach. Spodziewane, ale raczej słabe na Pacyfiku, prawie niewyobrażalne, lecz niszczące, gdyby nadeszły z Zachodu. Ich „winowajcami” miały być źródła naturalne, np. wybuchy uśpionych wulkanów na Wyspach Kanaryjskich. Scenariusz cytowany przez telewizję mówi jednak o podwodnej detonacji potężnego ładunku nuklearnego o mocy dwóch megaton, który wywołałby falę nie tylko wielką, ale i radioaktywną.

Autonomiczne atomowe torpedy Posejdon mają być zdolne do wielomiesięcznych „uśpionych” patroli pod pokrywą lodową Arktyki, by w czasie wojny jednocześnie zaatakować Amerykę. Putin, który zapowiedział nową „wunderwaffe” w przemówieniu z 2018 r., planuje jej kolejne testy na ten rok. W czasie jednej z prób w 2019 r. Rosja doświadczyła porażki – eksplozja atomowego napędu torpedy spowodowała skażenie na Morzu Białym i śmierć ponad dziesięciu naukowców i żołnierzy. Nic dziwnego, że przez amerykańskie media już teraz przetacza się inne tsunami – tekstów o niechybnej zagładzie metropolii na wschodnim wybrzeżu, jeśli Rosja rzeczywiście wejdzie w posiadanie superbroni i jej użyje.

Czytaj też: Wyścig zbrojeń ruszył z kopyta

Mocarstwa walczą o Północ

Rosyjskie ministerstwo obrony chwali się i bardziej klasycznym osiągnięciem z zakresu polarnej walki: jednoczesnym wynurzeniem trzech okrętów podwodnych – nosicieli strategicznych pocisków rakietowych – z przebiciem się ich kiosków przez arktyczny lód. Pokazowi zorganizowanemu w marcu dla oficjeli politycznych i wojskowych towarzyszył przelot myśliwców MiG-31 i desant piechoty morskiej, którą w tym wypadku trzeba by określić mianem lodowej.

Choć część ekspertów kwestionuje zdolność do odpalenia pocisków przy niepełnym wynurzeniu, a sami Rosjanie wydarzenie określają mianem ekspedycji polarnej, a nie manewrów wojskowych, demonstracja ta miała głównie na celu pokazać precyzję nawigacji i zdolności do spotkania w jednym miejscu sił podwodnych, powietrznych i „lodowych”. Kolejny dowód aspiracji do niepodzielnego panowania w Arktyce, które Moskwa chce rozszerzyć i zalegalizować poprzez udokumentowanie, że należy się jej suwerenność nad większym niż do tej pory obszarem szelfu kontynentalnego – a już teraz Rosjanie twierdzą, że „ich” dno Oceanu Arktycznego rozciąga się do samego bieguna północnego.

Choć CNN nazwał daleką Północ nowym obszarem pogranicznym, Arktyka od momentu, gdy stała się dostępna, nie przestała być rejonem strategicznej rywalizacji. Warunki „terenowe” i termiczne sprawiają, że jest to region skrajnie niesprzyjający demonstrowaniu siły poprzez tradycyjne operacje wojsk lądowych. Ale dla lotnictwa dalekiego zasięgu, okrętów podwodnych i flot powierzchniowych wspieranych przez lodołamacze jest otwartą areną. Obszar pusty, niezamieszkały, bez ograniczeń związanych z obecnością cywilów, których nawet na wojnie trzeba chronić. W dodatku jest to morze i przestrzeń w zasadzie nieobjęta niczyją zwierzchnością – poza linią 200 mil od wybrzeży rozciąga się „wspólny” ocean światowy, tyle że pokryty lodem. Nic dziwnego, że mapa roszczeń do dna morskiego (szelfu terytorialnego) przypomina mozaikę i oparta jest na wysublimowanych teoriach geologicznych.

Nieuregulowany status Arktyki stawia ją w pierwszej linii globalnego konfliktu mocarstw, choć pretensje do szelfu mają kraje mniejsze i słabsze, jak Dania, która toczy spór o biegun z Rosją. Przy tym, gdy spojrzeć na świat „od góry”, okazuje się, że przebiegają tędy najkrótsze linie łączące przeciwstawne bloki polityczno-wojskowe. Tradycyjne odwzorowanie kulistego ziemskiego globu na płaskiej mapie bardzo zaburza nasze postrzeganie Arktyki. Arktycznego oceanu na nim prawie nie widać, nie ma jak uchwycić skali odległości.

Ale po pierwsze, trzeba sobie uświadomić, że na północy nie ma lądu – jest lód, pod nim morze, a nad nim powietrze. Po drugie, warto zmierzyć odległości: przez biegun północny z Rosji do Ameryki jest dużo bliżej niż przez Atlantyk i Pacyfik (jeśli nie liczyć Cieśniny Beringa dzielącej Rosję i Alaskę). To dlatego strategiczne pociski balistyczne obu krajów do celów zmierzać miały – i nadal mają – głównie nad biegunem.

Były dowódca wojsk USA w Europie: Rosja jest groźna

Arktyczny bastion sowietów

Dla ZSRR Arktyka była strategicznym bastionem, z którego w czasie zimnej wojny wychodzić miały siły podwodne, nawodne i powietrzne atakujące NATO i Stany Zjednoczone przez Ocean Arktyczny i północny Atlantyk. To dlatego dla Zachodu tak ważne było pilnowanie przejścia, zwanego w skrócie GIUK, między Grenlandią, Islandią a Wielką Brytanią, prowadzącego z Murmańska do północnej Europy i wschodnich wybrzeży USA.

Również dla Amerykanów, planujących operacje w drugą stronę, wody pod wiecznym lodem miały ogromne znaczenie – dlatego m.in. jednym z głównych zadań pierwszego w świecie atomowego okrętu podwodnego Nautilus, jeszcze nieprzenoszącego rakiet balistycznych, a jedynie torpedy, było przejście pod biegunem, demonstrujące zdolność zaszachowania rosyjskiej floty tuż po jej wyjściu z północnych portów.

Przez dekady zimnej wojny Moskwa inwestowała ogromne sumy w bazujące na północy coraz większe i coraz cichsze okręty podwodne, które w razie wojny miały niezauważone przedostać się na Atlantyk i odpalić rakiety przeciwko celom w USA, Europie i amerykańskim lotniskowcom. Po rozpadzie ZSRR pogrążona w kryzysie Rosja nie była w stanie utrzymać w dobrym stanie okrętów, odpowiednio szkolić załóg ani zadbać o rozsądek dowódców.

Najbardziej dobitnym i tragicznym wyrazem upadku strategicznej Floty Północnej było zatonięcie z całą 118-osobową załogą okrętu podwodnego Kursk w 2000 r. Cmentarzyska kadłubów innych jednostek zacumowanych w porzuconych portach stały się jednym z symboli rozpadu sowieckiego imperium i atrakcją turystyczną dla licznych zwiedzających. Tragedia Kurska była szokiem dla dopiero co chwytającego władzę Putina tak wielkim, że długo nie był w stanie stanąć twarzą w twarz z rodzinami ofiar. Z czasem zrozumiał jednak, że odbudowa floty (wedle starego porzekadła: jedynej poza armią sojuszniczki Rosji) jest warunkiem utrzymania statusu mocarstwa. Po 20 latach na bazie Floty Północnej ustanowił nowy, piąty okręg wojskowy Federacji Rosyjskiej: okręg polarny.

Szybko, tanio i nie ma piratów

Ale w walce o panowanie w Arktyce wcale nie chodzi o puste pola lodowe i przestrzeń nad nimi – chodzi przede wszystkim o północne trasy żeglugowe i zasoby naturalne ukryte pod dnem morza, czyli bagatela, 30 proc. światowych zasobów gazu ziemnego i 13 proc. ropy naftowej. Tzw. północna droga morska ze wschodniej Azji do Europy jest dwukrotnie krótsza niż przejście przez ciepłe oceany i Kanał Sueski. Jego niedawna blokada tylko zwiększyła potencjalną atrakcyjność szlaku północnego, gdyby udało się go cały czas utrzymać w stanie drożności.

Firmy spedycji morskiej podają zachęcające dane, że ilość i grubość lodu maleje, droga północna oszczędza czas, paliwo i koszty osobowe, a nawet że w Arktyce nie ma piratów! Swoisty sojusz na rzecz jak najszybszego uruchomienia przejścia z Azji do Europy północną trasą zawiązały Rosja i Chiny, żywo zainteresowane poszerzeniem możliwości dla eksportu i wzmacniające marynarkę wojenną również jednostkami zdolnymi do działania w Arktyce (dwa lodołamacze).

Na razie jednak Rosja żąda od chętnych armatorów uzyskania zgody i wynajęcia rosyjskich pilotów oraz lodołamaczy dla statków. Ale choć zmiany klimatyczne stopniowo odblokowują oba północne przejścia – wschodnie u brzegów Rosji i zachodnie biegnące wzdłuż wybrzeża Kanady – to, może na szczęście, nie posunęły się tak daleko, by je zupełnie otworzyć. Dlatego ambicje biznesowe trzeba jeszcze odłożyć, pewnie do połowy wieku, ale do tego czasu północne szlaki transportowe i rejony wydobycia surowców muszą być zabezpieczone przed niepożądaną ingerencją. Tu interesy i ambicje Rosji zderzają się z Ameryką i jej północnymi sojusznikami.

Czytaj też: Jak podzielić Arktykę?

Ameryka wraca do Arktyki

Najnowsza wersja amerykańskiej strategii arktycznej w obronności pochodzi z 2019 r. i została dostosowana do trumpowskiej doktryny globalnej rywalizacji, głównie z Chinami i Rosją. Nic dziwnego, że również działania tych krajów w Arktyce postrzegane są jako zagrożenie dla interesów i bezpieczeństwa USA, które określają się jako „państwo arktyczne”, posiadające na dalekiej północy część własnego terytorium i wiążące z Arktyką masę zależności ekonomicznych, handlowych, prawnych i obronnych. Uświadomienie sobie na nowo znaczenia Arktyki wymusza zmianę zadań dla sił zbrojnych, rewizję układów sojuszniczych, a także spore inwestycje w sprzęt i szkolenia. Odsłania też bolesne luki w zdolnościach, które przez ostatnie dekady nie miały szczęścia do pieniędzy.

Jednym z tematów dyskusji nie tylko obronnej jest brak wystarczającej floty lodołamaczy, innym niedostosowanie sprzętu i uzbrojenia do arktycznych warunków. Stany Zjednoczone nadrabiają te luki zasięgiem lotnictwa, w tym pokładowego – rozpoznawczego oraz strategicznego – bombowego. Nieprzypadkowo w Norwegii wylądowały kilka tygodni temu cztery bombowce B-1B, na Islandii w zasadzie ciągle bazują morskie samoloty patrolowe P-8A Posejdon, a w 2018 r. w rejon koła podbiegunowego zapuścił się nawet lotniskowiec USS Harry Truman.

Arktyczne zadania otrzymało też utworzone dwa lata temu nowe dowództwo morskie 2. Floty Północnego Atlantyku. Szczególne znaczenie strategiczne dla USA ma leżąca po przeciwległej stronie kontynentu Alaska. Mieszczą się tam bazy najnowocześniejszych myśliwców dalekiego zasięgu F-22 Raptor i antyrakietowe wyrzutnie chroniące Amerykę – w niewielkim tylko stopniu – przed atakiem balistycznym. Ale na stałe Alaski broni kontyngent zaledwie 11 tys. żołnierzy US Army i 2 tys. Gwardii Narodowej. Wydany w lutym 2021 r. oficjalny dokument wojsk lądowych USA mówi w tytule o „odzyskaniu dominacji w Arktyce”, a więc opisuje rzeczywistość dominacji utraconej, a przynajmniej nieposiadanej aktualnie przez Amerykanów.

Wszystkie strony busoli

Jednym ze sposobów ma być utworzenie właśnie dla regionu arktycznego nowatorskiego związku operacyjnego MDTF, posiadającego pod jednym dowództwem siły rakietowe o różnym zasięgu, korzystającego ze wsparcia zwiadu satelitarnego oraz wyposażonego w bataliony walki cybernetycznej, elektronicznej i informacyjnej. W skład uderzeniowego komponentu takiej superjednostki wchodzić ma bateria pocisków hipersonicznych strategicznego zasięgu, szczególnie przydatnych przy arktycznych odległościach.

Jest jednak jasne, że po ponad dwóch dekadach koncentrowania wysiłku zbrojnego USA na walce w piasku i upale bliskowschodnich pustyń zmiana kierunku na śnieżną, lodową i nadal potwornie mroźną północ będzie wyzwaniem na kolejne kilka dekad. Szczególnie że ponowne pojawienie się litery N na strategicznej busoli nie spowoduje zniknięcia trzech pozostałych.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną