Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Nawet sojusznicy opuścili Putina. Kto mu pozostał?

Nieformalny szczyt przywódców Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu z prezydentem Władimirem Putinem. Sankt Petersburg, grudzień 2021 r. Nieformalny szczyt przywódców Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu z prezydentem Władimirem Putinem. Sankt Petersburg, grudzień 2021 r. Mikhail Klimentyev / Russian Presidential Press and Information Office / TASS / Forum
A jednak Ukraina nie walczy sama, ma wsparcie ogromnej części wolnego świata. A co z Putinem? Na kogo może liczyć, a kto odmówił mu pomocy?

To Rosja jest w izolacji, przede wszystkim wojskowej. Nawet białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka zadeklarował, że nie pośle swoich wojsk za Prypeć, bo „nie ma takiej potrzeby”. Łukaszenka jest bezwolnym narzędziem Władimira Putina, pozwolił zamienić Białoruś na bazę wypadową w kierunku Ukrainy, startowisko rakiet niosących śmierć cywilom i lotnisko dla samolotów bombardujących miasta. Bez takiej gościnności Rosjanom byłoby znacznie trudniej zbliżyć się do Kijowa. Choćby z tego powodu słowa dyktatora są niewiele warte, za chwilę może się okazać, że jednak potrzeba się pojawiła i ok. 40 tys. łukaszenkowskich wojsk do czegoś się przyda. Na przykład w sytuacji, gdy inwazja ugrzęźnie albo Putin zechce rozproszyć odpowiedzialność za zbrodnie popełniane przez jego armię. Zresztą władze ukraińskie twierdzą, że Białorusini już są na terenie obwodu czernihowskiego.

Azerbejdżan i Gruzja przeciw. Armenia w rozkroku

Czego by Łukaszenka nie zrobił, Putin ma już zagwarantowane miejsce na śmietniku historii. Nie chcą obok niego wylądować przywódcy innych państw uchodzących za tradycyjnych sojuszników Rosji, w tym w Azji Środkowej. Żadne nie wysłało żołnierzy, nie uznają republik separatystycznych w Donbasie i starają się zachować maksymalną neutralność, trzymając się na dystans.

W rozkroku, także emocjonalnym, stoi Armenia. Tu sympatia do Ukraińców wiąże się z sympatią do Rosji, obrończyni przed zapędami wrogiego Azerbejdżanu w Górskim Karabachu. Ten posłał już podczas wojny pomoc humanitarną, leki warte 5 mln euro. Stacje koncernu naftowego SOCAR w Ukrainie udostępniły za darmo paliwo m.in. karetkom i służbom ratunkowym. Z drugiej strony policja rozpędziła demonstrantów pod ambasadą Ukrainy.

Sam Ilham Alijew, dyktatorsko rządzący Azerbejdżanem, podpisał na godziny przed wybuchem wojny w Moskwie „deklarację o współpracy sojuszniczej”. Zapewniał też dziennikarzy – ciekawych, jak się zachowa w razie akcji zbrojnej – że Rosja sobie poradzi z sankcjami, bo Putin pewnie wszystko dobrze obliczył, rezerwy są duże itd.

Podobnie w Gruzji, która 14 lat temu broniła się przed rosyjskim atakiem – obywatele masowo wylegali na ulice, domagając się końca wojny. Przypominali, że w 2008 r. Ukraina przesyłała im uzbrojenie. Protesty oprócz Putina na celownik wzięły premiera Irakliego Garibaszwilego. Najpierw ogłosił, że Gruzja nie dołączy do zachodnich sankcji nałożonych na Rosję (bo uderzyłyby także w gruzińską gospodarkę), ale złamał się pod naciskiem opinii publicznej i zaczął od pomocy humanitarnej.

Kadyrow wspiera Putina. Kazachstan odmawia

Z lękiem rozwojowi wypadków przygląda się prozachodnia Mołdawia, której część – Naddniestrze – jest pod kontrolą Rosji i wojsk złożonych z miejscowych żołnierzy, co każe z pewną rezerwą wierzyć w ich potencjał militarny. Od początku wojny Mołdawia wprowadziła stan wyjątkowy.

Żadnych rozterek nie ma Ramzan Kadyrow z wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej Czeczenii. W Ukrainie operuje podległy mu batalion. Oddział – nominalnie może liczyć 4 tys. ludzi – wchodzi w skład Rosgwardii, następczyni wojsk wewnętrznych rosyjskiego MSW. Udział kadyrowców ma głównie znaczenie psychologiczne, ich przywódca administruje krajem, rutynowo popełniając zbrodnie – podwładni Kadyrowa mogą zostać wykorzystani do opanowywania zdobytych terenów, np. Kijowa.

Do tej pory kadyrowcy ponieśli dotkliwe straty w walkach toczonych o lotnisko Hostomel. Z kolei po drugiej stronie staje oddział antyrosyjskich ochotników, który za patrona ma Dżochara Dudajewa, prezydenta Czeczenii na początku lat 90. walczącej z Rosją o niepodległość.

Podobno – informacja ta wypłynęła naokoło, za pośrednictwem amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego – Kazachstan wręcz odmówił udzielenia wsparcia wojskowego. A jeden z tamtejszych dostawców internetu i operator telewizji kablowej zablokował swoim klientom dostęp do rosyjskich stacji, zamiast tego widzowie mogą oglądać miejscowe programy. A przecież Kazachstan to obok Białorusi najbliższy partner wojskowy i polityczny Rosji.

W styczniu doszło tam do ogromnych, krwawo stłumionych protestów przeciw gwałtownie rosnącym cenom gazu i łapownictwie polityków. Zginęło co najmniej 225 osób, przy okazji doszło do przetasowań na szczytach polityki. Na życzenie prezydenta Kasyma-Żomarta Tokajewa w kraju na chwilę interweniowały 2,5-tysięczne siły członków Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, nazywanej miniaturą i współczesną wersją Układu Warszawskiego. Tokajewowi pomagali przede wszystkim Rosjanie i Białorusini. W styczniowej operacji niektórzy analitycy dostrzegli preludium do ataku na Ukrainę. Chodziło głównie o zdecydowanie Putina co do zachowania wpływów na obszarze byłego ZSRR oraz w jakimś stopniu okazję do przećwiczenia przerzutu wojsk.

Fiszer: Myśliwce dla Ukrainy? To nie takie proste

Azja Środkowa nie pali się do pomagania

Przywódcy Azji Środkowej unikają krytykowania Rosji wprost. Mają obawy. Na przykład Kazachstan nie chce jej zrazić, by nie prowokować rosyjskich, koncesjonowanych przez Kreml nacjonalistycznych harcowników, którzy czasem przypominają, że północny Kazachstan powinien stać się rosyjskim terytorium. Nie sposób też dziś ocenić, na ile racjonalny jest Putin i którędy przebiegają linie tej racjonalności. Jest niewątpliwie poradzieckim rewizjonistą. Uznaje niepodległość i suwerenność Ukrainy za sztuczną. Skoro tak, to co ze środkowoazjatyckimi „stanami”?

Urzędnicy prezydentów Uzbekistanu i Kirgistanu musieli prostować doniesienia rosyjskie po telefonicznych rozmowach Putina z Szawkatem Mirzijojewem i Sadyrem Dżaparowem. Według Kremla pierwszy „wyraził poparcie dla zdecydowanych działań strony rosyjskiej”, a drugi „zrozumienie dla działań Rosji w Ukrainie” – tymczasem Mirzijojew miał ograniczyć się do dyskusji z Putinem o obecnej sytuacji, a Dżaparow zająć „zrównoważone, neutralne stanowisko”. Postawa władz kirgiskich była jednak na tyle ambiwalentna, że ukraiński ambasador został wezwany z powrotem na Ukrainę w celu konsultacji.

Azja Środkowa nie pali się do pomagania Putinowi, bo oznaczałoby to zerwanie z długą tradycją równoważenia wpływów mocarstw. Nie tylko Rosji i Chin, te przecież leżą po sąsiedzku, ale także Stanów Zjednoczonych, przez lata zainteresowanych choćby możliwościami logistycznymi w drodze do Afganistanu. Wielkie pieniądze zainwestowały i zarabiają przedsiębiorstwa z Europy, w tym Niemiec czy Francji, z branż związanych z budownictwem lub wydobyciem surowców.

Czytaj też: Magazyny broni otworzyły się szeroko. Unia wreszcie się budzi

Rubel słabnie, sankcje uderzają rykoszetem

Dodatkowo region może mieć pretensje, bo spadają na niego rykoszety sankcji bijących w Rosję. Wielu obywateli Kirgistanu, Tadżykistanu i Uzbekistanu – co roku kilka milionów osób – pracuje w Rosji, przesyłane przez nich pieniądze są ważną częścią gospodarek tych państw. Pikująca wartość rubla skłoniła do masowego wykupywania zagranicznych walut, których w kantorach zabrakło.

Jeszcze poważniejsze reperkusje będą miały szykany ustawione w międzynarodowym obrocie bankowym i przede wszystkim obostrzenia zmierzające do załamania rosyjskiej gospodarki. Pandemia pokazała, że bez środkowoazjatyckich robotników w Rosji nie ma np. komu budować. Teraz pracownicy będą tracić posady. Zagrożone są także rosyjskie inwestycje, w tym wydobywcze, finansowane za pośrednictwem banków objętych sankcjami.

Bryc: Rosja nie jest tak odporna na sankcje, jak twierdzi Putin

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną