Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

O świcie zawyją syreny... Co się zdarzy, jeśli Putin pójdzie na całość?

Kijów. Luty 2022 r. Kijów. Luty 2022 r. Bryan Smith / Zuma Press / Forum
Co się dzieje za naszą południowo-wschodnią granicą, chyba wszyscy już wiedzą. Amerykańskie ostrzeżenia o dużym prawdopodobieństwie rosyjskiego ataku są na tyle poważne, że należy je równie poważnie potraktować. Choć nic nie jest jeszcze przesądzone i miejmy nadzieję, że rozsądek zwycięży.

Mowa o wystąpieniu doradcy prezydenta Joe Bidena do spraw bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivana, w którym roztoczył on niezwykle czarną wizję przyszłości. Z jego słów wynikało, że wojna jest w zasadzie nieunikniona.

Spośród wszelkich scenariuszy roztaczanych przez jednego z ważniejszych ludzi Bidena najciekawsza była wzmianka o możliwych, jak podają media, „bombardowaniach Kijowa”. Choć o ile pamiętam, to Jake Sullivan mówił o „lotniczych atakach na ważne obiekty w Kijowie i innych miastach”.

Media wyobrażają sobie najwyraźniej jakieś latające fortece, które z rykiem syren nurkujących Ju-87 Stuka zamienią Kijów w morze ruin. Taki przynajmniej obraz wyłania się z ich przekazów. Różni „eksperci” twierdzą, że to mało prawdopodobne.

Słucham tego z wielkim zainteresowaniem i nawet mógłbym mieć ubaw, gdyby sytuacja nie była tak tragiczna. Więc raczej nie jest mi do śmiechu. Tak jak nie było mi do śmiechu, kiedy w pewnej telewizji ponad 20 lat temu zadano mi następujące pytanie: „czy mieszkańcy Belgradu przyzwyczaili się już do amerykańskich i natowskich nalotów lotniczych?”. „Tak, proszę pani – odpowiedziałem. – Przyzwyczaili się, z pewnością je nawet polubili”. Przez jakiś czas nie zapraszano mnie do telewizji, nad czym specjalnie nie płakałem, ale ja nie o tym. Po prostu ludziom należą się rzetelne wyjaśnienia, bo wiele kwestii na tym świecie jest niezwykle złożonych i nie każdy musi się w nich orientować. Dość łatwo o wywołanie fałszywych wyobrażeń.

Czytaj też: Rosja wysyła Ropuchy. Czy wojna zacznie się na morzu?

Inwazja. Co wiemy o bombardowaniach?

Mam dość zaskakujące zdanie – jeśli dojdzie do otwartych działań wojennych, to do ataków na Kijów oczywiście też. Ale zupełnie innych, niż to sobie wyobrażamy.

Dzisiejsze wojska mogą dokonywać bardzo precyzyjnych ataków na starannie wybrane cele, przy czym technologiczny postęp sprawia, że jesteśmy to w stanie robić coraz efektywniej, z coraz mniejszym ryzykiem wystąpienia tzw. niechcianych zniszczeń (collateral damage). Rosjanie dysponują kilkoma środkami walki, które są zdolne do takich uderzeń. Na przykład rakiety balistyczne Iskander z celnością co do paru metrów. Mogą też użyć swoich najnowszych samolotów bombowych Su-34, mają ich w służbie 134, choć kilkanaście z nich działa, całkiem zresztą skutecznie, w Syrii. Z tych maszyn mogą zrzucać bomby kierowane laserowo lub telewizyjnie, tudzież odpalać takie pociski z większej odległości. Najgroźniejsze są bomby KAB-500S kierowane odbiornikiem Glonass, czyli rosyjskim GPS – trafiają w cel z uchyleniem nie większym niż 3–5 m.

Czytaj też: Czy Ukraina ma się jak bronić?

Jeśli zatem mogą celować bardzo precyzyjnie, to co mogliby zaatakować w Kijowie? Budynki rządowe, siedziby ministerstw i dyrekcji Służby Bezpieczeństwa Ukrainy SBU, komendę główną Narodowej Policji Ukrainy, ale też węzły łączności, budynki sztabu generalnego, znane Rosjanom stanowiska kierowania państwem i dowodzenia wojskami. Na przykład Stanowisko Dowodzenia Obrony Powietrznej w Winnicy. W ten sposób wywołaliby paraliż decyzyjny i niemoc dowódców niższego szczebla, którzy nie bardzo by wiedzieli, jak reagować na ewentualną inwazję. Nikt nie potrzebuje rozkazu, żeby podjąć jakąś bohaterską obronę, ale żeby się np. cofnąć, przegrupować i zorganizować skuteczny kontratak przy współdziałaniu z sąsiednimi jednostkami, decyzje „z góry” są wręcz niezbędne. Bez dowodzenia i kierowania walką ukraińskie wojska mogą być równie skuteczne w walce z Rosjanami co nasze władze w walce z pandemią czy inflacją.

Przypomina mi się własne doświadczenie z Duńczykami. Kiedy dowiadywali się, że byłem pilotem naddźwiękowego samolotu myśliwsko-bombowego, reagowali zawsze w ten sam sposób: to ty miałeś bombardować Kopenhagę! Jak im wytłumaczyć, że poza restauracjami, gdzie serwuje się śledzie w słodkiej śmietanie, w Kopenhadze nie ma nic godnego ataku? Nie, drodzy duńscy przyjaciele. Jeśli już miałbym cokolwiek atakować w ramach zwycięskiego marszu klasy robotniczej pod flagą Układu Warszawskiego, to byłyby to bazy lotnictwa bojowego w Karup, Skydstrup i Aalborgu, wojska Jutlandzkiej Dywizji Zmechanizowanej, stanowisko dowodzenia obrony powietrznej w Fiderup i tym podobne obiekty. Co nie znaczy, że w samej Kopenhadze nic by się nie znalazło – jest lotnisko Vaerlose albo dowództwo Sił Zbrojnych Danii Forsvaret przy ul. Holmens Kanal.

Czytaj też: Strzelba Putina nie musi wystrzelić. Co siedzi w jego głowie?

Scenariusze. Putina plan minimum i maksimum

Sądzę, że Władimir Putin zaszedł zbyt daleko, żeby się tak po prostu wycofać i nic nie zrobić. Uważam, że plan minimum to utworzenie korytarza do Krymu, oficjalne przyłączenie Donbasu (Ługańskiej i Donieckiej Republiki Ludowej) do Rosji, choćby na zasadzie jakichś obwodów autonomicznych, oraz dołączenie obwodów Zaporowskiego (z Melitopolem i Mariupolem) i Chersońskiego, tak by zyskać bezpieczne lądowe połączenie z Krymem, gdzie są bardzo istotne rosyjskie bazy wojskowe z Sewastopolem na czele.

Co daje taki wariant minimum? Pozwala zabezpieczyć rosyjskie bazy Floty Czarnomorskiej, która jest ważnym narzędziem oddziaływania na Bałkany czy Bliski Wschód. Wariant minimum może być poszerzony o zajęcie Charkowa, przemysłowego centrum, gdzie znajduje się m.in. jedna z największych na świecie fabryk produkujących czołgi, słynna fabryka im. Małyszewa, niegdyś znana jako Charkowska Fabryka Parowozów im. Kominternu. To tu narodził się czołg T-34, u nas bardziej znany jako „Rudy”. Ale Charków ma wiele innych zakładów cennych z punktu widzenia ukraińskiej, ale też potencjalnie rosyjskiej gospodarki, w tym związanych z przemysłem zbrojeniowym.

A wariant maksimum? Jeśli Putin pójdzie na całość, to w mojej ocenie zechce zająć wschodnie części Ukrainy aż do Dniepru, stanowiącego solidne oparcie obronne. Ludność tej części kraju jest w znacznym stopniu rosyjskojęzyczna, a także prorosyjska. Nie ma tu warunków do tworzenia bohaterskiego ruchu oporu, partyzantki dającej się okupantowi we znaki. W pewnym sensie rosyjska okupacja to byłby koniec niepewności, zagrożenia, a może nawet poprawa warunków życia.

Tubylewicz: Putin wciągnie Szwecję i Finlandię do NATO?

Moskwa nie wierzy łzom

Komentatorzy nie mogą się nadziwić, po co Putinowi cała ta awantura, skoro na wojnie nie zyskuje zupełnie nic, a traci bardzo wiele. Z logicznego punktu widzenia inwazja nie przyniesie nic dobrego. Niet błaga na wojnie, jak mawiają Rosjanie („nic dobrego na wojnie”). Wojna jest bowiem czymś niewyobrażalnie porażającym, a skala tragedii, upodlenia, krzywd i rozpaczy nie ma granic. Sama myśl o tym, że wojenna zawierucha mogłaby się zbliżyć do naszych granic, budzi we mnie przerażenie.

Mało kto chce wojny. I mało kto dostrzega znaczące korzyści dla Rosji z ewentualnego ataku na Ukrainę. Niestety, dyktatorzy tak jednak nie działają. Gdyby kierować się zwyczajnie pojętą logiką, nigdy nie doszłoby do I wojny światowej. Czy ktoś jest w stanie wyjaśnić, o co poszło? Bo chyba nie o Franciszka Ferdynanda Habsburga-Lotaryńskiego zabitego w Sarajewie. Czyżby z powodu śmierci jednego kandydata na głowę państwa rzuciły się sobie do gardeł największe mocarstwa z Wielką Brytanią, Francją, Niemcami i Rosją, których rzeczony arcyksiążę nie był obywatelem? A na co liczył adm. Yamamoto, atakując Pearl Harbor? Że to Japonii ujdzie płazem? Że Amerykanie w ogóle się nie zdenerwują, tylko machną obojętnie ręką? Przecież rozwijająca się dopiero Japonia nie miała z nimi najmniejszych szans.

A już najdziwniejszy jest atak Hitlera na Związek Radziecki. Na co liczył niemiecki dyktator? Na wojnę błyskawiczną? W błocie, śniegu i na przestrzeni tysięcy kilometrów? Musiałby mieć chyba rakiety kosmiczne, żeby w rozsądnym czasie dotrzeć do odległych zakątków choćby europejskiej części ZSRR. Czy jesteście sobie Państwo wyobrazić te telewizyjne komentarze z maja 1941 r.? Co miałby odpowiedzieć szanujący się ekspert na pytanie o to, czy Hitler ze swoimi 3,5 tys. czołgów zaatakuje 22 tys. czołgów ZSRR?

Dlatego świat dziś nie wierzy, że Moskwa wyda rozkaz do ataku. I szczerze mówiąc, sam ze zdumienia przecieram oczy, wciąż mając nadzieję, że to wszystko rozejdzie się po kościach.

Czytaj też: Turcja robi szpagat między Ukrainą a Rosją

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną