Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Świat

Rosja grozi Ukrainie wojną. Czy już się zaczęło?

Ćwiczenia rosyjskich żołnierzy. Styczeń 2022 r. Ćwiczenia rosyjskich żołnierzy. Styczeń 2022 r. Vadim Savitsky / TASS / Forum
Zagęszcza się sytuacja wokół Ukrainy. Amerykanie i sojusznicy z NATO nie mają złudzeń, że wojna wisi w powietrzu. Wiedzą więcej niż my, więc ich bardzo nerwowe reakcje powinny nas zaniepokoić. Mnie zaniepokoiły trzy sprawy.

Kilka dni temu pojawiły się doniesienia, że Rosjanie ewakuują swój personel dyplomatyczny z Ukrainy i będą ten proceder kontynuować. Rosja zaprzecza temu w dość ciekawy sposób, nie wprost, ale zapewniając, że jej placówki pracują normalnie. Tymczasem reporterzy „New York Timesa” donoszą o wyjeździe 50 osób. W ukraińskich źródłach znalazłem zaś takie liczby: 18 ludzi odeszło z ambasady w Kijowie, a 30 opuściło personel konsularny w Kijowie i Lwowie. Może pojechali na urlop? Wszak to czas ferii zimowych...

Mówiąc poważnie: to bardzo zły sygnał. Wiadomo, że wszyscy nie wyjadą i nie zamkną ambasad na kłódkę. Ale jeśli na miejscu pozostaną sami wyżsi rangą dyplomaci, to nawet w obliczu wojny nikt nie ośmieli się zrobić im krzywdy. Wyjeżdża głównie niższy personel, bez immunitetu dyplomatycznego czy konsularnego.

Dyplomaci wyjeżdżają, płyną okręty

Drugi zły sygnał: przez cieśniny duńskie przeszły właśnie trzy z czterech dużych okrętów desantowych Floty Bałtyckiej, tj. Mińsk, Kaliningrad i Korolow. Czwarty, Aleksandr Szabalin, jest podobno w naprawie. Kiedy przepływały pod mostem między Danią a Szwecją, zrobiono im zdjęcia. Okręty w eskorcie korwet rakietowych dość głęboko siedzą w wodzie, są maksymalnie zanurzone. To oczywiste, że nie wiozą ziemniaków… Każdy z nich pomieści 340 żołnierzy, dziesięć czołgów lub 20 transporterów opancerzonych. Zapewne mają na pokładzie część 336. Białostockiej Brygady Piechoty Morskiej Gwardii z Bałtijska. Nie zdziwiłbym się, gdyby resztę tej jednostki przerzucono już niepostrzeżenie statkami handlowymi w rejon Morza Czarnego.

A to nie wszystko. Z Floty Północnej na południe, wzdłuż brzegów Norwegii, udał się podobny zespół. Zaobserwowano większy jeszcze okręt desantowy Piotr Morgunow, zdolny zabrać 13 czołgów i 350 ludzi, a także okręty Olenegorskij Gorniak i Giergij Pobiedonosiec (tego samego typu co wspomniane trzy bałtyckie). Czy mają na pokładzie 61. Kirkeneską Brygadę Piechoty Morskiej? Jeśli tak, to zapewne część, reszta mogła dotrzeć na Krym na pokładach statków cywilnych.

Sama Flota Czarnomorska ma do dyspozycji cztery duże i trzy średnie okręty desantowe, a na Krymie jest jeszcze 810. Brygada Piechoty Morskiej Gwardii. Całość tego potężnego zgrupowania może realnie wysadzić desant na ukraińskim wybrzeżu, na zachód od Krymu, i odciąć Ukrainę od morza.

Mówi się też o umacnianiu sił na granicy. Według ukraińskich źródeł stacjonują tam 52 batalionowe grupy bojowe, pancerne i zmechanizowane. To razem 17 brygad, czyli więcej niż całe polskie wojska lądowe mające 14 brygad manewrowych (w obu przypadkach nie licząc artylerii czy lotnictwa wojsk lądowych).

Ostrowski: USA kontra Rosja i Chiny. Nowa zimna wojna

Rosja testuje reakcje Zachodu

Trzecim ważnym sygnałem jest narastający hejt wobec Ukrainy, jaki zalał portale społecznościowe, także w Polsce. Aktywność ta jest tak znacząca, że różne instytucje (w tym moja uczelnia) ostrzegają pracowników przed ryzykiem cyberataków i proszą o zgłaszanie wszelkich nieprawidłowości do administratorów sieci.

11 stycznia Rosja ponownie rozpoczęła wielkie ćwiczenia w pobliżu Ukrainy, a przecież dwa duże manewry przeprowadziła w 2021 r. – na wiosnę i w listopadzie. Za każdym razem dla sił broniących Ukrainy był to powód do podniesienia gotowości, choć jak dotąd atak nie nastąpił.

Rosja przetestowała już jednak możliwe reakcje Zachodu, który dozbraja Ukrainę, ale nie oszukujmy się: może dostarczyć najwyżej broń strzelecką czy lekką broń przeciwpancerną. Czołgów, dział, samolotów bojowych czy śmigłowców nie przekaże, bo to wymaga długotrwałego szkolenia, infrastruktury, obsługi. A na to nie ma czasu. Atak może się zacząć w każdej chwili, gdy okręty znajdą się już na Morzu Czarnym (co nastąpi za kilkanaście dni). Dlatego Brytyjczycy zdecydowali się na desperacki krok – przerzucili na Ukrainę swój specjalny samolot rozpoznania radioelektronicznego RC-135W, który może monitorować aktywność Rosji „w eterze”: łączność radiową, pracę radarów, środków nawigacyjnych itd. Pomaga to określić aktualną aktywność jej wojsk.

Podkast: W co z nami grają Rosjanie? Będzie wojna?

Rosyjskie wojska ćwiczą już od stycznia

Wiadomo jednak, że Zachód nie wyśle swoich wojsk do obrony. Nie ma takiej podstawy prawnej, umowy międzynarodowej, żadnych gwarancji ani formalnego sojuszu. W dodatku Putin zapowiedział coś jeszcze: ćwiczenia sił jądrowych, też na początku roku. Jeśli wojska Rosji tak intensywnie ćwiczą już w styczniu, to co będą robiły przez resztę roku?

Ćwiczenia sił konwencjonalnych są prowadzone w czterech rejonach, co mniej więcej odpowiada kierunkom przypuszczalnego uderzenia. Jak już pisałem, moim zdaniem Rosjanie wtargną na wschodnią Ukrainę, na lewy brzeg wielkiego Dniepru. Rzeka w sposób naturalny dzieli kraj, wykrawając część bardziej zurbanizowaną i przemysłową, a zarazem o wiele bardziej prorosyjską. O ile cały ukraiński zachód chce wstąpienia do Unii i NATO, o tyle zdania na wschodzie są w tej kwestii zdecydowanie podzielone. Wielu mieszkańców widzi przyszłość Ukrainy w ścisłej współpracy, jeśli nie sojuszu z Rosją. Dlatego spodziewany opór przed okupacją jest na tych terenach dużo mniejszy.

Wilczak: Wojenne gry graniczne wokół Ukrainy. Czego chce Putin?

A poza tym: po co Rosji zachodnia Ukraina? Co tu jest wartościowego? To głównie obszary rolnicze, z niewielką liczbą dużych miast, największe z nich to Lwów. Dniepr ze swoimi wielkimi rozlewiskami jest niemal jak La Manche – to doskonała zapora obronna, o którą można się śmiało oprzeć. A cóż będzie znaczyć Ukraina okrojona o połowę, sprowadzona do swej rolniczo-małomiasteczkowej części, odcięta od Morza Czarnego? Sądzę, że Rosjanom zależy na wybrzeżu z Odessą i Mikołajewem, to bowiem jedne z nielicznych ośrodków przemysłowych w tej części kraju. Poza tym brak dostępu do morza zmusi Ukrainę do większej uległości. Gdyby zdecydowała się na ścisły sojusz z Moskwą, można by ją zjednoczyć w dawnych (sprzed 2014 r.) granicach, z rezydującym w Kijowie Łukaszenką-bis...

Czytaj też: Atomowy straszak Putina. Czy Rosja użyje swojej broni?

Putinowi ręka nie drgnie

Co za to grozi Moskwie? Sankcje? Co więcej można zrobić? Polska, Niemcy i kilka innych europejskich krajów niemal całkowicie zależy od dostaw ropy naftowej czy gazu ziemnego z Rosji. W naszym przypadku to ponad 60 proc. całorocznego zapotrzebowania. Co zrobimy, gdybyśmy zdecydowali się na sankcje?

A co mogą Stany Zjednoczone? Jak wiadomo, nie obiecają, że Ukraina nigdy nie wstąpi do NATO. A nawet gdyby Zachód się na to zgodził, to czy Putin by uwierzył? A bo to raz Zachód złamał słowo? Czy ktoś jeszcze pamięta, że Polskę przyjmowano do NATO z solenną obietnicą, że wojska innych państw sojuszu nigdy nie będą stacjonować nad Wisłą? A jak było z oderwaniem Kosowa od Serbii? Co w 1999 r. obiecano Serbii i wspierającej ją Rosji?

Putin nie ma powodu, by wierzyć USA czy krajom NATO. Wysuwa żądania wyłącznie po to, by spotkać się z odmową. I przedstawić swoje uderzenie na Ukrainę jako akt samoobrony. Obym się mylił. Jeśli Putin się zawaha i odpuści – będę szczęśliwy. Obawiam się jednak, że ręka mu nie drgnie.

Czytaj też: Biden na łączach z Putinem. Rosja sprawdza, na co może liczyć

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Co z uznaniem ukraińskiej Cerkwi? Pytamy metropolitę Sawę. „Teraz trwa wojna”

Rozmowa z metropolitą Sawą, zwierzchnikiem Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, związanego z patriarchatem moskiewskim, o tym, dlaczego polscy prawosławni nie uznają niezależności Cerkwi w Ukrainie.

Katarzyna Kaczorowska
09.08.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną