Świat

Białoruski opozycjonista poszedł pobiegać, jego ciało znaleziono w parku

W poniedziałek rano Witalij Szyszow wyszedł z domu w Kijowie, żeby pobiegać. W poniedziałek rano Witalij Szyszow wyszedł z domu w Kijowie, żeby pobiegać. Białoruski Dom na Ukrainie / Instagram
Nic nie wskazuje, że Witalij Szyszow sam odebrał sobie życie ani że powiesił się przypadkowo. Był liderem organizacji społecznej Białoruski Dom na Ukrainie.

W poniedziałek rano Witalij Szyszow wyszedł z domu w Kijowie, żeby pobiegać. Biegał codziennie, zwykle zajmowało mu to godzinę. Potem wracał do siebie. Ale w poniedziałek nie wrócił. Ponieważ był liderem organizacji społecznej Białoruski Dom na Ukrainie, jego telefon dzwonił bardzo często. Tyle że w poniedziałek nie odbierał. To zaniepokoiło jego znajomych, którzy natychmiast zaczęli go szukać. Policji zgłoszono zaginięcie.

Najpierw sprawdzono trasę jego codziennych biegów. Bez efektu. Znacznie później, bo dziś rano, w pobliskim parku na drzewie znaleziono ciało aktywisty. Świadkowie twierdzą, że na twarzy nosił ślady pobicia, a z telefonu wykonano kilka pustych połączeń. Ukraińska policja potwierdza informację o znalezieniu ciała. Śledztwo ma wyjaśnić detale, rozpatrywane jest morderstwo, także upozorowane samobójstwo. Nic nie wskazuje, że Witalij sam odebrał sobie życie. Ani że powiesił się przypadkowo. Na razie analizowane są zapisy monitoringu i trwają przesłuchania świadków.

Czytaj też: Trzy walizki, jeden miś. Tak się ucieka z Białorusi

Śmierć opozycjonisty. Akt zemsty?

Koledzy Szyszowa twierdzą, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ostrzegała aktywistów kilkakrotnie przed agentami z Mińska, którzy przedostali się na Ukrainę z falą uchodźców. Podobno Szyszow też był nagabywany przez nieznanych osobników. Takich informacji udzieliła jego dziewczyna, którą także zaczepiali nieznani ludzie.

Portal Biełsatu cytuje dziennikarzy Radia Swoboda, którzy ujawnili, że organizacja Białoruski Dom na Ukrainie jest powiązana z Siarhiejem Karotkich, Białorusinem walczącym w Donbasie w szeregach batalionu Azow. Co może dobrze teraz przypomnieć, był łączony ze środowiskiem ukraińskiej skrajnej prawicy nacjonalistycznej, z czasem otrzymał też ukraińskie obywatelstwo.

Czy jest to dla sprawy trop istotny, nie wiemy, ale warto pamiętać, że żołnierze Azowa mocno zaleźli za skórę wspieranym przez Moskwę separatystom z Donbasu. Nie można wykluczyć, że śmierć Szyszowa to po prostu akt zemsty związany z wydarzeniami z okresu walk w Donbasie. Moskwa ma sporo doświadczeń w załatwianiu takich porachunków, wielokrotnie to demonstrowała.

Czytaj też: Białorusini w Polsce boją się o życie

Cel: zastraszyć Białorusinów

Ale chyba bardziej prawdopodobne jest działanie białoruskich służb, które tropią aktywistów poza granicami kraju. Skoro poważono się na uprowadzenie samolotu lecącego z Aten do Wilna tylko dlatego, że na pokładzie znajdował się bloger Raman Pratasiewicz, uważany przez reżim w Mińsku za wroga? Zamordowanie Witalija wydaje się czymś znacznie prostszym. Nawet w biały dzień, w publicznym parku, uczęszczanym przez innych porannych biegaczy. Pobicie, zamordowanie, powieszenie ciała na drzewie to tylko z pozoru skomplikowane czynności. Dla fachowców z białoruskich służb to z pewnością nic trudnego.

Cel jest oczywisty: chodzi o zastraszenie Białorusinów, którzy uciekli z kraju, aktywistów, opozycjonistów. O pokazanie im, że nie ma takiego miejsca, gdzie mogą się ukryć, pracować, żyć. Reżimowi urzędnicy nieraz podkreślali, że dopadną wrogów wszędzie. Dziś to Kijów. Jutro może być Wilno lub Warszawa.

Czytaj też: Atak na polską mniejszość na Białorusi przybiera na sile

Cimanouskiej też grozi niebezpieczeństwo

Może to być przekaz do takich osób jak sprinterka Kristina Cimanouska, która głośno skrytykowała pracę białoruskiego sztabu trenerów. Za karę została wycofana z igrzysk w Tokio i tylko dzięki zimnej krwi i pomocy japońskiej policji uniknęła przymusowej „deportacji” do Mińska. Dziś ma już polską wizę humanitarną, a jej mąż z synem uciekli do Kijowa w obawie o los jej i własny. Takiego policzka, wymierzonego na oczach zdumionego świata, Łukaszenka z pewnością nie podaruje. Niewykluczone, że chciał wysłać sygnał: dopadnę was wszędzie, nie ukryjecie się.

Dziwić może tylko pewna niefrasobliwość Witalija Szyszowa. Od pewnego czasu czuł się obserwowany, o czym wspominał kolegom. Dlaczego samotnie biegał w parku? Dlaczego nikt go nie chronił, nikt mu nie towarzyszył? Dlaczego zlekceważono środki bezpieczeństwa? Dlaczego sprawa Pratasiewicza nie nauczyła białoruskich aktywistów ostrożności? Nie nauczyła też zbyt wiele służb Ukrainy.

Może wszystko to, co się wydarza w ostatnich miesiącach, wpłynie przynajmniej na polskie służby, uczuli osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo uchodźców politycznych. Do Warszawy przylatuje wkrótce z Tokio Kristina Cimanouska. Jej też grozi niebezpieczeństwo, bo naraziła się reżimowi i skutecznie uciekła przed represjami. Warto o tym pamiętać, zanim coś złego się wydarzy.

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Młodzi: monogamia to tylko jedna z opcji

Amelia chętnie słucha, gdy jej chłopak opowiada, jak mu się udała randka z drugą dziewczyną. Dla coraz większej liczby młodych monogamia przestaje być normą. Staje się tylko jedną z opcji.

Norbert Frątczak
11.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną