Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

„Z”, tajemniczy symbol rosyjskiej inwazji na Ukrainę

Symbol „Z” zalał przestrzeń publiczną. Jest wszędzie. Na zdjęciu: flash mob w Kemerowie w azjatyckiej części Rosji Symbol „Z” zalał przestrzeń publiczną. Jest wszędzie. Na zdjęciu: flash mob w Kemerowie w azjatyckiej części Rosji Danil Aikin / TASS / Forum
Litera „Z” jest dla Kremla symbolem wsparcia dla wojny Putina. Dla świata to nowa swastyka. Tym razem rosyjska.

Siły zbrojne Rosji najechały na Ukrainę z kilku stron. Wojska nacierające ze wschodu, czyli „na zapad” (zachód), miały wymalowany symbol „Z” na wyposażeniu, zmierzające z Krymu – „Z” wpisane w kwadrat. Idące z Białorusi oznaczono literą „O”, oddziały czeczeńskie – „X”, specjalne – „A”, piechotę morską – „V”.

„Z” jak wojna, nie „operacja specjalna”

Od razu pojawiły się liczne spekulacje – np. że „Z” znaczy „zakancziwajem” (kończymy) lub „Zełenski”, a „V” to Władimir (Putin). W ostatnią niedzielę wątpliwości rozwiał minister obrony Siergiej Szojgu, wyjaśniając, że „Z” oznacza poparcie dla operacji w Ukrainie, tj. „za pabiedu!” (za zwycięstwo). Resort na swojej stronie wyjaśnia, że „V” to z kolei skrót od „w prawdzie siła”.

Szojgu szybko zrozumiał, że jego armia utknęła, nie osiągała założonych celów, a co gorsza, ukraińscy obrońcy zadają jej duże straty. Potrzebuje więc moralnego wsparcia. Z pomocą przyszła telewizja Russia Today, informując o sprzedaży koszulek i czapeczek z wojenną symboliką. „Z” miało być wyrazem obywatelskiego poparcia i konsolidacji wokół „słusznej sprawy”.

To akcja propagandowa, której celem jest legitymizacja już nie „operacji specjalnej”, lecz wojny – mówi „Polityce” Igor Gretski, do niedawna profesor uniwersytetu w Sankt Petersburgu, dziś badacz Międzynarodowego Centrum ds. Obrony i Bezpieczeństwa w Tallinie. – Dla wielu stało się oczywiste, że „operacja specjalna” nie trwa tak długo – dodaje. Zwolennicy Putina w Rosji – zauważa Gretski – piszą w sieci, że trwa wojna, „żyjemy w wojennych czasach”. Mimo że wcześniej używania słowa „wojna” przecież zabroniono.

Fiszer: Piętnasty dzień wojny. Rosja zapędzona w kozi róg

Cyrylicą i łaciną. „Z” jest wszędzie

Teraz Rosjanie organizują m.in. flash moby: tłum formuje się w literę „Z”, symbol umieszcza na odzieży i sztandarach, wykrzykuje mobilizujące hasła („za pobiedu” i „za swoich”). Symbol „Z” dosłownie zalał przestrzeń publiczną, jest wszędzie: na billboardach, reklamach, w petersburskim metrze, gdzie wymalowano hasło „swoich nie brosajem” (swoich nie porzucamy), wielkie „Z” widać na elewacjach wieżowców pamiętających jeszcze czasy radzieckie, na szybach samochodów, ale i w mediach społecznościowych, pełnych zdjęć, filmików i wpisów, w których „zet” pisane cyrylicą zastąpiło właśnie łacińskie „Z”.

W kampanię włączają się lokalne władze. Gubernator obwodu kemerowskiego Siergiej Cywiliew zdecydował się przemianować nawet skrótową nazwę swojego regionu – Kuźnieckiego Zagłębia Węglowego – z „Ку3басс” na „КуZбасс” (KuZbas). Portal PenzaNews 10 marca informował, że akcja „Swoich nie brosajem” ma poparcie funkcjonariuszy obwodu penzeńskiego. Dmirtij Osipow, lokalny naczelnik, tłumaczył dziennikarzom, że sami wyszli z inicjatywą. „Każdy obywatel Rosji, każdy, kto tu żyje, powinien popierać nasze siły zbrojne, bo wypełniają stawiane im rozkazy. Musimy się zjednoczyć dla dobra ojczyzny” – mówił.

Akcję popierają Rosgwardia, politycy, celebryci, sportowcy. Maria Butina, słynna lobbystka zbrojeniowa oskarżana w USA o szpiegostwo, aktualnie deputowana do Dumy, wymalowała na marynarce symbol wsparcia dla inwazji i wprost zwróciła się do żołnierzy: „Tak dalej! My s wami” (tak trzymać, jesteśmy z wami).

Podkast: Po co Putinowi ta wojna?

Dobrzy Rosjanie i zdrajcy

Brązowy medalista pucharu świata w gimnastyce Iwan Kuliak zaszokował publiczność podczas ceremonii wręczania odznaczeń w Dosze. Wchodząc na podium, mając ukraińskiego kolegę po swojej prawej, zademonstrował symbol „Z” na koszulce. Międzynarodowa Federacja Gimnastyczna (FIG) ma zdecydować, czy za tę prowojenną postawę nie należy mu odebrać medalu. Tydzień wcześniej Swietłana Chorkina, siedmiokrotna medalistka gimnastyki artystycznej, oświadczyła w swoich mediach społecznościowych, że „nie wstydzi się za Rosję”. Z zawodów szachowych został wykluczony Siergiej Karjakin, który wielokrotnie i otwarcie popierał rosyjską inwazję na Ukrainę.

„Z” pozwala więc odróżnić patriotów od „inoagentów” (agentów zagranicznych), dobrego Rosjanina od zdrajcy, przyjaciół od wrogów. Serbowie zaliczają się przykładowo do pierwszej grupy – 4 marca manifestowali w solidarności z Rosją pod jej ambasadą w Belgradzie. Odśpiewali hymny obu państw, wypisali „Z” na transparentach. Symbol bardzo przypomina też logo polskich przyjaciół Putina z partii Zmiana.

„To symbol rosyjskiej ideologii i tożsamości narodowej” – twierdzi Kamil Galeew z Woodrow Wilson Center. Siergiej Kyslytsya, ambasador Ukrainy przy ONZ, w wystąpieniu na forum Rady Bezpieczeństwa zasugerował, że „Z” bierze się od „zwieri” (zwierzęta). Wasilij Nebenzya, przedstawiciel Rosji, ripostował, że Moskwa ma na ten temat własną opinię.

Lipiński: Co popchnęło Putina do rozpętania wojny światowej?

Paradoks „rosyjskiej swastyki”

Krytycy rosyjskich działań w Ukrainie mają jedno konkretne skojarzenie – z faszystowską swastyką. Graficznie symbole są podobne. Swastyka kiedyś, jak „Z” dziś, wzmacniała poparcie dla sprawy, skupiała masy wokół wodza, aktywizowała tysiące młodych w czarnych koszulach. W Rosji zastąpiły je T-shirty. Paradoks polega na tym, że polityka historyczna współczesnej Rosji opiera się m.in. na przekonaniu o zwycięskiej Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, triumfie nad faszyzmem i nazizmem. Tymczasem „Z” to symbol agresji wobec państwa, którego przywódca, Wołodymyr Zełenski, jest Żydem. Do tego oficjalnym powodem ataku na Ukrainę miała być jej „denazyfikacja”.

Nie inaczej „rosyjską swastykę” postrzegają uczestnicy antywojennych protestów. W poprzedni weekend wznosili plakaty z pytaniem: „Zачем?” (czemu? po co?). W sieci pojawiły się prześmiewcze memy: na jednym z nich Harry Potter ma na czole bliznę w kształcie „Z”.

Krytykom Kremla nie jest jednak do śmiechu, bo „Z” to także symbol zastraszenia. Członkiniom Pussy Riot, znanym z antyputinowskich demonstracji, literę wymalowano na drzwiach domów. Trafiła na ściany zdemolowanego biura Memoriału, do którego 4 marca weszła policja pod pretekstem rewizji. Instytucja ta, zlikwidowana przez władze, przez 30 lat walczyła o prawdę historyczną, zbierając świadectwa o ofiarach zbrodni wojennych w Czeczenii.

Zdeputinizować Rosję

Już za samą krytykę symbolu ukarano jednego z mieszkańców Surgutu – za „dyskredytację sił zbrojnych FR” musi zapłacić 40 tys. rubli. Miał dużo szczęścia, bo groziło mu znacznie więcej – grzywna do 5 mln rubli i 15 lat kolonii karnej. Powód? Na VKontakie (rosyjski odpowiednik Facebooka) pod postem promującym kampanię „Z” zasugerował, że nie chodzi o zawołanie „za pobiedu!”, lecz o „zasrańców” – relacjonowała rzeczniczka sił porządkowych w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym, znanym bardziej jako Brama Syberii.

Zgodnie z ustawą podpisaną 4 marca przez Putina za rozpowszechnianie fałszywych informacji o działaniach rosyjskich sił zbrojnych grożą – w przypadku niewielkiej szkodliwości społecznej czynu – trzy lata kolonii karnej. Jeśli do szerzenia takich wiadomości wykorzystuje się swoją pozycję zawodową, kara wydłuża się do pięciu–dziesięciu lat pozbawienia wolności, a w przypadku „fejków o dużej wadze społecznej” – nawet do 15.

Wystarczył tydzień, żeby „Z” zostało nowym symbolem rosyjskiego totalitaryzmu. Zachód – jak po II wojnie światowej w przypadku Niemiec – powinien doprowadzić do drugiej Norymbergi i rozliczyć zbrodnie, jakich armia dopuszcza się w Ukrainie. A Rosję – nie ma wyjścia – należy zdeputinizować, pozbawić genu imperialnego i spacyfikować. W przeciwnym razie agresywny reżim wciąż będzie chciał powiększać swoją „przestrzeń życiową”.

Czytaj też: Cywilizacja nuklearna. Dlaczego Putin straszy bombą?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną