Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Milion ton odpadów trafi z Fukuszimy do oceanu

Elektrownia w Fukuszimie Elektrownia w Fukuszimie Kyodo / Reuters / Forum
Rząd Japonii jest pod ostrzałem z powodu decyzji o wypuszczeniu do Pacyfiku skażonych wód z elektrowni atomowej. Władze twierdzą, że nie mają wyjścia, ekologów to nie przekonuje.

Choć od słów do czynów droga daleka, temat radioaktywnych odpadów, które mają znaleźć się w wodach Oceanu Spokojnego, nie schodzi z czołówek serwisów informacyjnych. Premier Yoshihide Suga zapowiedział, że proces uwalniania skażonej wody zacznie się za dwa lata i będzie przebiegał stopniowo, przypomniał też, że decyzję podjęto po konsultacjach z naukowcami, przedstawicielami przemysłu rybnego i turystycznego oraz aktywistami, jednak kontekst operacji został zepchnięty na drugi plan. Dla wszystkich przeciwników pomysłu liczy się tylko jedno: do oceanu z instalacji elektrowni atomowej trafią gigantyczne ilości zanieczyszczonej wody.

Skażona woda w Fukuszimie

Utylizacja tych ciekłych odpadów wiąże się z procesem powolnego wyłączania z użycia elektrowni Fukuszima Daiichi, poważnie uszkodzonej w czasie trzęsienia ziemi i tsunami z 2011 r. W wyniku wstrząsów naruszona została konstrukcja systemów chłodzenia, a pręty paliwowe wewnątrz reaktora uległy przetopieniu. Aby uniknąć katastrofy nuklearnej, wnętrze reaktora chłodzono wodą, która z czasem przeniknęła do podziemnych korytarzy, piwnic i fundamentów elektrowni, mieszając się z wodami gruntowymi. W efekcie powstała bardzo niebezpieczna mieszanka z radioaktywnymi szczątkami. Objętość ścieków z każdym dniem się powiększa, bo woda używana w instalacji dociera coraz głębiej.

Spółka Tokio Electric Power Company, formalnie operator elektrowni, próbowała wprawdzie przefiltrować radioaktywną wodę, tak by jej szkodliwość ograniczyć do minimum, ale nie jest w stanie usunąć wszystkich niebezpiecznych elementów. Problematyczny jest zwłaszcza tryt, lekki izotop wodoru; jego okres połowicznego rozpadu wynosi nieco ponad 12 lat. I to właśnie tej substancji dotyczą różnice w stanowiskach obu stron konfliktu. Władze Tokio Electric, wspierane ekspertyzami rządu i międzynarodowych ekspertów, podkreślają, że tryt w śladowych ilościach jest nieszkodliwy dla życia i zdrowia człowieka.

Czytaj też: Jacy tak naprawdę są Japończycy?

Kłopotliwy tryt. Zakręcić kurki?

To izotop powszechnie stosowany w wielu narzędziach, od zegarków na rękę po kompasy i przyrządy celownicze. Dopóki jest poza organizmem człowieka, jego wpływ na niego jest zerowy. A nawet jak komuś zdarzy się go skonsumować, potrzeba wielkich ilości, żeby jego obecność odbiła się negatywnie na zdrowiu. I chociażby z tego powodu, tłumaczą zwolennicy wypuszczenia zanieczyszczeń do oceanu, decyzja, którą podjął premier Suga, jest najlepsza z możliwych.

To argumenty jednej strony. Druga, złożona z szeregu różnych działaczy, od ekologów, aktywistów i rybaków po przywódców państw ościennych, o odkręceniu kurków w Fukuszimie nie chce nawet słyszeć. Greenpeace wydał w tej sprawie oświadczenie, oskarżając rząd Japonii o celowe zatruwanie wód Pacyfiku i kierowanie się interesem ekonomicznym. „Zamiast skorzystać z najlepszej dostępnej technologii, przechować wodę na lądzie dłużej i zminimalizować ryzyko związane z promieniowaniem, władze wybrały opcję najtańszą” – podsumowują autorzy oświadczenia.

Jak dodają, wnioski z sondaży przeprowadzonych przez japoński oddział organizacji wśród mieszkańców kraju są jasne: większość sprzeciwia się wypuszczeniu skażonych substancji do oceanu. Powołując się też na raporty ekspertów Narodów Zjednoczonych, rezolucje międzynarodowe i swoje strategie, zauważają, że władze w Tokio są głuche na głosy spoza własnego grona, przez co Japonia złamie zaraz prawo międzynarodowe i wywoła skandal: ekologiczny i polityczny.

Czytaj też: Jak japońska kultura podbija świat

Kto z kim trzyma na Pacyfiku

Sygnały w podobnym tonie płyną też z państw regionu. Szczególnie niezadowolony jest rząd Chin, który zaapelował do Japończyków o ponowne rozpatrzenie innych scenariuszy. Ministerstwo spraw zagranicznych ChRL wydało oświadczenie potępiające władze w Tokio, podkreślając, że pominięto „dialog z sąsiednimi krajami i społecznością międzynarodową”. Pekin podkreśla, że konsensusu co do zarządzenia odpadami z Fukuszimy nie ma nawet w samej Japonii, a Suga zignorował opozycję krajową tak samo, jak zrobił to z tą zagraniczną.

Narzekają władze Korei Południowej i Tajwanu, a wkrótce do tego grona mogą dołączyć jeszcze inne kraje. Co ciekawe, o ile sąsiedzi zgadzają się w kwestii generalnego kierunku krytyki Tokio, o tyle różnią się ich powody. Dla Seulu ważne są ryzyka gospodarcze, związane zwłaszcza z ewentualnymi zagrożeniami dla jakości ryb i owoców z regionu. A w tle pobrzmiewa echo interesów geopolitycznych i rywalizacji Chin i USA o prymat na Pacyfiku. Zarówno Korea Południowa, jak i Tajwan to przecież zaprzysięgli sojusznicy Amerykanów, którzy nagle stoją w jednym szeregu z Pekinem. Z drugiej strony do Waszyngtonu też zawsze bliżej było z Tokio niż Państwa Środka, dlatego nowa administracja będzie musiała rozegrać ten konflikt z dużą ostrożnością.

O Fukuszimie z Bidenem

Pacyficzną układankę dodatkowo komplikuje to, że właśnie Yoshihide Suga będzie pierwszym zagranicznym przywódcą, z którym Joe Biden spotka się osobiście jako prezydent. Sam też będzie debiutował, bo to jego pierwsza podróż do USA w roli szefa japońskiego rządu. Spotkanie, zaplanowane na 16 kwietnia, skupi się najpewniej na rosnącej roli Chin i ewentualnym planie proamerykańskiej odpowiedzi na chińską ekspansję, ale o Fukuszimie Biden i Suga też chyba będą musieli porozmawiać. Chociażby dlatego, że nieprzemyślane i egoistyczne rozwiązanie problemu odpadów z elektrowni jądrowej może jeszcze bardziej zaburzyć już i tak delikatną równowagę sił na Pacyfiku. A na to żadna ze stron sporu nie może sobie pozwolić.

Czytaj też: Chiny mają sposób na słabe kraje

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną