Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Putin ustąpi? Pobożne życzenie. Inwazja na Ukrainę właśnie się zaczęła

Konferencja Władimira Putina Konferencja Władimira Putina Bai Xueqi / Xinhua News / EAST NEWS
Uznanie przez Władimira Putina niepodległości dwóch okupowanych przez separatystów prowincji we wschodniej Ukrainie obniżyło niemal do zera szanse na dyplomatyczne rozwiązanie kryzysu bez rozlewu krwi.

Trudno sobie wyobrazić, co obecnie mogą zaproponować rosyjskiemu prezydentowi USA i NATO, aby powstrzymać go przed odkrojeniem kolejnej po Krymie części terytorium Ukrainy albo frontalną inwazją zmierzającą do okupacji całego kraju.

Inwazja właściwie się zaczęła

W odpowiedzi na poniedziałkową decyzję Putina administracja Joe Bidena ogłosiła zakaz amerykańskich inwestycji i wszelkich innych ekonomicznych kontaktów z tzw. ludowymi republikami Ługańska i Doniecka, ale nie ma to wielkiego znaczenia. Waszyngton, Unia Europejska i sekretarz generalny NATO nie szczędzą poza tym mocnych słów na temat złamania podpisanych przez Moskwę porozumień mińskich i prawa międzynarodowego, ale wciąż zapowiadają tylko dalsze sankcje.

W USA pojawiły się głosy, że Putin pozostawia jakoby na wpół otwartą ścieżkę dla dyplomacji, ponieważ ogłosił uznanie dwóch „republik”, ale nie dokonał jeszcze formalnej aneksji i jeżeli otrzyma od Zachodu jakąś istotną ofertę, może powstrzyma się od ich ostatecznego wcielenia do Rosji. Zwraca się uwagę, że na razie przynajmniej wybrano opcję podobną do tej z 2008 r., kiedy Rosja uznała niepodległość dwóch prowincji Gruzji: Abchazji i Południowej Osetii, a nie taką jak w przypadku Krymu w 2014 r.

To jednak klasyczne wishful thinking, po naszemu pobożne życzenia, ponieważ Kreml nakazał jednocześnie rozmieszczenie na terytorium obu „ludowych republik” wojsk, nazwanych oczywiście „siłami pokojowymi”. Inaczej mówiąc, de facto inwazja już się rozpoczęła i teraz kolej na reakcję USA zgodnie z deklaracjami, że agresja spotka się z sankcjami, jakich dotąd nie było. W poniedziałek wezwali do ich natychmiastowego zastosowania m.in. demokratyczny kongresmen John Garamendi i były ambasador w Budapeszcie Peter Zwack, wcześniej przestrzegający przed wymierzaniem sankcji przed inwazją.

Czytaj też: Pull up, pull up! USA podniosły alert w sprawie Ukrainy

Ukraina nie wstąpi jutro do NATO. A pojutrze?

Można teraz przewidywać, że w najlepszym razie skończy się na aneksji ługańskiej i donieckiej prowincji – jeżeli pogodzi się z nią rząd w Kijowie. Jeśli jednak ukraińskie wojska będą próbować bronić Donbasu, może to się stać dla Moskwy pretekstem do frontalnej inwazji całego kraju. Separatyści nalegają też, aby Rosja pomogła im odzyskać tereny znajdujące się jeszcze w Donbasie pod kontrolą ukraińskich sił. To także byłby powód do eskalacji walk. Komentatorzy w USA uważają to za prawdopodobne po poniedziałkowym skrajnie nacjonalistycznym przemówieniu Putina, w którym mieszając kłamstwa z półprawdami, odmówił Ukrainie prawa do niepodległej egzystencji i twierdził, że była ona zawsze i powinna nadal być częścią Rosji.

Jeszcze w niedzielę mówiło się o ewentualnym spotkaniu Bidena z Putinem, o którym wspomniał Emmanuel Macron. W przeszłości Putinowi zależało na spotkaniach z prezydentem USA niezależnie od tego, co miałoby z tego wyniknąć, gdyż budowało to jego prestiż w kraju. W obecnym kryzysowym momencie wzgląd ten nie ma większego znaczenia, a Biden na pewno nie zechce się zgodzić na szczyt w takich okolicznościach. Trwają spekulacje, czy dojdzie nawet do planowanego na czwartek spotkania w Genewie sekretarza stanu Antony′ego Blinkena z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem.

Nie wiadomo bowiem, co właściwie USA mogłyby w tej chwili Rosji zaproponować. Putina nie zadowoliły propozycje negocjacji nad rozmieszczeniem sił konwencjonalnych i broni nuklearnej w Europie, które miały zmierzać do ich obustronnej redukcji, ani oferty rezygnacji z ćwiczeń NATO w krajach przyjętych do Sojuszu po 1997 r. Uparł się przy swym głównym żądaniu, by NATO obiecało na piśmie, że nie będzie się więcej rozszerzać na Wschód, a przede wszystkim nie przyjmie Ukrainy. Waszyngton odpowiedział od razu, że to wykluczone, a potem proponował „zamrożenie” dalszego rozszerzenia Sojuszu. Replika Putina była zdecydowana: „Mówicie, że Ukraina nie wejdzie do NATO jutro. A pojutrze?”.

Czytaj też: Czy Ukraina ma się jak bronić?

Donbas Putinowi nie wystarczy

Zasadą Sojuszu Północnoatlantyckiego są otwarte drzwi dla wszystkich państw, które będą chciały do niego przystąpić i spełnią pewne kryteria członkostwa. Ukraina oświadcza, że jej celem jest wejście do NATO, ale w praktyce nie ma na razie na to szans, co najbardziej otwarcie podkreślił rząd Niemiec. Użycie argumentu straszaka NATO, rzekomego zagrożenia Rosji w razie przyjęcia Ukrainy, demaskuje Putina, który w istocie obawia się nie tyle członkostwa Ukrainy w zachodnim pakcie obronnym, ile umacniania się tam demokracji i świadomości narodowej w miarę trwania niepodległości i prozachodniej orientacji politycznej.

Komentatorzy w USA podkreślają, że Putin nie zadowoli się pochłonięciem Donbasu, gdyż jego dalekosiężnym celem jest przywrócenie władzy Moskwy nad całym terytorium dawnego ZSRR, którego rozpad opłakiwał kiedyś jako „największą geopolityczną tragedię XX w.”. Eksperci i politycy, także w Partii Demokratycznej, ostrzegają, że następne w kolejności będą republiki bałtyckie, począwszy od Łotwy, której 40 proc. mieszkańców to etniczni Rosjanie.

Amerykańska prawica może Ukrainę odpuścić

Dlatego nasilają się wezwania, by zapowiadane sankcje ekonomiczne wprowadzić jak najszybciej i zwiększyć dostawy broni dla Ukrainy. Najbliższe dni pokażą, jak wiarygodne były zapewnienia Bidena o natychmiastowej odpowiedzi. Problem w tym, że eskalacja kryzysu spowoduje dalszą, znaczną już podwyżkę światowych cen ropy, a więc i benzyny w USA. Przyczyni się to do zwiększenia inflacji, rosnącej w związku z ożywieniem gospodarki w miarę ustępowania pandemii, ale także zwiększenia wydatków budżetowych z inicjatywy prezydenta i demokratów. Niweczy to owoce ekonomicznego wzrostu i pogarsza nastroje społeczne, co przeciw Bidenowi wykorzystuje republikańska opozycja.

Można się więc obawiać stopniowego spadku poparcia dla Ukrainy i wzmacniania wschodniej flanki NATO. Już teraz przeciwko twardemu kursowi wobec Rosji występują izolacjoniści, zwłaszcza na prawicy. Popularny komentator telewizji Fox News Tucker Carlson i tacy republikańscy politycy jak senator Rand Paul twierdzą, że USA „nie mają żadnych interesów” na Ukrainie. Podszyte jest to sympatią dla Putina jako domniemanego obrońcy konserwatywnych wartości bliskich amerykańskiej prawicy.

Tubylewicz: Putin wciągnie Szwecję i Finlandię do NATO?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Tako rzecze Jaki. Reporter „Polityki” incognito na Zjeździe Sympatyków Patryka Jakiego

Odbył się pierwszy w dziejach Polski Zjazd Sympatyków Patryka Jakiego. Aby wziąć udział, należało przejść weryfikację.

Marcin Kołodziejczyk
29.11.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną