Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Putin atakuje Ukrainę i krzyczy: „to nie ja jestem agresorem”

Władimir Putin na Kremlu w przeddzień inwazji na Ukrainę Władimir Putin na Kremlu w przeddzień inwazji na Ukrainę Sergei Guneyev / TASS / Forum
Ofiarą agresji Władimira Putina staje się nie tylko sama Ukraina. Załamuje się także porządek międzynarodowy w Europie i na świecie.

Po hekatombie II wojny światowej i zakończeniu zimnej wojny ulegliśmy złudzeniu, że ład międzynarodowy nie będzie się opierał – jak w przeszłości – tylko na względnej równowadze sił wojskowych i gospodarczych, ale przede wszystkim na zasadzie nienaruszalności granic, nieużywaniu siły między państwami i na respektowaniu uniwersalnych wartości, w tym praw człowieka w polityce wewnętrznej państw. Putin otwarcie burzy filary tego porządku.

Co gorsza, ucieka się do perwersji prawnej, tzn. używając bezwstydnego kłamstwa, przywołuje wymienione wyżej zasady na opak. Mówi publicznie, że to Rosja jest dziś ofiarą agresji, a zatem ma prawo do obrony. I jak widać, liczy na towarzyszy drogi, poputczyków na Zachodzie, którzy powołując się na jego argumentację, będą osłabiać antyputinowski front oporu budowany w całej Europie. Liczy też na Chiny, które wprawdzie wezwały do powściągliwości, ale „wszystkie strony” – czyli też Ukrainę – i bynajmniej nie potępiły rosyjskiej agresji.

Czytaj też: Litwa, Łotwa i Estonia boją się Rosji. Sytuacja jest dramatyczna

Przytoczę tu najważniejsze przejawy tej stosowanej przez Moskwę perwersji prawnej:

1. Zaprzeczenie agresji

Bezprawność agresji jest najbardziej fundamentalną normą nowoczesnego prawa międzynarodowego. Agresja ma prostą i zrozumiałą definicję. Agresją jest użycie siły przez jedno państwo przeciw drugiemu. Ale uwaga: agresją nie jest działanie państwa w samoobronie. I Putin powołuje się na ten wyjątek.

W nocnym przemówieniu telewizyjnym, najwyraźniej nagranym wcześniej, zawiadamia, że „republiki ludowe” Doniecka i Ługańska zażądały pomocy Rosji, gdyż są ofiarami rządu ukraińskiego, który dopuszcza się ludobójstwa wobec Rosjan. A więc Putin nie jest żadnym agresorem, nie prowadzi wojny, tylko podejmuje – uwaga – „specjalną operację militarną” opartą na normie art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych.

Jaki to argument? Że żadna norma prawa międzynarodowego nie może naruszać naturalnego prawa członka ONZ, przeciwko któremu dokonano zbrojnej napaści, do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony. Putin ogłasza światu, że jest ofiarą, a nie agresorem, i broni się jak najbardziej legalnie oraz w zgodzie z Kartą ONZ.

2. Zaprzeczenie atakom na Ukraińców

Kreml głosi, że nie jest atakowana Ukraina, a tylko jej rząd, który nie ma legalnego statusu. Bo ów rząd nie tylko powstał w drodze puczu łamiącego ważne porozumienia, ale popełnił liczne „krwawe zbrodnie przeciw ludności cywilnej”.

Czyli rosyjska operacja wojskowa nie tylko ma „chronić ofiary ludobójstwa”, ale jeszcze doprowadzić do ujęcia członków nielegalnych władz i postawienia ich przed wymiarem sprawiedliwości. Oczywiście rosyjskim, którego orzeczenia możemy z góry przewidzieć.

Czytaj też: Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, czyli jak Putin trolluje

3. Wdrożenie ochrony ludności cywilnej

Nawet do rzeczy tak tragicznej i krwawej jak wojna prawo międzynarodowe wprowadza rozgraniczenie między postępowaniem cywilizowanym a barbarzyństwem i okrucieństwem. Prawo określa i precyzuje zbrodnie wojenne. Zbrodnią wojenną jest atakowanie celów cywilnych, które nie mają z wojskiem nic wspólnego.

Otóż ministerstwo obrony Rosji (oczywiście – obrony!) zapewniło publicznie jeszcze w nocy, że siły zbrojne „nie przeprowadzają żadnych uderzeń na miasta” – ani rakietami, ani siłami lotniczymi, ani artylerią. Ataki – ogłosiło – ograniczone są wyłącznie do celów wojskowych, zwłaszcza lotnisk ukraińskich i systemów obrony powietrznej. Zapewne ta wersja będzie natrętnie przypominana w wojnie propagandowej.

Co więcej, sam Putin w przemówieniu nadanym w nocy zwrócił się wprost „do Ukraińców” z apelem, by złożyli broń i wrócili do domów. I ostrzegł, że cała odpowiedzialność za możliwą krwawą łaźnię spadnie oczywiście nie na niego, a na sumienia reżimu kierującego dziś Ukrainą. Jak zresztą wynika z punktu drugiego powyżej, odpowiedzialność – według planu Putina – spadnie nie tylko na sumienia ludzi z ukraińskich władz, ale i na samych ludzi, bo prezydent Rosji zapowiada ukaranie tych rzekomych faszystów i przestępców. Czyli władze ukraińskie – w tej perwersyjnej logice – nie tylko są agresorami, ale poniosą prawną odpowiedzialność za ofiary dalszego rosyjskiego ataku.

Nie ma żadnego prawa bez jego uczciwej interpretacji i bezstronnego sędziego. Tu widać jak na dłoni, że najszlachetniejsze zasady prawa nie stanowią żadnego instrumentu pomocy ludziom cierpiącym, pomocy na terenie działań wojennych, jeśli to prawo oparte jest na kłamstwach, a dalej będzie oparte na stronniczych sędziach.

Czytaj też: Putin się nie zatrzyma. Myślę, że następna będzie Polska

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną