Świat

Rosja u granic Ukrainy. Co może zrobić Biden?

Joe Biden Joe Biden Adam Schultz / Flickr CC by SA
Joe Biden i członkowie jego ekipy nie pozostają bierni w obliczu niepokojącej koncentracji wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą. Ale Ukraina potrzebuje dziś czegoś więcej niż słów.

W rozmowie telefonicznej z Władimirem Putinem we wtorek amerykański prezydent przypomniał o „niezachwianym oddaniu USA sprawie suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy” i „wezwał Rosję do deeskalacji napięcia” – oświadczył Biały Dom. W podobnym tonie wypowiedział się sekretarz stanu Antony Blinken. On i sekretarz obrony Lloyd Austin debatują na temat Ukrainy z europejskimi sojusznikami w Brukseli. Blinken spotkał się również z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, który wtórował Amerykanom, mówiąc, że sojusz „trzyma z Ukrainą”. Niewiele na razie słychać od przywódców mocarstw zachodnioeuropejskich, chociaż kanclerz Merkel wezwała Putina do wycofania wojsk z ukraińskiej granicy.

Czytaj też: USA kontra Niedźwiedź. Biden układa stosunki z Rosją

40 tys. rosyjskich żołnierzy przy granicy

Ukrainie potrzeba teraz więcej niż słów – powiedział w rozmowie z korespondentem telewizji CNN jej prezydent Wołodymyr Zełenski. Sytuacja jest poważna – przy granicy zgromadziło się ok. 40 tys. rosyjskich żołnierzy, setki czołgów i rakiety balistyczne. To największa koncentracja sił od inwazji w 2014 r. Od połowy marca Rosja przeprowadziła co najmniej trzy ćwiczenia w tym regionie. Od aneksji Krymu nie było też tak głośnej antyukraińskiej propagandy w rosyjskich mediach. Kreml twierdzi, że wojska przygotowują się do kolejnych manewrów, ale mówi też o potrzebie ochrony „obywateli rosyjskich” w Donbasie, czyli kilkuset tysięcy obywateli Ukrainy, którym Moskwa rozdała rosyjskie paszporty.

Brzmi to jak złowrogie ostrzeżenie w rodzaju tych, które dobrze znamy z europejskiej historii. Eksperci w USA zastanawiają się, co to oznacza. Może chodzi o pobrzękiwanie szabelką, potrzebne Putinowi dla odwrócenia uwagi od wewnętrznych problemów. Nie wyklucza się jednak ewentualności nowej inwazji w celu definitywnego wcielenia wschodniej Ukrainy do Rosji, która może przybrać np. postać wprowadzenia do Donbasu rosyjskich „sił pokojowych”.

Czytaj też: Putin świętuje rocznicę zajęcia Krymu

Co Biden może dać Ukrainie?

Co poza słowami oferuje Ukrainie Ameryka? Na Morze Czarne wpłyną w tym tygodniu dwa amerykańskie okręty wojenne. Od 2014 r. USA udzielają Ukrainie pomocy wojskowej w szkoleniu jej armii, wywiadu, wsparciu logistycznym, dostawach sprzętu i lekkiej broni. Administracja Baracka Obamy opierała się wysyłaniu tam broni, jak to określano, „śmiercionośnej”, co znaczyło broń ciężką; nie zgodziła się np. na dostarczenie Ukrainie przeciwczołgowych rakiet Javelin. Pod naciskiem Kongresu administracja Trumpa wysłała je tam, ale z zastrzeżeniem, żeby nie używano ich (na razie?) w wojnie z Rosją. Obecnie eksperci z Atlantic Council of the United States wzywają do dostaw javelinów, a także dronów. Od aneksji Krymu USA wydały już na pomoc dla armii ukraińskiej ponad 2 mld dol. W marcu Pentagon ogłosił kolejną transzę pomocy na 125 mln. Bez tego wsparcia Ukraina ponosiłaby większe straty w wojnie z Rosją.

W razie kolejnej inwazji wojska amerykańskie nie przyjdą jednak z odsieczą Ukrainie, która nie jest członkiem NATO. Pozostaje więc dyplomacja i groźba sankcji. Od 2014 r. są ciągle w mocy sankcje nałożone przez USA i Unię Europejską za aneksję Krymu, które, jak się ocenia, przyczyniły się do zahamowania wzrostu rosyjskiej gospodarki, ale jak wiadomo, nie zaszkodziły specjalnie reżimowi Putina. Eksperci postulują nowe, które byłyby bardziej dla niego dotkliwe. Przyznają jednak, że i tu USA nie mogą sobie pozwolić na zbyt wiele. Wskutek globalizacji i bez porównania większego związania amerykańskiej gospodarki z rosyjską niż za czasów ZSRR, w okresie zimnej wojny, daleko idące sankcje mogą wywołać spillover effects, czyli negatywne konsekwencje dla gospodarki USA i ich sojuszników.

Z tego np. względu nie ukarano poważniejszymi sankcjami Gazpromu, od którego dostaw zależy pół Europy. Atlantic Council radzi jednak – w razie inwazji na Ukrainę – zaostrzenie sankcji na ten koncern i jego filie (spółki zależne?), podobnie jak na Rosneft. Zaleca zastosowanie ich także wobec innych rosyjskich firm energetycznych, jak Surgutneftgas i Novatek, oraz banków, jak VTB i Gazprombank. Fakt, że np. Novatek jest częściowo własnością francuskiego koncernu Total, każe liczyć się z tym, że sankcje ujemnie odbiją się na gospodarce Francji. Poza energetyką i finansami są jednak jeszcze inne, przeważnie „nienaruszone” sankcjami sektory, takie jak metalurgia i górnictwo, wobec których można by ich użyć.

Czytaj też: Czego od sojuszników w NATO chce Biden

Biden Ukrainę zna doskonale

Niezależnie wszakże od tego, jak dalej potoczą się wypadki, można raczej być pewnym, że administracja Bidena zrobi wszystko, co praktycznie możliwe, by zniechęcić Putina do eskalacji agresji przeciw Ukrainie. W tej sprawie można jej ufać bardziej niż administracji Trumpa, a nawet jego poprzednika Baracka Obamy. Biden zna Ukrainę doskonale, jako wiceprezydent popierał wysłanie tam rakiet Javelin mimo sprzeciwu swego ówczesnego szefa, który tego zabronił. Jego ekipa ds. bezpieczeństwa to prawdziwi eksperci od kwestii międzynarodowych – w odróżnieniu od analogicznej ekipy Obamy w Białym Domu, złożonej głównie ze strategów od polityki krajowej, a nie zagranicznej.

Kluczową postacią w zespole Bidena jest Blinken, nie tylko wytrawny dyplomata, lecz także polityk przekonany o konieczności niezmiennego zaangażowania USA w Europie, co wiąże się z jego osobistym, rodzinnym backgroundem. To już, niestety, słabnąca orientacja polityki zagranicznej w Stanach, którą reprezentuje również doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, mający renomę jastrzębia Jake Sullivan. W 2014 r. Blinken, wówczas zastępca doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, odgrywał główną rolę w nałożeniu sankcji amerykańskich na Rosję. Ukraińcy uważają go za niezawodnego przyjaciela swego kraju. Decyzje w sprawach konfliktu Ukrainy z Rosją będzie podejmował prezydent, ale można mieć nadzieję, że pokieruje się sugestiami Blinkena i Sullivana.

Czytaj też: Putin rozpycha się na Bałtyku

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Fotoreportaże

Urok małych liczb. Najlepsze polskie apartamentowce

Zamiast balkonów na długość stopy i niedoświetlonych parapetów są szerokie tarasy i wielkie okna, zamiast anonimowości – przestrzenie, które sprzyjają spotkaniom z sąsiadami. Najlepsze polskie apartamentowce mają mało mieszkań, wyjątkową architekturę i położenie. Niestety, kameralne wciąż znaczy rzadkie i ekskluzywne.

Marta Polny
28.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną