Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Świat

Putin zmienia narrację, ale nie cele. To wojna jego życia

Prezydent Rosji Władimir Putin Prezydent Rosji Władimir Putin Sputnik / Forum
Przekaz Kremla nie jest zabetonowany, jest elastyczny i dostosowany do potrzeb operacji. W pierwszej warstwie składa się z propagandy. A co jest między wierszami?

Za grunt propagandowy pod atak na Ukrainę posłużyły lutowe wrzutki o „genocydzie” w Donbasie. Putin potrzebował pretekstu i medialnej podbudowy. Mechanizm działa tak, że jeśli nie istnieje wiarygodny powód, to należy go stworzyć. Nawet „bratnia pomoc” musi mieć oficjalne uzasadnienie.

Atomowa karta się zgrała

A inwazja nie idzie tak sprawnie, jak Moskwa zakładała. Komplikuje się też sytuacja w kraju. Te trudności wymuszają zmianę taktyki, a ta za każdym razem potrzebuje wsparcia propagandowego, które ma dwa podstawowe zadania: zyskać poparcie dla sprawy wśród samych Rosjan i stwarzać nowe argumenty na rzecz wojny. Skoro nie pomógł atut atomowy i straszenie bronią nuklearną nie przyniosło rezultatu, Kreml sięga po kolejną kartę z bronią masowego rażenia, tym razem ABC (od: atomowa, biologiczna, chemiczna).

Moskwa oskarżyła więc USA o finansowanie prac nad bronią biologiczną na terytorium Ukrainy i w piątek 11 marca zwołała posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ. Dzień wcześniej minister obrony Siergiej Szojgu stwierdził zaś, że Amerykanie chcą zaatakować Rosję przy pomocy nowego koronawirusa. Wtórował mu szef dyplomacji Siergiej Ławrow: „Takich eksperymentów nie prowadzi się przecież w pokojowych zamiarach”. Dowodem w sprawie mają być m.in. dostarczone Ukrainie mobilne laboratoria, które de facto pomagały walczyć z covid-19.

Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki komentowała, że Rosja „szuka pretekstu do użycia broni biologicznej lub chemicznej, by obciążyć winą USA albo Ukrainę”. Chociaż, przypomniała, to właśnie Rosja ma udokumentowaną, bogatą historię użycia broni chemicznej. Dość przypomnieć sprawę nowiczoka, nowoczesnej neurotoksyny, w istocie bojowego środka trującego, wykorzystanej do ataku na terytorium państwa trzeciego (przypadek otrucia Siergieja Skripala w brytyjskim Salisbury w 2018 r.).

Czytaj też: Szesnasty dzień wojny. W Rosji dzieje się coś dziwnego

Rosjanie się przegrupowują

Kreml nadal gra na zastraszenie, a tematy tak dużego kalibru jak broń biologiczna mają odciągnąć uwagę m.in. od popełnianych w Ukrainie zbrodni wojennych i ostrzału kolejnych obiektów cywilnych, takich jak szpital w Mariupolu. Przede wszystkim jednak Rosja przeprowadza pauzę taktyczną: robi dużą wrzutkę do mediów, a w tym samym czasie jej wojska się przegrupowują.

Kreml potrzebuje stale też poparcia Rosjan. Dramatycznie pogarsza się ich sytuacja materialna, Zachód ogłasza nowe sankcje, a „specoperacja” trwa. Co więcej, armia wykorzystała już 100 proc. sił przeznaczonych na ten front. A sukcesu brak. Rosjanie muszą uwierzyć, że koszty wojny są bez znaczenia, bo zagrożenie ze strony Ukrainy i USA jest dla nich realne i egzystencjalne.

Kreml zainicjował dużą kampanię poparcia dla swoich działań i oswajania Rosjan z wojną. Wykorzystał w tym celu symbol „Z”, co znaczy: „za pobiedu!” (za zwycięstwo). Pracuje nad wzmożeniem patriotycznym, nacjonalistycznym i militarystycznym. Na tym etapie nie można już wszak udawać, że Rosja prowadzi wyłącznie operację specjalną. Coraz częściej nawet kremlowskie media używają określenia „wojennaja operacija” („wojennaja” znaczy także „zbrojna, militarna”). Kreml wprawdzie nie odwołał zakazu posługiwania się terminem „wojna”, a za szerzenie fałszywych informacji o działaniach rosyjskich sił nadal grozi 15 lat kolonii karnej.

Czytaj też: To miała być szybka wojna. Jak długo Rosja wytrzyma?

Ukraina. Najważniejsza wojna Putina

Doszukiwanie się teraz przejawów przewrotu pałacowego pod nosem Putina też może się okazać zgubne. Jego najbliższe grono nie jest oczywiście jednorodne, nie musi też pochwalać wszystkich jego decyzji. Ale od rozbieżnych zdań do spisku, który miałby go obalić, długa i skomplikowana droga. – Putin prowadzi właśnie najważniejszą wojnę swojego życia. Nie ma szans, żeby pułkownik FSB nie zabezpieczył sobie tyłów – twierdzi dr Jacek Raubo, ekspert Defence24. Jak dodaje, w obliczu niepowodzeń Putin będzie oczywiście szukał winnych. Ale kozłem ofiarnym – twierdzi Raubo – nie zostanie raczej zaufany minister obrony, lecz ktoś nieco niższego szczebla. Za błędy odpowiedzą generałowie albo wojskowi. Raczej nie Politbiuro.

W ubiegłym tygodniu rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow przedstawił warunki wycofania się Rosji z Ukrainy i nie wspominał już o „denazyfikacji kijowskiego reżimu”. Ale w tureckiej Antalyi kilka dni później Ławrow po rozmowie ze swoim ukraińskim odpowiednikiem Dmytro Kułebą długo mówił dziennikarzom, że Rosja nie pozwoli, by „faszyści biegali po ulicach Kijowa”, a „bojówki z naszywkami SS szkoliły się pod okiem ukraińskich władz”. Przekonywał, że szpital w Mariupolu został zbombardowany, bo „był bazą batalionu Azow i innych podobnych radykałów”.

Hasło o „denazyfikacji Ukrainy” służy za pretekst do obalenia „faszystowskiej junty”, „przywrócenia porządku konstytucyjnego”, czyli pozbawienia władzy Wołodymyra Zełenskiego i zainstalowania w Kijowie prorosyjskiego rządu. Brak sukcesów na tym polu nie pozwala jeszcze na wniosek, że wykluczono już ten scenariusz. Kreml ma świadomość, że opór Ukraińców byłby w takim wypadku jeszcze większy. Ostrzeliwuje cele cywilne, by brutalnie złamać ich ducha. Ma doświadczenia z Czeczenii: po porażce pierwszej wojny (1994–96) w drugiej kampanii Rosji udało się wygrać rękoma samych Czeczenów. Na czele tej niegdyś najbardziej zbuntowanej republiki stoi dziś kremlowski nominat Ramzan Kadyrow.

Czytaj też: Co popchnęło Putina do rozpętania wojny światowej

Pokój? Negocjacje pod ostrzałem

Cele tej wojny się nie zmieniły. Nie chodzi o pełną okupację kraju, lecz o zniszczenie jej państwowej infrastruktury, potencjału militarnego, solidarności. Złamanie cywilów osłabiłoby pozycję negocjacyjną Ukrainy w ewentualnych przyszłych rozmowach pokojowych. A Kreml położy na stole te same żądania – neutralność, uznanie niezależności Donbasu i zwrot Krymu (Siergiej Ławrow powtórzył je w Antalyi). Neutralność nadal oznacza finlandyzację Ukrainy, czyli rezygnację z przystąpienia do NATO. Uznanie Donbasu ma doprowadzić do odcięcia od Ukrainy separatystycznych republik ŁNR i DNR, związać je z Rosją, docelowo przekształcić w pas buforowy i bastion militarny na wzór Krymu. A sam Krym ma być po prostu „zamkniętym tematem”. Moskwa może też wrócić do żądania kapitulacji Ukrainy albo dodać nowe, np. domagać się kontroli nad Noworosją.

„Rosjanie chcą kontrolować rejon Morza Czarnego. Gdy zajmą wybrzeże na południu Ukrainy, okrążą Kijów i osłabią ukraińską armię, dlaczego nie mieliby usiąść do rozmów?” – uważa Cliff Chupman, ekspert oceniający ryzyko polityczne, w niedawnej rozmowie z „Financial Times”. Dmitrij Pieskow jeszcze 11 marca mówił: „Nikt nie wyklucza możliwości bezpośredniego spotkania Putina i Zełenskiego”. Kreml przecież wie, że ostrzał rakietowy to najlepsze warunki dla rozmów pokojowych.

Podkast: Po co Putinowi ta wojna?

Więcej na ten temat
Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

Rynek

Apartamentowce na skażonej ziemi. Ludzie chcą tu mieszkać, a nie powinni

Jak to możliwe, że na skażonych gruntach powstają budynki mieszkalne?

Ryszarda Socha
22.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną