Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Boris Johnson może stracić władzę. Za imprezę przy Downing Street

Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson Premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson Toby Melville / Reuters / Forum
Boris Johnson przyjął w końcu odpowiedzialność za złamanie procedur antycovidowych. Błąd może go drogo kosztować, bo sondaże pokazują, że większość obywateli oczekuje jego rezygnacji.

Boris Johnson wielokrotnie przyznał się do błędu, ale nie podał się do dymisji. Kajał się w środę podczas tradycyjnej rundy pytań do szefa rządu w Izbie Gmin. Błąd polegał na urządzeniu imprezy w ogrodach przy siedzibie premiera, podczas gdy Zjednoczone Królestwo podlegało lockdownowi na polecenie rządu Johnsona. Ten błąd może Borisa drogo kosztować, bo sondaże pokazują, że większość obywateli oczekuje jego rezygnacji.

Party przy Downing Street

W maju 2020 r. kancelaria premiera zaprosiła około stu osób z nią związanych na party. Mejl z zaproszeniem zachęcał, by uczestnicy przynieśli alkohol i cieszyli się wspólnie z dobrej pogody. Ot, spotkanie robocze, kilka drinków, pogawędka i z powrotem do pracy. Tylko że w tym samym czasie miliony mieszkańców Królestwa miały prawo do spotkania z jedną osobą spoza rodziny, z zachowaniem odstępu co najmniej dwumetrowego. Organizując imprezę dla swoich, rząd zwyczajnie olał reżim, który sam narzucił społeczeństwu. Uznał, że jego przepisy nie dotyczą, bo widać ma się za lepszy sort poddanych królowej.

Gdy wiadomość o tym wyciekła do mediów, a poprzez nie do opinii publicznej, reakcja była łatwa do przewidzenia: powszechne oburzenie na hipokryzję władzy. I to ponad podziałami politycznymi, nawet wśród wyborców i członków rządzących dziś konserwatystów pod przewodem Johnsona. Wściekłość budziła także taktyka zarządzania kryzysem przyjęta przez rządowych piarowców – uniki i kłamstwa mające uchronić premiera przed odpowiedzialnością. Brytyjczycy są bardzo wyczuleni na łamanie prawa, szczególnie przez rządzących.

Czytaj też: Johnson skończył elitarne szkoły. Nic mu to nie dało

Boris Johnson. Skąd my to znamy?

W Izbie Gmin Johnson przyjął w końcu odpowiedzialność za złamanie procedur antycovidowych. Był w defensywie, a jego współpracownicy też mieli nietęgie miny. Lider lewicowej opozycji sir Kier Starmer czuł krew i wezwał osobiście Johnsona do ustąpienia. Boris bronił się, rzucając miliardami, jakie jego rząd przeznaczył na walkę z pandemią, milionem testów na covid wykonywanych codziennie na Wyspach, dobrymi rokowaniami dla gospodarki. Wzywał opozycję, aby nie ferowała wyroków, nim nie zakończy się niezależne dochodzenie w sprawie imprezy w ogrodach przy Downing Street.

To wszystko może nie wystarczyć do uspokojenia opinii publicznej. Bo przecież fakty są dla Johnsona rujnujące: złamał zasady, które sam żyrował, i kłamał, że nie było żadnej imprezy. Jaka jest więc wiarygodność premiera i partii rządzącej? To rozstrzygną obywatele Królestwa, a my w Polsce możemy tylko zapytać: skąd to znamy?

Brytyjski tygodnik: Bierność Johnsona zabiła tysiące ludzi

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Kim pan jest, panie W.? Skąd się wziął i na czym dorobił cichy bohater afery taśmowej

Cała Polska usłyszała o zeznaniach Marcina W. Najpierw, że Marek Falenta sprzedał Rosjanom słynne „taśmy prawdy”; potem, że Michał Tusk przyjął 600 tys. euro łapówki. Ale równie ciekawe jak zeznania są biznesy Marcina W. I jego związki z CBA.

Marek Czarkowski
05.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną