Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Ukraińska wrzutka Putina. Czy NATO da się skusić?

Dyktator z Kremla, przyjmując nowych ambasadorów, niby od niechcenia wygłasza fundamentalne oświadczenie: chce nowych rozmów z Zachodem dotyczących rozszerzania NATO. Dyktator z Kremla, przyjmując nowych ambasadorów, niby od niechcenia wygłasza fundamentalne oświadczenie: chce nowych rozmów z Zachodem dotyczących rozszerzania NATO. Sputnik / Reuters / Forum
Prezydent Rosji zaproponował Zachodowi nowy układ: prawne gwarancje nierozszerzania NATO na wschód w zamian za spokój i stabilność. Chce w ten sposób utrzymać Ukrainę w szarej strefie.

Czas i sposób złożenia tej „negocjacyjnej” oferty nie są przypadkowe: na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO, swoistym miniszczycie zdominowanym przez rosyjską groźbę ataku na Ukrainę, i w momencie, gdy sojusz finalizuje dyskusję o swojej roli w nowym dziesięcioleciu. Dyktator z Kremla, przyjmując ambasadorów, niby od niechcenia wygłasza fundamentalne oświadczenie: chce nowych rozmów z Zachodem dotyczących rozszerzania NATO. Sugeruje, że tylko prosi przybyłych, by przekazali to przesłanie swoim przywódcom. Obecni na sali przedstawiciele Indii, Salwadoru czy Somalii słuchają, ale nowi ambasadorowie z Włoch, Hiszpanii i Słowacji już wiedzą, że za chwilę słowa ich gospodarza trafią na czołówki globalnych mediów. Kreml sam zadba, by nowa oferta Rosji dla Zachodu szybko trafiła na oficjalne strony internetowe i była dostępna czarno na białym, również po angielsku.

Putin powtórzył stare i zgrane narzekania, że NATO przybliża swoją infrastrukturę wojskową do granic Rosji i zwiększa presję. Że rosnąca obecność wojskowa na wschodniej flance sojuszu stanowi dla niej zagrożenie. Że Rosja jest tak naprawdę przymuszona do militarno-technologicznej odpowiedzi, choć za jej rezultaty nie można jej obwiniać. Że jej interesy bezpieczeństwa są przez Zachód ignorowane. Wszystko to znana narracja Kremla o okrążaniu Rosji przez NATO, prowokowaniu wyścigu zbrojeń i eskalowaniu napięcia. Nowy jest element negocjacyjny, który pojawia się w momencie, gdy Rosja z nową i niespotykaną siłą demonstruje zdolność destabilizacji i niepokojenia Zachodu – mowa oczywiście o koncentracji wojsk i sprzętu u granic Ukrainy, uznawanej w NATO za większą i groźniejszą niż na wiosnę. Putin zdaje się mówić: siądźcie do stołu, bo nigdy nie będziecie mieć gwarancji, co zrobię, a sami widzicie, co mogę.

Czytaj też: Ukraina stawia na NATO w grze z Rosją

Poczekalnia NATO

Putin domaga się prawnych, a nie tylko ustnych, gwarancji, że NATO nie będzie rozszerzane na wschód. W praktyce chodzi więc głównie o Ukrainę i Gruzję, które od 2008 r. stoją w sojuszniczej poczekalni i wobec których Rosja podjęła zbrojne kroki mające również na celu zastopowanie ewentualnej akcesji.

Drugim elementem żądań Kremla jest to, by NATO nie rozmieszczało u granic Rosji broni, która będzie jej zagrażać. Putin nie sprecyzował, o jakie uzbrojenie chodzi, ale z wcześniejszych oświadczeń rosyjskich władz można wnioskować, że głównie o rakiety dużego zasięgu i, rzecz jasna, broń jądrową.

Oba postulaty są podobne do tych, które były przedmiotem negocjacji Zachodu z Rosją w drugiej połowie lat 90., przed pierwszym poszerzeniem NATO na wschód, a które w maju 1997 r. doprowadziły do przyjęcia przez obie strony deklaracji, tzw. Aktu Stanowiącego NATO–Rosja. Dopiero później formalne zaproszenie do sojuszu dostały Polska, Czechy i Węgry, co demonstrowało dobrą wolę państw zachodnich wobec Kremla i na ponad dekadę ustaliło zasadę nieprowokowania Rosji czymkolwiek. Z drugiej strony akt stanowiący nie jest prawnie wiążącym traktatem – dlatego dziś, gdy Putin chce jego odnowienia, wskazuje, że chodzi mu o gwarancje prawne, a nie ustne. O umowę, a nie deklarację.

Czytaj też: Rosja u granic Ukrainy. Co może zrobić Biden?

Zawsze lepiej rozmawiać, niż strzelać

Na słowa Putina jako pierwszy zareagował sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. „Rosja nie ma weta, Rosja nie ma głosu w sprawie zapraszania nowych członków do sojuszu” – Norweg wypowiedział rutynową formułę, która od dłuższego czasu jest w NATO oficjalną mantrą. Ale oczywiście Putin nie mówił do Stoltenberga, nawet jeśli ten drugi starał się odpowiadać Putinowi. Kreml czeka na reakcję Waszyngtonu, Paryża, Berlina czy Rzymu i jest niemal pewne, że wszędzie może liczyć na jakieś wsparcie. Jest też niemal pewne, że nigdzie nie otrzyma odpowiedzi, na którą liczy, a na pewno nie teraz. Bardzo za to prawdopodobne, że pojawi się pomysł jakichś nowych rozmów, bez warunków wstępnych i bez zdefiniowanego na Kremlu rezultatu.

Między Rosją a USA od kilku miesięcy trwają rokowania strategiczne, które na krótką metę nie doprowadziły do ustanowienia „stabilnych i przewidywalnych” relacji – wręcz przeciwnie – ale których sensu nikt jeszcze nie przekreślił. Oferta Putina może ich sens zwiększyć, o ile zostanie pozbawiona elementu blokady natowskich ambicji Ukrainy, Gruzji i innych krajów. Rozmawiać zawsze lepiej, niż strzelać, ale zanim siądzie się do stołu, musi zapanować lepszy nastrój.

Czytaj też: Atomowy straszak Putina. Czy Rosja użyje swojej broni?

Zachód nie ustąpi Putinowi

Nastroju do wyciągania ręki do Putina nie ma głównie dlatego, że sam wyciąga karabin. NATO właśnie odbyło sesję, na której w mocnych słowach opowiedziało się za integralnością terytorialną Ukrainy i przeciwko rosyjskim groźbom. Sekretarz stanu USA powiedział nawet, że Ameryka zadba o to, by Ukraina miała się czym bronić, co w kontekście oferty Putina zabrzmiało jak jej zlekceważenie.

Dopóki więc Rosja nie odstąpi od granic Ukrainy i nie przestanie nękać zachodnich sąsiadów pospołu z Białorusią, o nowym układaniu się z Moskwą nie ma mowy. Sojusz musiałby też dokonać operacji na własnym kręgosłupie, by wyrzec się polityki otwartych drzwi i dać Rosji praktyczne prawo weta wobec nowych członków. Kwestie militarne wykluczają zaś ograniczenia co do wzmacniania obronnego wschodniej flanki, która i tak cierpi z powodu lokalnej nierównowagi sił.

Pentagon właśnie ogłosił, że rozważa dodatkowe wzmocnienie zdolności odstraszania w Europie, niewykluczone, że w pobliżu granic Rosji. Putin próbuje rzutem na taśmę odwrócić trendy, które sam wywołał pierwszym atakiem na Ukrainę i ustawicznymi groźbami jego ponowienia. Akceptacja deeskalacji na jego warunkach byłaby ustępstwem, na które Zachód nie ma dziś ochoty.

Czytaj też: Czy Putin stoi za Łukaszenką? To skomplikowane

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Spacerek pod lufą. Jak zwykli Polacy polują na myśliwych

Czy sprzeciw zwykłych obywateli może położyć kres polowaniom na zwierzęta? Sezon łowiecki właśnie się rozkręca.

Przemysław Ziemacki
03.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną