Świat

Izrael kontra Hamas. Dlaczego w Unii trudno o wspólne stanowisko

Od lewej: izraelski minister dyplomacji Gabi Aszkenazi w rozmowie z Jakubem Kulhankiem i Ivanem Korczokiem, swoim czeskim i słowackim odpowiednikiem. Są w Petach Tikwie, budynek zniszczyła rakieta odpalona ze Strefy Gazy. Od lewej: izraelski minister dyplomacji Gabi Aszkenazi w rozmowie z Jakubem Kulhankiem i Ivanem Korczokiem, swoim czeskim i słowackim odpowiednikiem. Są w Petach Tikwie, budynek zniszczyła rakieta odpalona ze Strefy Gazy. Nir Elias / Reuters / Forum
Konflikt Izraela z Hamasem znów obnażył problemy UE ze wspólną polityką zagraniczną. Ale pokazał też wyraźne przesunięcie sporej części opinii publicznej, a zatem i polityków, w stronę większego „zrozumienia” dla Izraela.

Francja promuje teraz rozejmową rezolucję Rady Bezpieczeństwa UE, szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas prowadzi na miejscu rozmowy z Izraelczykami oraz przedstawicielami Autonomii Palestyńskiej, a dyplomacja pobrexitowej Wielkiej Brytanii w sprawie zaognienia między Izraelem i Hamasem jest na razie bardzo anemiczna.

Gdy poleciały pierwsze rakiety, izraelskie flagi w geście solidarności zawisły przy siedzibie CDU w Berlinie, na gmachach rządów w Austrii i Słowenii oraz nad pałacem prezydenta w Pradze. W koalicji rządowej w Belgii trwają za to nowe – na razie skazane na niepowodzenie – debaty o sankcjach na Izrael (chodzi o import z osiedli żydowskich). UE jako całość próbuje wykuwać wspólne stanowisko, choć z pełną świadomością, że rząd Beniamina Netanjahu teraz baczy prawie wyłącznie na USA.

Netanjahu buduje taktyczne sojusze

Ministrowie spraw zagranicznych krajów Unii we wtorek 18 maja ze względu na węgierskie weto nie zdołali przyjąć wspólnej deklaracji, która – jak referował szef unijnej dyplomacji Josep Borrell – miała połączyć apel o zawieszenia ognia, poparcie dla prawa do obrony Izraela przed Hamasem, wezwanie do adekwatnej odpowiedzi militarnej (jest wiele nieakceptowalnych palestyńskich ofiar cywilnych), a w kontekście Szejk Dżarra miała powtórzyć stanowisko w sprawie niedozwolonego osadnictwa żydowskiego na terytoriach okupowanych.

„Nie pomagają takie zwykle bardzo jednostronne oświadczenia UE wobec Izraela. Zwłaszcza w tych okolicznościach, kiedy napięcie jest duże” – mówił węgierski minister Peter Szijjarto.

Rząd Viktora Orbána bodaj najczęściej w ostatnich latach sprzeciwiał się „antyizraelskim” oświadczeniom wspólnoty, jak to ujmował Budapeszt. Wśród unijnych stronników Netanjahu trzeba też wymienić Warszawę (mimo wszystko), Sofię, Bukareszt, kraje bałtyckie, Austrię, Cypr i Grecję (w dwu ostatnich przypadkach „pomagają” trudne relacje z Turcją). W Izraelu Netanjahu spotyka się czasem z zarzutami, że rezygnuje z nacisków na rozliczenia z historią Holokaustu m.in. przez kraje bałtyckie czy że „nazbyt pospiesznie” zamknął spór z rządem Mateusza Morawieckiego w 2018 r., by w zamian budować taktyczne sojusze w UE.

Z drugiej strony dobre relacje z Izraelem bywają dla propagandy Orbána narzędziem do odpierania zarzutów ze strony części krytyków krajowych i zagranicznych, że np. w nagonkach na George’a Sorosa gra – choć nigdy wprost – na nutach antysemickich. Zdaniem krytyków Netanjahu sam wykazuje spore ciągoty do „demokracji nieliberalnej”, co miałoby mu pomagać zacieśniać stosunki m.in. z Grupą Wyszehradzką.

Czytaj też: Brutalna bitwa na rakiety

Antysemityzm i islamofobia

Wszystkie kraje UE, podobnie jak Waszyngton, przynajmniej oficjalnie trzymają się „celu dwupaństwowego”, z niepodległym Izraelem i Palestyną, ale ich reakcje na rozbudowę osiedli izraelskich na okupowanym Zachodnim Brzegu czy na łamanie praw człowieka bywają bardzo odmienne. Dość stanowczą linię zwykle prezentuje Francja, a Niemcy nadal poważnie się samoograniczają z powodów historycznych. Natomiast do najostrzejszych krytyków Izraela należą Belgia, Irlandia, Szwecja oraz Luksemburg, co widać także teraz.

Opozycja od dawna ostrzegała Netanjahu, że jego polityka wobec Palestyńczyków oraz izraelskich Arabów doprowadzi do zaostrzenia „propalestyńskiej” linii Europy. Ale paradoksalnie te obawy dotąd się nie spełniły. Przykładowo Paryż wstrzymywał się od krytykowania Netanjahu na początku obecnego zaognienia. Ogólne oskarżenia władz w Europie o niewspółmierne działania armii i śmierć palestyńskich cywilów są bodaj słabsze i późniejsze, niż byłoby to pięć–dziesięć lat temu. Bardzo możliwe, że przyczyniły się do tego m.in. zamachy terrorystyczne we Francji z ostatnich kilku lat, o których pamięć odżywa na widok rakiet wystrzeliwanych w stronę Tel Awiwu.

To wszystko nie oznacza, że sytuacja na Bliskim Wschodzie nie przełoży się na konflikty we Francji czy Niemczech. Uprawnionym propalestyńskim demonstracjom towarzyszą przejawy antyizraelskie i antysemickie. Z kolei wsparcie dla Izraela ze strony skrajnej prawicy bywa podszyte islamofobią i ksenofobią wobec muzułmańskich imigrantów. Dlatego również ze względów wewnętrznych unijnemu Zachodowi zależy na rozejmie.

Czytaj też: Dlaczego nie da się rozwiązać konfliktu izraelsko-palestyńskiego

Wyłam węgierski i status poradziecki

Szczególną grą Węgry wykazały się już w 2017 r., gdy decyzja Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela (i przeniesieniu tam ambasady w 2018 r.) wywołała spodziewane protesty instytucji UE. Ale głównie Budapeszt sprzeciwił się wymagającej jednomyślności deklaracji Unii odcinającej się od łamania europejskiego konsensusu, że kwestia statusu Jerozolimy powinna być rozstrzygnięta wyłącznie w toku izraelsko-palestyńskich rokowań pokojowych. W 2019 r. Węgrzy otworzyli – ku radości rządu Netanjahu – biuro handlowe w Jerozolimie, które jednak pozostaje filią węgierskiej ambasady w Tel Awiwie.

W Brukseli dość regularnie odżywa temat jednostronnego uznania Palestyny przez UE (formalnie ta decyzja należy do poszczególnych krajów członkowskich) w odpowiedzi na lekceważenie czy sabotowanie procesu pokojowego przez Izrael. Ale i w tej kwestii mocno grają wewnątrzunijne podziały, choć kilka krajów Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Polska), o których przychylność zabiega Netanjahu, jest akurat poza tą debatą. To spuścizna po obozie radzieckim. Polska uznała bowiem – jak ujmuje to MSZ – „proklamację niepodległego państwa palestyńskiego” w 1988 r., co pozostaje w mocy.

Czytaj też: Ile czasu ma Izrael

„Polityka różnicowania”

Unia od 2005 r. postanowiła w handlu międzynarodowym jasno różnicować pod względem celnym Izrael w granicach z 1967 r. i terytoria okupowane (Zachodni Brzeg, Strefa Gazy, Jerozolima Wschodnia oraz Wzgórza Golan), a w 2013 r. rozciągnęła tę politykę na inne dziedziny. To doprowadziło do sporu o dostęp Izraelczyków do programu Horyzont 2020, a sprawę uładzono dzięki działaniom Berlina – zachowano prawo np. uczelni z filiami na terytoriach okupowanych do uczestniczenia w Horyzont 2020 pod warunkiem, że unijne fundusze nie będą wydawane po drugiej stronie Zielonej Linii, czyli granicy z 1967 r.

Do dużej dyplomatycznej burzy doprowadziła decyzja z 2015 r. (oficjalnie tylko „zawiadomienie interpretacyjne Komisji Europejskiej”) w sprawie etykietowania towarów importowanych z Izraela. To też przykład „polityki różnicowania”, bo Unia nakazuje, by towary z terytoriów okupowanych np. przy informacji „wyprodukowano na Zachodnim Brzegu” miały zastrzeżenie, że chodzi o produkt z „osiedli izraelskich” lub palestyński. Taką interpretację przepisów potwierdził w 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości UE.

Regulacja dotyczy zaledwie 1,5 proc. eksportu, ale niemała część izraelskiej opinii publicznej uznała, że decyzje Unii zaczynają wpisywać się w działania antyizraelskiego ruchu „BDS” (Boycott, Disinvestment, Sanction). Netanjahu w 2015 r. grzmiał o „czarnych wspomnieniach” o znakowaniu żydowskich towarów. Demonstracyjnie, choć na krótko, zawiesił wtedy kontakty z instytucjami UE.

Czytaj też: Syreny i rakiety. To jest też wojna na słowa i obrazy

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Wybuchowe wesele. Zostali bez domu i z kredytem na całe życie

W jednej chwili wesele Wawrzyniaków zamieniło się w koszmar. Każdego dnia nurtuje ich pytanie: jak tu obchodzić rocznicę?

Norbert Frątczak
18.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną