Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Równoległa wojna w sieci. Uwaga na fake newsy i trolle

Wojna cybernetyczna wylewa się poza granice Ukrainy. Wojna cybernetyczna wylewa się poza granice Ukrainy. PantherMedia
Od eksplozji działań wojennych w Ukrainie rośnie liczba cyberataków – również w Polsce. Celem tej ofensywy jest szerzenie prorosyjskiej propagandy.

Jak udało się ustalić „Polityce”, od wczesnych godzin porannych w czwartek problemy z korzystaniem z własnej infrastruktury internetowej miały w Polsce liczne prywatne firmy. Ataki w cyberprzestrzeni nasiliły się równolegle z intensyfikacją działań wojennych Rosji w Ukrainie i rozpoczęciem bombardowań największych miast. Ofensywa wobec samych ukraińskich instytucji trwa od kilku dni, na cel wzięto m.in. strony najważniejszych ministerstw, ale też infrastrukturę telekomunikacyjną i energetyczną. W niektórych częściach kraju występują poważne problemy z zasięgiem, dostępem do internetu i prądu.

Żołnierze w terenie, propaganda w sieci

Wojna cybernetyczna wylewa się poza granice Ukrainy. W Polsce jej celem są m.in. firmy z branży energetycznej, deweloperskiej i budowlanej. W jednej z nich udało nam się potwierdzić zmasowany atak na adresy i skrzynki mailowe. W poprzednich dniach na jej konta przychodziło 10–20 tys. wiadomości klasyfikowanych jako spam, a dziś rano – już 700 tys. Przekłada się to na niższą wydajność, problemy komunikacyjne, wreszcie spadek jakości obsługi. Oprogramowanie chroniące przed tego typu zalewem śmieciowych wiadomości w wielu firmach ma już maksymalne obciążenie.

Drugą odsłoną wojny w internecie jest ofensywa propagandowa. Eksperci zajmujący się cyberbezpieczeństwem alarmowali, że od czwartku w polskiej sieci widać wzmożony ruch. To oczywiście naturalna reakcja – rezultat większej aktywności użytkowników wymieniających się treściami w związku z wojną. Niewykluczona jest jednak działalność propagandowa. Jeden z informatorów „Polityki”, proszący o anonimowość przedsiębiorca ze strategicznego sektora gospodarki, przestrzega właśnie przed takim scenariuszem.

Jego firma zamiast na wyłączenie komputerów, utratę dostępu do kont bankowych czy blokadę poczty, jak ma to miejsce w Ukrainie, przygotowuje się raczej na próby infekowania służbowych sprzętów szkodliwymi linkami. W ten sposób staną się przekaźnikami propagandy, rozsyłając treści wspierające prorosyjską narrację.

Czytaj też: Runet. Po co Putinowi „rosyjski internet”?

„Ukraina się poddała”? Weryfikuj informacje

Na celowniku mogą być również portale informacyjne i oczywiście media społecznościowe. Prowadzona przez Rosjan dezinformacja już jest widoczna w polskim internecie. Od rana w czwartek dało się zaobserwować wiele fałszywych newsów dużego kalibru, w tym relację z rzekomego desantu rosyjskich wojsk pod Odessą czy zajęcia Mariupola. Oba doniesienia są nieprawdziwe. Po sieci krążą też materiały wideo ilustrujące rzekome wybuchy w Ukrainie z piątkowego poranka. Wiele z nich to jednak filmy nagrane wiele lat temu w Rosji. Zalanie polskiego internetu takimi obrazkami ma jasny cel – przekonać odbiorców w naszym kraju, że Ukraina właściwie się poddała, Rosja bez większego problemu zajęła kraj, sytuacja na Wschodzie jest poważna, ale w gruncie rzeczy przegrana.

Skalę dezinformacji dobrze oddaje wpis Tomasza Sanprucha, wydawcy i redaktora naczelnego portalu z informacjami gospodarczymi capital24.tv. Serwis zmagał się z masową ofensywą od kilku tygodni, a momentami liczba ataków dochodziła do 1,5 mln na minutę. Capital24.tv dopiero niedawno ustawiło odpowiednio silne blokady, wcześniej, jak pisze Sanpruch, mimo nieustannych wysiłków zespołu nie udawało się powstrzymywać botów i użytkowników przed publikowaniem fake newsów w serwisie. Sanpruch zaapelował o weryfikowanie informacji związanych z wojną w Ukrainie, bo ta propagandowa toczy się już na międzynarodową skalę.

Czytaj też: Kto i jak chce kontrolować sieć

Ofensywa newsów. Rosyjska cyberpotęga

Równolegle do narracji o ukraińskiej bezradności Rosja wzmacnia rewizjonizm historyczny. W polskich mediach społecznościowych pojawiły się w czwartek wpisy m.in. o rzezi wołyńskiej, UPA i reinterpretacji naszych konfliktów z Ukrainą. Tu cel też jest łatwy do odgadnięcia: rewizjonizm wzmacnia skrajną prawicę, odciąga od potrzeby zjednoczenia się z Zachodem wokół liberalnych wartości. A przede wszystkim infekuje debatę publiczną przekonaniem, że z historycznego punktu widzenia Ukraińcy nie zasługują na uwagę i pomoc.

– Rosja może być uważana za cyberpotęgę w kwestiach ofensywnych – mówi „Polityce” dr Łukasz Olejnik, badacz i konsultant w dziedzinie cyberbezpieczeństwa i prywatności, były doradca ds. cyberwojny w Międzynarodowym Komitecie Czerwonego Krzyża w Genewie. Podkreśla, że oprócz jednostek w ramach wywiadu cywilnego i wojskowego Rosjanie mogą angażować zewnętrznych aktorów do wykonywania operacji w cyberprzestrzeni. Ich arsenał jest na tyle szeroki, że obrona przed cyberatakiem, choć nie niemożliwa, dla pojedynczych osób i podmiotów jest bardzo trudna.

Sama natura ataku zależy od celu. Dr Olejnik jest zdania, że możliwe działania w Polsce i innych krajach poza Ukrainą będą miały raczej charakter wywiadowczy. Chodzi o wykradanie danych, ale też rozpowszechnienie pewnych konkretnych historii czy informacji.

Czytaj też: Wielka inwigilacja w Rosji

Rosja ma duży arsenał. Mamy się jak bronić?

– Możliwe są też cyberoperacje paraliżujące systemy lub nawet niszczące dane. W Rosji zaprojektowano narzędzie o charakterze cyberbroni, które jest w stanie wyłączyć systemy bezpieczeństwa w pewnych podzespołach systemów przemysłowych, np. turbinach. Użycie takich narzędzi mogłoby się skończyć zniszczeniami fizycznymi, nawet śmiercią – choć operacji o takiej intencji nigdy nie widzieliśmy. Wiemy tylko o istnieniu narzędzia o odpowiednich możliwościach – mówi dr Olejnik. I dodaje: Wydaje się bardzo prawdopodobne, że wobec Ukrainy będą stosowane także cyberoperacje.

Czy Polska jest gotowa odeprzeć zmasowany atak w sieci? – Mamy ciągły postęp w kwestiach cyberbezpieczeństwa. To prace w ramach firm, ale także instytucji publicznych. Dużo jeszcze nam brakuje do pełnej wizji bezpieczeństwa w sieci, ale część zaniedbań sprzed 2015 r. nadrabia się np. dzięki powstaniu komponentu cyberarmii w polskim wojsku.

O komentarz dotyczący wojny w internecie zwróciliśmy się również do Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Do chwili publikacji tego tekstu nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Czytaj też: To cały czas jest plan A Putina. Realizuje go od lat

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Fotoreportaże

Tadeusz Gołębiewski. Król odszedł, niestety hotele zostały

Odszedł król polskich hoteli – mówią miłośnicy Tadeusza Gołębiewskiego. – Niestety jego hotele zostały – dodają oponenci.

Juliusz Ćwieluch
28.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną