Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Siódmy dzień wojny. Rosja sięga po barbarzyńską broń

Ulice Buczy w obwodzie kijowskim Ulice Buczy w obwodzie kijowskim Serhii Nuzhnenko / Reuters / Forum
Ukraina nadal daje odpór rosyjskiej potędze militarnej, która okazała się papierowym tygrysem. To niesamowite, ale postępy Rosji znów są niemal żadne. Niestety, wyładowuje frustracje na ludności cywilnej.

Rosyjskie wojska twierdzą, że zajęły Chersoń, Ukraina temu przeczy. Byłoby to bardzo niepokojące, bo prowadzi stąd droga na Mikołajew i dalej, na Odessę, co groziłoby odcięciem Ukrainy od morza. Groźniejsze jest jednak natarcie na Zaporoże, podobno wyprowadzone z Melitopola. Bliższa trasa prowadzi stąd do Charkowa, druga na Dnipro (dawny Dniepropietrowsk), którego nie trzeba szturmować, można go obejść przez Krasnohrod. To nadal ok. 300 km drogi, a biorąc pod uwagę tempo poruszania się rosyjskich wojsk, może im to zająć sporo czasu.

Wydaje się jednak, że tutaj Rosjanie sobie radzą, jakby byli nieco lepiej dowodzeni. Według doniesień ponoszą też nieco mniejsze straty niż na północy. Na ich czele stoi przypuszczalnie dowódca 58. armii gen. por. Michaił S. Zusko, były desantowiec, czyli rosyjska elita. W 1989 r. ukończył Wyższą Szkołę Dowódczą Wojsk Powietrzno-Desantowych im. Leninskiego Konsomoła w Riazaniu, gdzie uczą się najlepsi. To nie jest dobra wiadomość dla ukraińskich obrońców.

Czytaj też: Magazyny broni otworzyły się szeroko. Unia wreszcie się budzi

Frustracja rosyjskich dowódców

Na północy na szczęście udaje się natarcie powstrzymywać. Wciąż nie okrążono Kijowa i skutecznie broni się Charków. Rosja nie zdołała zdobyć Sum i Czernihowa, choć pojawiały się doniesienia, że ten ostatni został zajęty. Obserwowana kolumna długości 63 km pełznie w stronę stolicy, już atakowana przez bezpilotowe aparaty typu Bayraktar TB2. Bez samolotów i śmigłowców bojowych, które Ukraina już straciła, nie da się jednak przeprowadzić solidnych ataków i zamienić kolumny w kupę dymiącego żelastwa.

Mało słychać o aktywności ukraińskiej artylerii. Można się domyślać, że doniesienia z frontu są kształtowane tak, by nie podsuwać Rosjanom za dużo danych. Ministerstwo obrony Ukrainy niewiele mówi o działaniach wojsk pancernych i zmechanizowanych, o artylerii lufowej i rakietowej. Dla podbudowy morale większość sukcesów przypisuje się formacjom obrony terytorialnej, a jednocześnie maskuje się komunikacyjnie działania regularnych, silnie uzbrojonych wojsk.

Tymczasem frustracja rosyjskich dowódców sięga zenitu, zwłaszcza na północy. Nie byli odpowiednio przygotowani. Wydaje się też, że za bardzo rozproszyli siły, próbując atakować na wielu kierunkach jednocześnie, nigdzie nie zyskując przewagi.

Sposobem na wyładowanie frustracji jest ostrzeliwanie obiektów cywilnych. Nie wydaje się, by była to oddolna inicjatywa. W Czeczenii wyglądało to podobnie: wojska Rosji weszły do Groznego i poniosły ciężkie straty, zaczęło się terroryzowanie cywilów, masakrowanie ich z dział i wyrzutni rakietowych. To barbarzyńska próba zmuszenia obrońców do zaprzestania oporu, bo w końcu nie będą mogli patrzeć na cierpienie i śmierć swoich bliskich.

Czytaj też: Rząd marionetkowy w Kijowie? Sowiecka strategia Putina

Broń kasetowa. Groźna i zakazana

Do ataków na obiekty cywilne masowo stosowane jest bardzo kontrowersyjne uzbrojenie, przede wszystkim amunicja kasetowa. Po raz pierwszy używano jej w czasie II wojny światowej, ale rozwinęła się zwłaszcza w dobie zimnej wojny: miała być odpowiedzią na radziecką przewagę liczebną, ale była obecna po obu stronach żelaznej kurtyny.

Czym jest amunicja kasetowa? To pojemniki zrzucane jako bomby lotnicze, wystrzeliwane z dział lub wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych – otwierają się nad celem i wysypuje się z nich od kilkunastu do kilkuset bombek o masie od kilograma do ok. 20 kg. Pokrywają całą okolicę i siłą rzeczy muszą trafić w czołgi, transportery opancerzone czy działa, niszcząc je lub poważnie uszkadzając. Wystarczyło zrzucić jedną, dwie bomby na rozwiniętą do natarcia kompanię czołgów, by trafić i unieruchomić każdy napotkany wóz. Dlatego to niezwykle skuteczna broń. Przenosi ją też (jako jedną z kilku alternatywnych głowic) słynny pocisk balistyczny Iskander.

Bombki są różne – przeciwpancerne, odłamkowe, zapalające, wybuchają natychmiast lub są detonowane zapalnikiem czasowym. Mają jedną wadę – wiele z nich nie eksploduje, zwłaszcza gdy spadają na miękki grunt, w błoto, śnieg itp. Nie oznacza to, że nie są groźne. Wystarczy je bowiem potrącić czy na nie nadepnąć, by wybuchły. Dzieci traktują je niestety czasem jak ciekawą zabawkę; w Iraku były bardzo obrażone, kiedy coś takiego im odebraliśmy i ściągnęliśmy saperów.

W 2008 r. podpisano konwencję zakazującą stosowania amunicji kasetowej, weszła w życie w 2010 r., została ratyfikowana przez 110 państw. Wśród sygnatariuszy nie ma Rosji ani Ukrainy. Teoretycznie można ją w tym konflikcie stosować, choć jest to bardzo nieetyczne. I niehumanitarne. Co ciekawe, wśród krajów NATO, które nie podpisały konwencji, są Grecja, Turcja, Łotwa, Estonia i... Polska. Taka ciekawostka.

Czytaj też: Złoty most dla Putina

Bomba, która zabiera tlen

Broń termobaryczna też jest niehumanitarna i nieetyczna, ale wciąż nie została zakazana. To ładunki paliwowo-powietrzne rozpylane w formie aerozolu, a następnie detonowane przestrzennie. Wypalają tlen w miejscu wybuchu i najbliższej okolicy, powodując szybkie uduszenie się. Jednocześnie wytwarzają potężną temperaturę, wywołując pożary i spalając wszystko na miejscu. Taka broń jest przeznaczona do walki z bunkrami i innymi umocnieniami, zadaje śmierć obsłudze wewnątrz bez konieczności rozbijania betonowych murów. Jej użycie w rejonach zamieszkałych przez cywilów jest de facto ciężką zbrodnią wojenną.

Warto też wspomnieć o ataku na miejsce pamięci w Babim Jarze pod Kijowem, gdzie w czasie II wojny nawet 150 tys. Żydów zginęło w kilkudziesięciu masowych egzekucjach. Część pocisków, którymi usiłowano zniszczyć wieżę telewizyjną, chybiło, rażąc muzeum i okolice. To także zbrodnia wojenna – cztery konwencje genewskie podpisane w 1949 r. chronią przed oddziaływaniem wojennym nie tylko ludność i obiekty cywilne, ale też miejsca pamięci, zabytki i obiekty związane z dziedzictwem narodowym. Ciekaw jestem, czy ktoś kiedyś stanie za to przed sądem.

Czytaj też: Wiersz pisany w schronie. Zagrać w coś możemy, nie ma co tak siedzieć

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Społeczeństwo

Mobbing i zachowania niepożądane. Czego w pracy robić nie wolno?

Wszelkie sprawy dotyczące dyskryminacji to mniej niż 1 proc. pozwów związanych z prawem pracy, a te o molestowanie to już zupełny ułamek ułamka.

Ewa Wilk
18.06.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną