Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty w okazyjnej cenie!

Subskrybuj
Świat

Niemoc dyktatora. Czy to początek końca Putina?

Wygląda na to, że inwazja na Ukrainę, która miała dać Putinowi tak potrzebny mu sukces i zdecydowanie umocnić jego władzę, jest czymś rodzaju Polskiego Ładu w rosyjskim wydaniu. Wygląda na to, że inwazja na Ukrainę, która miała dać Putinowi tak potrzebny mu sukces i zdecydowanie umocnić jego władzę, jest czymś rodzaju Polskiego Ładu w rosyjskim wydaniu. Alexei Nikolsky / TASS / Forum
Miał być zwycięski, triumfalny marsz, miało być przyłączenie „bratniej” Ukrainy do rosyjsko-białoruskiej rodziny. „My snowa zdiełajem Rossiju wielikoj!” – Putin najwyraźniej pozazdrościł Trumpowi wyborczego hasła. Ale coś poszło dramatycznie źle.

Czasami mam wrażenie, że tacy dyktatorzy jak Władimir Putin żyją w swojej bańce informacyjnej, kompletnie oderwani od rzeczywistości. Włącza im się myślenie życzeniowe. Putin popełnił błąd, który zgubił niejednego agresora: pozbył się osób samodzielnie myślących i otoczył potakiwaczami. Ludźmi, którzy mówią mu to, co chce usłyszeć. I to się staje bardzo niebezpieczne. Podobno Leninowi drukowano specjalne wydania gazet w pojedynczych egzemplarzach z artykułami spreparowanymi dla niego – żeby się wielki wódz na koniec życia nie denerwował, tylko siedział spokojnie w swoim de facto areszcie domowym.

Putin w alternatywnej rzeczywistości

Kiedy dyktator otoczy się ludźmi, którzy mu tylko potakują, zamiast informować go rzetelnie o tym, jak jest, to zaczyna się życie w matriksie, w alternatywnym świecie. I kiedy o nominacjach na stanowiska decydują wierność, lojalność i oddanie wodzowi, pojawia się charakterystyczna niemoc – nie może się udać żadne poważniejsze przedsięwzięcie. Przecież obserwujemy to także u nas. Ilu myślących ludzi opuściło partię przewodniczkę? Ludwik Dorn, Paweł Kowal, Michał Kamiński… Skutki widzimy. Słynny Polski Ład to już wręcz legenda, podobnie jak Centralny Port Komunikacyjny, prom pełnomorski czy elektrownia Ostrołęka.

Putin też zbudował sobie dwór. Efekty? Coraz większy bałagan, wszechobecna korupcja i brak jakichś szczególnych osiągnięć w różnych dziedzinach. W Rosji, która jest podobno mocarstwem, nie może powstać ani samolot pasażerski nadający się do użytku, ani dobry samochód osobowy. Ostatnio w Rosji nic się nie udaje. Ot, po prostu – starają się, ale nie wychodzi.

Władimir Władimirowicz nie ma współpracowników. Ma tylko podwładnych, którzy wykonują jego polecenia. Kto przykładowo jest premierem Rosji? To przecież ważna funkcja. Od stycznia 2020 r. szefem rządu jest Michaił Władimirowicz Miszustin. Co o nim wiadomo? Jest inżynierem, specjalistą od projektowania komputerowego, sporo starszy od niego Putin kolegował się z jego ojcem w czasach swojej kariery w KGB. Premier Miszustin jest na tyle bezbarwny, że rzadko się o nim w ogóle wspomina.

Budowlaniec od spraw obrony narodowej

O wiele bardziej znany jest Siergiej Ławrow, wpływowy minister spraw zagranicznych. Studiował stosunki międzynarodowe, a od 1972 r. jest zawodowym dyplomatą. Czy wiecie, kim był zawodowy dyplomata w ZSRR? Zwykłych dyplomatów nie było, każdy miał dodatkowy etat – Ławrow to zatem kolejna bratnia dusza kagiebowca Putina.

Ciekawą postacią jest też Siergiej Szojgu, minister obrony narodowej z mongolsko-rosyjskiego pogranicza. Niech was nie zmyli jego stopień wojskowy – generał armii. Nigdy nie miał innego, bo żaden z niego żołnierz. Jest budowlańcem. Po studiach z inżynierii lądowej w ZSRR pracował w różnych „strojach” (od „stroit”, budować): Sajanaluminstroju, Sajantiażstroju i wreszcie w Abakanwagonstroju. To radzieckie „trasnbudy” albo „instale”. Później był już partyjnym aparatczykiem. W latach 90. trafił do ministerstwa sytuacji nadzwyczajnych i likwidacji następstw klęsk żywiołowych, kierował też obroną cywilną. Funkcję ministra obrony piastuje od 2012 r. Czy jest w wojsku szanowany, trudno powiedzieć. Ale dla wojskowych, wciąż mających sowiecką mentalność, to obca tkanka, podobnie jak jego poprzednik Anatolij Serdukow, specjalista od produkcji mebli.

Z pewnością natomiast szanowany jest szef Sztabu Generalnego Armii Federacji Rosyjskiej gen. Walerij Gierasimow, czołgista z krwi i kości, który lata młodości (1977–82) spędził w Bornym Sulinowie pod Szczecinkiem w 90. Dywizji Pancernej Gwardii. Przeszedł przez wszystkie szczeble kariery (dowodził pułkiem, dywizją, armią i okręgiem wojskowym), zanim w 2012 r. stanął na czele sztabu generalnego.

Są jeszcze tzw. oligarchowie, rosyjscy miliarderzy, tacy jak Leonid Michelson, prezes firmy gazowej Novatek, Wagit Alekpierow, prezes Łukoila, czy Giennadij Timczenko, inwestor i udziałowiec różnych firm. Albo wywodzący się z branży handlowej Siergiej Galicki, magnat nawozowy Andriej Guriew czy prezes grupy inwestycyjnej Renova Wiktor Wekselberg. Są bracia Arkadij i Borys Rotenbergowie z branży budowlanej. Z nimi wszystkimi Putin także musi się liczyć – mają niewyobrażalne fortuny, a pieniądze to władza. Co nie znaczy, że są nietykalni. Gdy Michaił Chodorkowski, uważany za najbogatszego człowieka w Rosji, wszedł Putinowi w drogę, wylądował w więzieniu, a po ułaskawieniu musiał opuścić kraj.

Bryc: Rosja nie jest tak odporna na sankcje, jak twierdzi Putin

Ukraina się zbiesiła

Wygląda na to, że inwazja na Ukrainę, która miała dać Putinowi tak potrzebny mu sukces i zdecydowanie umocnić jego władzę, jest czymś w rodzaju Polskiego Ładu w rosyjskim wydaniu. Zamiast Putina wzmacniać – zaczyna go pomału osłabiać.

Już od jakiegoś czasu narasta niezadowolenie z jego rządów. Po 2014 r. w Rosję uderzyły sankcje, które choć dość umiarkowane, miały długofalowy negatywny wpływ na gospodarkę. To, że ludzie się buntują, Putina specjalnie nie obchodzi – w razie potrzeby weźmie ich pod but, wsadzi do aresztów i będzie spokój. Gorzej, że coraz mniej zadowoleni są oligarchowie (częściowo już objęci sankcjami). Oni są akurat zdolni zorganizować skuteczną opozycję.

Dlatego musiał zdarzyć się sukces taki jak zrobienie porządku z Ukrainą. Putin uwierzył we własną propagandę, ufał, że cała, zwłaszcza wschodnia, rosyjskojęzyczna Ukraina czeka tylko na ponowne zbliżenie, a może liczy nawet na jedną, wspólną federację. Tymczasem Ukraina się zbiesiła. Ukraińcy nie chcą mieć z Rosją nic wspólnego – nawet ci, którzy w domu mówią po rosyjsku.

Determinacja i opór niesamowicie Putina zaskoczyły. Spodziewał się bierności i słabej reakcji, tak jak w 2014 r. Rzeczywistość go przerosła. Armia Rosji ugrzęzła i jeśli nie zdoła przełamać impasu, wojna zamieni się w ciężki konflikt na wyniszczenie, podobnie jak sławetna wojna iracko-irańska, w której na siedem lat zapanował pat nie do rozwiązania.

Czytaj też: Jakie sankcje? Putina trzeba pokonać jego metodami

Od Ukrainy zależą losy świata

W tym przypadku nie mówimy oczywiście o latach. Ale każdy tydzień ukraińskiego oporu może być gwoździem do trumny Putina. Ludzie mogą nie znieść strat swoich bliskich, radykalnego obniżenia poziomu życia i innych niedogodności. Pojawią się chętni do przejęcia stanowiska na Kremlu. Najgroźniejszy dla Putina byłby sojusz oligarchów, tracących ciężkie pieniądze, i sfrustrowanej armii. W wojsku po sromotnej klęsce na ogół następuje rozkład. A gdyby Putin w odwecie dokonał w nim czystek, jeszcze bardziej by się mu naraził.

Sytuacja jest naprawdę poważna. Wbrew pozorom Rosja zaangażowała na Ukrainie znaczną część wojsk lądowych – 190 tys. żołnierzy ze 280 tys. Niewiele ich zostało w rezerwie. A nie wyśle przecież wszystkich. Wprawdzie siły zbrojne Rosji liczą ok. 900 tys. osób aktywnego personelu, ale reszta służy w siłach powietrznych (165 tys.), kosmicznych, w tym w strategicznych rakietowych (100 tys.), Marynarce Wojennej (150 tys.), wojskach powietrzno-desantowych (60 tys.), siłach specjalnych (40 tys.), a pozostali w różnych formacjach pomocniczych i wojskowych instytucjach. Dlatego Rosja nie bardzo jest w stanie skierować na Ukrainę jakichś nowych sił. Zresztą służby logistyczne najwyraźniej nie radzą sobie nawet z tymi, które już są na miejscu.

Putin jest wściekły. Nie potrafi zapanować nad swoim zdenerwowaniem. Specjaliści od mowy ciała zwracają uwagę na jego niezbyt dobry – mówiąc delikatnie – stan psychiczny. Może ma się czego obawiać? Oby to był jego koniec – jeśli tylko Ukraina wytrzyma. Trzymaj się, Ukraino, od Ciebie zależą losy świata. I nie ma w tym ani odrobiny przesady.

Czytaj też: Wyspa Węży. Trudno o bardziej poruszający symbol

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Kultura

Franciszek Pieczka, siła spokoju. „Trzeba mówić więcej dobrych słów”

Zmarł Franciszek Pieczka, jeden z najbardziej szanowanych polskich aktorów. W plebiscycie POLITYKI uznano go za jednego z najwybitniejszych powojennych artystów.

Janusz Wróblewski
27.09.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną